Podczas tej "wolności" chciałam uciekać, no ale zostały tam moje ciuchy i wszystko, więc z nadzieją, że demona nie będzie wróciłam do pokoju. I go nie było, do tego nie było jego rzeczy i na biurku leżała kartka "Żegnaj".
Widząc to zaczęłam skakać z radości. Poszedł sobie! Zostawił mnie w spokoju! A skoro on odszedł to ja nie muszę i mogę sobie tutaj zamieszkać!
Cały dzień spędziłam na tańczeniu, śpiewaniu i siedzeniu w ciepłej wannie w MOIM pokoju, w którym mieszkam SAMA.
Wieczorkiem położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć. Bądź co bądź trochę brakowało mi jego towarzystwa, nie miał kto marudzić, nie miał kto w nocy przytulić... Nie było się do kogo odezwać.
- Przyzwyczaisz się.- mruknęłam do siebie i zasnęłam.
Rano po zjedzeniu śniadania rozłożyłam się na łóżku z zamiarem czytania książki. Ale do pokoju wszedł ON. A mogła kurwa zwiać...
- Co ty tu robisz?!- zdziwiłam się nie na żarty.- Miało cię nie być!
[Mikeru?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz