wtorek, 31 grudnia 2013
Od Eizo c.d Craven'a
Demon położył się na mnie i zaczął mnie nachalnie całować. Od razu zrobiło mi się gorąco, a moje ręce powędrowały pod jego koszulkę, błądząc po jego plecach.
- Moja mała mordka.- szepnął i zaczął robić mi malinki.
- Craven, tylko nie w widocznym miejscu.- jęknąłem gdyż przycisnął kolano do mojego krocza.
Chłopak prawdopodobnie po złości zrobił mi dużą malinkę na środku szyi.
- Jesteś naznaczony.- oblizał usta i zaczął zdejmować ze mnie koszulkę.
Z nim to się nie dogadasz, musi być tak jak on chce. A ja go kocham i muszę się z tym pogodzić. Po rzuceniu mojej koszulki w odległy kąt zabrał się za badanie mojego ciała językiem, co jakiś czas całując, lub przygryzając moją skórę. To w końcu demon, ma ochotę na krew i postaram się zastanowić czy chce mu dać. Co jakiś czas z moich ust wydarł się cichy jęk, Craven jest po prostu boski. Poczułem jak w spodniach robi mi się ciasno, a do tego on mnie tam jeszcze kolanem przygniatał.
- Jesteś pyszny, wiesz?- mruknął.
Chłopak zabrał się rozpinanie spodni, ale powstrzymałem go. Z trudem przewaliłem go na plecy i ściągnąłem mu spodnie, moje ruchy były jakieś takie koślawe bo dosłownie czułem się tak jakbym stracił czucie w kończynach.
Dotknąłem wypukłego materiału bokserek i po całym moim ciele przeszły ciarki. Ściągnąłem mu bieliznę i moim oczom ukazał się nabrzmiały członek. Oblizałem usta i włożyłem go do buzi. Usłyszałem jak Crav tłumi jęk i ucieszyło mnie to, chociaż nie miałem jak się uśmiechnąć. Zacząłem poruszać głową, tak by sprawić demonowi jak największą przyjemność, czasami przerywałem by oblizać go lub przygryźć. W końcu Crav sapnął, że dochodzi i w moich ustach rozlała się jego biała sperma. Chłopak od razu zaczął mnie całować zabierając mi jej trochę i połykając. Czułem jak jego ręce wędrują do moich spodni.
- Crav, przygotujesz mnie, prawda?- położyłem mu głowę na ramieniu.
- Ależ tak mordko.- uśmiechnął się.
- I jeszcze jedno, jak chcesz... Jak chcesz to możesz wypić moją krew.
[Craven?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Zapłaty?- spojrzał na mnie podirytowany.
-Tak, i dobrze wiesz czym mi zapłacisz.- pocałowałem go namiętnie i się oblizałem.
-To do roboty!- przyniosłem walizkę i pomogłem mu układać ubrania oczywiście nie zapomniał o książkach... On ma się tam zajmować mną a nie nauką! Potem sam wskoczyłem do własnego pokoju i zabrałem potrzebne mi ciuchy. Zrobiłem to dość szybko, oczywiście się ubrałem normalnie, ale i tak znów będę rozbierany...hihih. Wróciłem do jego pokoju on siedział zadowolony na łóżku i spoglądał na torbę. Widać się cieszy z naszego wyjazdu.
-No to teraz czas zapłaty!- powiedziałem i się na niego rzuciłem.
<Eizo?>
Od Mojmiry cd Kagetory
Od Kagetory cd Mojmiry
- Mira... J-ja zaraz... - Zacząłem. Myślałem, że dziewczyna przestanie, ale ona dalej trzymała go w buzi. Kiedy doszedłem, ona połknęła całą moją spermę. Oboje dyszeliśmy ciężko.
- Po-dobało się? - Zapytała z nadzieją w głosie. Pokiwałem z uśmiechem głową i wziąłem ją za ramiona. Usadziłem ją na sobie i zacząłem całować. Musiałem jej się jakoś odwdzięczyć... I była tylko jedna opcja. Zacząłem ją powoli rozbierać. Najpierw koszulka, potem odpiąłem stanik. Bardzo ładny swoją drogą... koronkowy, z kwiatowymi wzorami. Pasował do niej... Ale nie o tym mam pisać. Zacząłem pieścić jej piersi rękoma, a ustami zjeżdżałem coraz niżej. W końcu wstałem i położyłem ją na łóżku, ściągając od razu z niej spodnie, a potem majteczki. Zrobiłem jej parę malinek w okolicach piersi i cały czas zjeżdżałem niżej. Potem minąłem najważniejsze miejsce i zająłem się jej pięknymi nogami. (Chociaż jestem pewien, że z ogonem też wygląda nieziemsko.) Całowałem jej uda od wewnątrz, posuwając się coraz wyżej. Mira z patrzyła na to wszystko z wypiekami na twarzy. Wyglądała tak słodko... W końcu musnąłem ustami jej łechtaczkę, a dziewczyna jęknęła cicho. Ręce trzymałem na jej udach, a mój język zaczął powoli badać jej wnętrze...
<Mojmira?>
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Od Mojmiry CD Kagetory
Obecność Kagetory i Chitose działała na mnie uspokajająco.
- Kage... – usłyszałam dopiero po chwili.
Kagetora chyba też, bo obejrzał się za siebie trochę oszołomiony.
- Wlepiasz w nią oczy jak szczeniak – skomentowała Chitose.
- Dooobra, idziemy się uczyć – stwierdził chłopak i obrócił się tak, żeby ukryć rumieńce.
Ja i Chitose zaśmiałyśmy się. Po chwili jednak dziewczyna poszła za nim podskakując radośnie. Kagetora westchnął tylko i pokręcił głową.
- To pa, tygrysku! – zawołałam za nim.
- Tygryyyysku! – usłyszałam szczebiot księżniczki.
Powoli poszłam do swojego pokoju. Było jakoś tak strasznie cicho i zimno, gdy nie było obok mnie Kagetory.
Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Musiałam znaleźć sobie coś do roboty. Coś czym mogłabym zająć ręce i umysł. Nic jednak nie wpadło mi do głowy. Moje myśli wciąż krążyły wokół mojego ojca. Odgoniłam je jednak, co ma być to będzie. Zrobię wszystko, żeby zostać z Kagetorą, choćbym miała już nigdy nie zamoczyć dłoni w słonej wodzie.
Kagetora, tak on, on i to co stało się wczoraj zawładnęły moimi myślami. Znów poczułam przyjemne mrowienie. Chciałabym wiedzieć więcej, zaskoczyć go czymś.
Sięgnęłam po laptopa. Samo wpisanie odpowiedniego hasła w przeglądarce sprawiło, że policzki mnie zapiekły, ale kiedy po włączeniu jednaj ze stron wyświetlił się filmik i z głośników popłynęły jęki zatrzasnęłam laptopa. Jak ludzie mogą to oglądać?! – przebiegło mi przez myśl. Po chwili jednak opanowałam się. Chciałam się czegoś nauczyć, nawet jeśli to krępujące. Powtórnie otworzyłam urządzenie, tym razem przyciszając głos. Kiedy przeglądałam kolejne strony policzki piekły mnie niemiłosiernie i nie wiedziałam co zrobić z nogami, krzyżowałam je, machała nimi i wierciłam się. Na jednym z filmów zobaczyłam klęczącą dziewczynę i chłopaka za nią. Wyglądali jak zwierzęta, dziwne, ale może warto zapamiętać. Następny był dość ekspresyjny obrazek dwojga ludzi, niestety miałam problem z określeniem gdzie jedno się zaczyna, a gdzie kończy, choć obejrzałam ilustrację pod różnymi kątami. Z moją koordynacją w życiu by się to nie udało. W końcu jednak znalazłam coś co mnie zainteresowało i to bardzo. Hasło brzmiało „Jak sprawić przyjemność mężczyźnie”. Idealnie. Otworzyłam link i przyjrzałam się zawartości. Na początku spoglądałam na to z szeroko otwartymi oczyma, ale chłopak z filmiku wyglądał na bardzo zadowolonego z tego co robiła mu jego partnerka.
- Cóż raz kozie łeb ucięli – mruknęłam.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zatrzasnęłam laptopa z hukiem i schowałam go pod poduszkę.
- Proszę – powiedziałam wachlując się dłonią i modląc, żeby moje policzki przybrały naturalny kolor.
Do mojego pokoju weszła Chitose.
- Hej. Już po lekcjach? – zapytałam.
Wydawało mi się, że minęło ledwie kilka minut.
- Tak, Kage mnie dziś nawet pochwalił. Wiesz, jest ostatnio w dobrym nastroju.
- Też to zauważyłam – powiedziałam.
- On cię lubi – stwierdziła siadając obok mnie.
- Ja jego też.
- To dobrze. Fajnie, że Kage ma kogoś kto go lubi.
- Miał nawet zanim poznał mnie, prawda? – zapytałam.
Byłam pewna, że Kagetora kocha Chitose i ze wzajemnością.
- Ja zmykam, bo Kage zaraz przyjdzie. Pa! – powiedziała i tanecznym krokiem podeszła do drzwi.
Miała w sobie tyle gracji, gdybym ja miała tą pewność ruchów.
Nie miałam za wiele czasu więc jeszcze raz zerknęłam szybko na stronkę, starając się wszystko zapamiętać. Ledwie wyłączyłam komputer, a znów usłyszałam pukanie.
Wstałam żeby otworzyć.
- Wreszcie jesteś – powiedziałam, gdy Kagetora wszedł do mojego pokoju.
- A co stęskniłaś się? – zapytał.
- Strasznie – stwierdziłam.
Zanim Kagetora zdążył zareagować zamknęłam drzwi pokoju. Musiałam wykorzystać każdą chwilę z nim, na wypadek gdyby... Nie! Nie mogę tak myśleć. Wszystko będzie dobrze. Musi.
Podeszłam do chłopaka i przycisnęłam swoje usta do jego, nie dając mu nic powiedzieć. Delikatni popchnęłam go na fotel. Kagetora usiadł, a ja na nim. Zdjęłam mu koszulkę i odrzuciłam ją w kąt. Próbował mnie objąć i zdjąć mi bluzkę, ale zabrałam jego dłonie ze swojego ciała mimo jego zdziwionej miny. Byłam nieco zdenerwowana, ale próbowałam nie dać tego po sobie znać. Wstałam i zabrałam się za rozpinanie guzika od spodni chłopaka. Poszło mi o dziwo dość sprawnie, choć dłonie mi drżały. Po chwili Kage siedział przede mną zupełnie nagi, a ja uklęknęłam przed nim dłonie trzymając na jego udach.
- Co robisz? – zapytał.
W jego głosie pożądanie mieszało się ze zdziwieniem.
„Żebym to ja wiedziała” – pomyślałam.
- Zaraz się przekonasz – powiedziałam na głos, starając się by głos mi nie drżał.
Delikatnie ujęłam chłonek chłopaka w dłonie i pogładziłam go. Sam ten gest wywołał stłumiony jęk. Czyli było dobrze. Zacisnęłam dłonie mocniej, poruszyłam nimi. Jak to było? Tak. Teraz delikatnie w dół, aż moim oczom ukazał się nabrzmiały żołądź. Delikatnie zbliżyłam usta i polizałam koniuszek jego prącia, doń natomiast przesunęłam niżej ku mosznie. Kagetora jęknął i zacisnął dłonie na opieraniu fotela. Kiedy wzięłam go do ust i lekko possałam, chłopak zacisnął wargi z głuchym stęknięciem.
<I jak się podoba?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Mamy jeszcze dużo czasu, zanim przyjadą... Może najpierw coś zjemy? - Zapytałem siadając obok niej. - Potem muszę chwilę pouczyć Chitose. Później jestem cały twój. - Uśmiechnąłem się. Dziewczyna kiwnęła głową. Złapałem ją za rękę i powoli poszliśmy do kuchni. Z moją nogą było dużo lepiej. Nie bolała mnie, więc chodziłem w miarę normalnie, ale schodzenie po schodach to była udręka. Weszliśmy do kuchni.
- Cześć. - Przywitała nas Chitose. - Co tak późno wstaliście? Jest prawie 12. - Zbadał nas wzrokiem od stóp do głów. Na chwilę zatrzymała się na naszych splecionych dłoniach. Poczułem delikatne rumieńce na twarzy.
- H-Hej. - Wyjąkałem. - Chyba... mieliśmy ochotę dłużej pospać. W końcu jest sobota. - Pościłem rękę Mojmiry i podszedłem do lodówki w poszukiwaniu pożywienia. Syrenka w tym czasie usiadła na przeciwko Chitose i zaczęła z nią rozmawiać. Może się zaprzyjaźnią? Jakoś nie zauważyłem, żeby księżniczka zawarła jakąś głębszą znajomość z kimkolwiek z akademii... Mojmira wszystko zmienia, oczywiście na lepsze. Wyjąłem składniki potrzebne na omlet ryżowy i zacząłem gotować. Może nie byłem w tym najlepszy, ale najgorszy też nie. W miejscu gdzie mieszkałem postarali się, żeby potrafił robić wszystko jak należy. Wszystko dla osoby, którą miałem w przyszłości ochraniać... i gotować... i sprzątać... Taki wszechstronny sługa. Ale Chitose nigdy mnie tak nie traktowała. Byłą moją pierwszą przyjaciółką... No i oczywiście jest moją jedyną siostra, ale o tym nie wie. I się nie dowie. Po piętnastu minutach trzy gorące omlety były gotowe. Postawiłem wszystko na stole i usiadłem obok Mojmiry.
- Dziękuje. - powiedziała i zabrała się za jedzenie. Jedliśmy w ciszy. Kiedy już skończyliśmy, Mojmira zerwała się do mycia. Chciałem jej pomóc, ale mi nie pozwoliła... Ah, te kobiety...
- Mira... - Zaczęła po chwili Chitose. - Mogę cię tak nazywać? Twoje imię jest takie długie... - Zapytała. Uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do Mojmiry, która zmywała naczynia.
- Podoba mi się. - powiedziałem kładąc ręce na jej barkach. - Mira... Co o tym myślisz?
<Mira? ^^>
Od Eizo c.d Craven'a
- No rozbieram.- zacząłem mu rozpinać spodnie.- A co do tych lasek i narkotyków to nie jestem przekonany...- skrzywiłem się.- Wolisz dziwkę ode mnie?
- Ależ nie.- pocałował mnie w czoło.- Zabawimy się tam młody.
Jego spodnie opadły na podłogę i poczułem jak jego ręce wsuwają mi się do spodni. Jemu tylko jedno w głowie.
- To rozumiem, że mamy się pakować, ne?- znów mi zabrał papierosa.
- Tak.
- A pomożesz mi, prawda?- spojrzałem mu w oczy i przytuliłem się.
[Crav?]
Od Mojmiry cd Kagetory
Dłonie mi drżały.
- Spokojnie – powiedział Kagetora i pogłaskał mnie po ramieniu. – A wiesz może czego chcą twoi rodzice?
- Nie... Gdyby przyjeżdżała sama mama, albo któraś z moich sióstr, to nie byłby problem, no przynajmniej nie duży, ale ojciec... On nie wychodził z oceanu od jakichś czterystu lat. A to co wtedy spotkało ludzi... Cieszę się, że nie było mnie wtedy na świecie.
- Wszystko będzie dobrze. Z każdym można się jakoś dogadać. No, a twoja mama? Czy ona też nie przepada za ludźmi?
- Moja mama nie ma nic przeciwko wam, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie, bo często gasi złość mojego ojca.
Przeszliśmy do pokoju. Opadłam na łóżko i westchnęłam cicho. Miałam nadzieję, że mama i tym razem da radę wpłynąć na ojca.
- Twoje lekarstwa – powiedziałam, wskazując leżące na biurku tabletki.
Musiałam zając się czymś. Czymkolwiek.
<Kagetora, sorki, ale mnie gonią>
Od Craven'a c.d Eizo
-Rozumiem, więc Karaiby to takie wyspy mój kumpel ma tam wille przy plaży. Wisi mi przysługę więc mamy wolną chatę na cały tydzień.- mruknąłem. Eizo się zaciągnął i znów mi dmuchnął w twarz. Ja jedynie chwyciłem papieros i wyciągnąłem mu z ust i sam sobie włożyłem i mocno zaciągnąłem.
-Karaiby, i te imprezy narkotyki, alkohol, ostre laski i tyle zmysłowości.- lekko się rozmarzyłem wspominając stare czasy. Jak razem z kumplem się zabawialiśmy, ale teraz mam do tego Eizo i będę mu wierny.
-No dalej rozbiera!- spojrzałem na niego zadziornie.
<Eizo?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Mojmira? Jesteś tam? - Cisza. Żadnej odpowiedzi. Zacząłem się martwić.
- Wchodzę! - Krzyknąłem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazała się dziewczyna owinięta samym ręcznikiem. Na podłodze leżał obity telefon. Podszedłem do niej i objąłem ją. Dziewczyna chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z mojej obecności.
- Co się stało? - Zapytałem z troską w głosie. - Czy... Coś cię boli? - Przez głowę przebiegła mi myśl o ciąży... ale nie mogłaby się przecież dowiedzieć tak szybko.
- Mo-Moi rodzice przyjeżdżają... - powiedziała słabym głosem. Spojrzałem na nią i podniosłem jej podbródek.
- A to źle?
- Tak. Mój ojciec nienawidzi ludzi. - Mocno zacisnęła powieki jakby bała się, że zaraz się rozpłaczę. - Boje się, Kagetora. - Szepnęła. Pocałowałem ją w nosek i przytuliłem mocniej.
- Nie martw się. Wszystko będzie w porządku. Musi być. - powiedziałem, chociaż sam nie byłem tego pewien. - A kiedy przyjeżdżają?
<Mojmira?>
niedziela, 29 grudnia 2013
Od Eizo c.d Craven'a
Siedziałem spokojnie przy biurku, próbując skupić się na zaklęciu, a tu nagle zjawia się Craven i przerywa ciszę.
- Witaj słodziutki!- uśmiechnął się luzując krawat.
- Czego ode mnie chcesz?- zawsze czegoś chciał, a teraz do tego miał przewagę, bo w tym mundurze wyglądał bosko.
- To oczywiste, że ktoś musi mnie rozebrać.- zrobił się zadziorny.- Wiesz do tego jest bonus...jedziemy na Karaiby na tydzień. Ale najpierw...- rozłożył ręce.
- Jakie Karaiby?- zaśmiałem się.- I do tego znów mi przerwałeś naukę Crav.
- Zaraz ci wszystko opowiem, a nauka ci nie ucieknie, rozbieraj.
Podniosłem się z krzesła i księga sama się zamknęła, podszedłem do mojego chłopaka i zacząłem mu rozwiązywać krawat.
- Masz jakieś fajki?
- Została mi ostatnia, nawet nie waż się jej brać.- warknął, ale jednocześnie pocałował mnie w szyję.
- Ty możesz pić moją krew, a ja mogę brać twoje papierosy.- z jego kieszeni wysunęła się paczka mocnych petów. Moje oczy zaświeciły się na czerwono. Jak dobrze jest znać zaklęcia~! Z paczki wyleciał papieros i znalazł się w moich ustach. Zaraz potem sam się zapalił.
Demon spojrzał na mnie wściekle, a ja dmuchnąłem mu dymem w twarz i roześmiałem się. Równocześnie też odpiąłem ostatni guzik jego marynarki
[Crav?]
Od Mojmiry cd Kagetory
Obudziłam się pierwsza. Oddech chłopaka łaskotał mnie w kark, a jego dłoń spoczywała na moim brzuchu. Przeszył mnie mimowolny dreszcz rozkoszy, na samo wspomnienie tego co stało się wczoraj.
Spróbowałam delikatnie wyswobodzić się z objęć ukochanego. Nie było to łatwe, bo tulił mnie do siebie dość mocno, ale w końcu dałam radę. Kagetora mruknął coś i przekręcił, ale się nie obudził.
Migiem pognałam do łazienki. Moja skóra nie miała się najlepiej, bo jakoś nie miała okazji natrzeć jej kremem, ani nawet się napić. Stanęłam więc pod prysznicem i pozwoliłam by woda spływała po moim ciele.
Byłam taka szczęśliwa, cieszył mnie nawet lekki ucisk w podbrzuszu, który, choć nie powinien być przyjemny, przypominał mi co stało się wczoraj. Zaczęłam podśpiewywać. Nie zwykłą pieśń, ale syrenią, pieśń euforii. Robiłam to jednak tak cicho, aby Kagetora mnie nie usłyszał. Nie chciałam, mieszać mu w głowie hipnotycznymi pieśniami.
Ledwie wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, a usłyszałam dźwięk telefonu. Podbiegłam do swoich lezących na ziemi spodni, bieganie szło mi już coraz lepiej, i wygrzebałam telefon.
- Tak? – wyszeptałam.
- No hej Miri – usłyszałam śpiewny głos swojej siostry Rajli – Coś ty taka cicha? Obudziłam cię? Ile wam tam pozwalają spać?
Kagetora znów zaczął się wiercić. Chwycił poduszkę i przytulił ją. Był taki słodki.
- Jesteś tam? Miri? – usłyszałam ponaglający głos siostry.
Wycofałam się do łazienki.
- Tak, tak, przepraszam. Po prostu jeszcze nie do końca się obudziłam – miałam dodać, że miałam piękny sen, który na dodatek śni mi się nadal, ale się powstrzymałam.
- To do ciebie nie podobne. Zawsze wstawałaś skoro świt i wszędzie było cię pełno.
- Tak, wiem. Miałam wczoraj... intensywny dzień.
- Brzmi groźnie – zażartowała. – Dobra, mniejsza o to. Dzwonię, żeby cię uprzedzić, że ojciec i matka mają zamiar cię odwiedzić.
- C...co? – wyjąkałam. – Tata, na lądzie?
- Też byłam w szoku, ale wiesz. Jesteś jego najmłodszym dzieckiem i zawsze byłaś jego oczkiem w głowie. Bardzo się martwił jak matka wysłała cię na powierzchnię. No i postanowił złożyć wizytę tobie i dyrektorce akademii przy okazji.
- Acha... – zdołałam wydukać.
- Dobra ja muszę kończyć. Zostałaś ostrzeżona więc trzymaj ludzi z dala od taty... wiesz jaki jest...
Rajla rozłączyła się, a telefon wypadł mi z dłoni.
Mój ojciec... tutaj... To przekraczało moje pojęcia. On nie cierpiał ludzi nienawidził ich. To on był sztormem, posiadającym władzę absolutną nad żywiołem wody, za każdym razem gdy fale zmywały ludzi z powierzchni ziemi była to sprawka mojego ojca. A teraz miał stanąć twarzą w twarz z chłopakiem, którego kochałam, z człowiekiem, którego kochałam. Miałam, jedynie wątłą nadzieję, że tu w akademii nie zrobi nic strasznego.
<Kagetora?>
Od Craven'a
-Witaj słodziutki,- uśmiechnąłem się i poluźniłem krawat.
-Czego ode mnie chcesz?- spojrzał na mnie podejrzanie.
-To oczywiste ktoś musi mnie rozebrać.- uśmiechnąłem się zadziornie. Spojrzał na mnie, a ja się wyszczerzyłem.
-Wiesz do tego jest bonus...jedziemy na Karaiby na tydzień. Ale najpierw...- rozłożyłem ręce.
<Eizo?>
Od Kagetory cd Mojmiry
<Mojmira?>
Od Mojmiry CD Kagetory
- Wszystko dobrze – wyszeptałam.
Przecież jest dobrze, musi być.
- Też cię kocham – powiedziałam i przyciągnęłam go do siebie.
Całował mnie, długo i z pasją. Delikatnie zsunął ze mnie majteczki i odrzucił je. Jego palce powili zjechały w dół mojego brzucha. Powoli rozsunął moje uda i opuszkami palców dotknął mnie tam. Początkowo zadrżałam, ale kiedy jego palce kontynuowały wędrówkę strach ustąpił miejsca rozkoszy. Kiedy delikatnie rozchylił moje płatki i wsunął palce głębiej zadrżałam i jęknęłam. Przeszedł mnie dreszcz, a ogień w moich żyłach zawrzał z mocą.
Kagetora zjechał niżej, ustami pieścił moje piersi, a jego palce na przemian wsuwały się i wysuwały ze mnie. Delikatnie, niepewnie, a jednak każdy jego ruch powodował kolejny impuls przeszywający moje ciało.
- Ch...cę więcej – wysapałam.
Chłopak uśmiechnął się i zmienił pozycję. Ułożył się między moimi drżącymi udami. Wtedy go poczułam, twardego i gotowego. Drżałam, ale byłam gotowa. Kagetora naparł na mnie, najpierw delikatnie, później bardziej zdecydowanie. Poczułam ucisk. Chłopaka wsunął się głębiej. To co zagradzało mu dostęp do mnie pękło, a ja jęknęłam. Zabolało. Zagryzłam wargi, a dłoń zacisnęłam mocno na prześcieradle. Kagetora pochylił się nade mną delikatnie i powoli, by nie sprawić mi więcej bólu i nie przerwać połączenia.
- Przepraszam... przepraszam – szeptał obsypując mnie pocałunkami.
- To nic... chcę tego, chce ciebie – wyszeptałam.
Kagetora delikatnie poruszył biodrami. Znów zabolało, tym razem mniej. Z każdym kolejnym ruchem ból malał, a ogień przybierał na sile. Ruchy Kagetory zrobiły się pewniejsze, głębsze, a moje biodra same poruszać zaczęły się w narzucanym przez mojego kochanka rytmie.
<Kochany mój :P>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Jak nie chcesz to przestanę. - powiedziałem. Nie chciałem jej naciskać. Jeżeli nie była jeszcze gotowa to poczekam. Będzie to trudne, ale dla niej dam radę. Dziewczyna spojrzała na mnie i zarumieniła się lekko. Znowu uderzyła mnie jej delikatność. Już nie wiedziałem ci robić. Nie chce jej skrzywdzić.
- Nie... Nie przestawaj. - wyjąkała, nie patrząc na mnie. Podniosłem jej podbródek i pocałowałem ją lekko.
- Kocham cię. - wyszeptałem. Usiadłem na rogu łóżka i zdjąłem spodnie, żeby potem nie mieć z tym problemu. Wróciłem do ukochanej i po raz drugi zacząłem podróż po jej ciele. Tym razem szybciej. Po paru pocałunkach, znów byłem niedaleko jej pępka. Moje ręce zaczęły szukać guziczków od jej spodni. Miałem za duże palce żeby je odpiąć. Zdenerwowałem się trochę. W końcu poczułem jak ktoś łapie mnie za ręce i pomaga mi. Spojrzałem na Mojmirę. Miała zaróżowione policzki i nie patrzyła na mnie. Kiedy uporała się z zapięciem, pomogłem jej zdjąć spodnie. Została w samych koronkowych majteczkach. Były cieniutkie i lekko prześwitywały. I co mam teraz zrobić? Sam tego jeszcze nie robiłem... W zamku nie miałem na to czasu, ani nie miałem takiej potrzeby. Seks to było coś... o czym nawet nie odważyłem się pomyśleć. A teraz znalazłem się w takiej sytuacji... I nie mam pojęcia co dalej. Głośno przełknąłem ślinę. Czy mam coś powiedzieć? Czy po prostu... wejść? Patrzyłem na ciało Mojmiry wielkimi oczami. Myślałem, że jak do tego dojdzie, to będę wiedział co i jak, ale najwyraźniej tak nie jest.
Od Mojmiry cd Kagetory
Widziałam jak Kagetora wpatruje się we mnie, szukając pozwolenia. A ja, ja chciałam go, pragnęłam. Wplotłam mu palce we włosy i uśmiechnęłam się. Pochylił się nade mną i pocałował, długo, namiętnie. Równocześnie jego palce wędrowały do kolejnych guzików mojej bluzki, odpinając je. Nigdy nie miałam problemu z nagością, a mimo to teraz, kiedy Kagetora zjeżdżał coraz niżej i spojrzał łakomym wzrokiem na moje piersi z trudem zwalczyłam odruch by zasłonić się rękoma.
- Jesteś taka piękna – wyszeptał chłopak.
Być może to właśnie sprawiło, że to krótkie uczucie wstydu odpłynęło, a może to jego język zataczający kółka wokół moje brodawki. Czułam jak moje piersi twardnieją. Z trudem łapałam powietrze. Wygięłam się w łuk. Byłam taka... głodna. Inaczej nazwać tego nie można. Czułam w sobie ogień, który narastał i drażnił mnie. Kagetora zacisnął usta wokół mojego sutka, a mnie przeszedł dreszcz od którego jęknęłam. Zakryłam usta dłonią, bo ten dźwięk wydał mi się dziwny.
- Nie rób tego – powiedział delikatnie, sięgając po moją dłoń.
Chwyciłam koszulkę chłopaka i nieporadnie próbowałam mu ją zdjąć. Dłonie drżały mi, nie chciały mnie słuchać. Kagetora przyszedł mi z pomocą i szybkim ruchem zdjął bluzkę. Szybko wrócił do mojego ciała. Tym razem zjechał jednak niżej, językiem znacząc drogę do mojego pępka. Zatrzymał się przy nim i delikatnie mnie ukąsił. Kiedy jego dłonie zaczęły majstrować przy guziku moich spodni mimowolnie wstrzymałam oddech. Chciałam tego i bałam się za razem.
- Ja nigdy... – wyszeptałam.
Wstydziłam się. Nie do końca wiem czego. I bałam. Wiedziałam, że Kagetora mnie nie skrzywdzi. A mimo to bałam się... nie wiem... bólu, a może tego, że nie wiedziałam jak się zachować, co zrobić, by i on poczuł ten ogień, który czułam ja, a może tego, że kiedy dam mu wszystko co mogę, to on znudzi się i odejdzie, że mu się nie spodobam.
<Kagetora?>
sobota, 28 grudnia 2013
Od Kagetory cd Mojmiry
- Cieszę się. Ale dzisiaj to ja się zajmę tobą... Pozwolisz? - Przybliżyłem się do niej, tak, że nasze usta dzieliły tylko pojedyncze centymetry. Czekałem na jej reakcję.
- Ale.... twoja noga.
- Wszystko z nią w porządku. - Uśmiechnąłem się. I musnąłem jej wargi swoimi. Chwyciła haczyk. Po chwili nasze języki tańczyły ze sobą nieziemski taniec. Moje ręce znalazły się na jej biodrach, i cały czas zjeżdżały niżej. W końcu uniosłem ją i usadziłem sobie na kolanach. Chciałem, żeby była jak najbliżej. Jej małe delikatne dłonie błądziły po mojej twarzy i włosach. Zrobiło mi się gorąco.Złapałem Mojmirę za plecy i położyłem ją na łóżku, nie przerywając pocałunków. Potem sam, uważając na nogę, podparłem się tak, że unosiłem się nad nią. Nasze usta rozdzieliły się, a ja zacząłem zjeżdżać coraz niżej, co jakiś czas robiąc małe malinki na jej jasnej skórze. Dziewczyna miała na sobie koszulkę z dużym dekoltem na guziczki z przodu. Kiedy dotarłem do pierwszego z nich, spojrzałem na Mojmirę. Nie wiedziałem, czy mogę posunąć się dalej... chociaż tak bardzo chciałem...
<Mojmira?>
Od Mojmiry CD Kagetory
- Pamiętasz mnie! Pamiętasz! – krzyczałam uradowana.
Miałam ochotę skakać z radości, co tam skakać, dajcie mi skrzydła, to polecę księżych obcałować! Chociaż nie, wolałam skupić się na chłopaku, który leżał teraz pode mną.
Kagetora syknął, chyba dotknęłam jednego z bolących miejsc.
- Przepraszam, przepraszam! – pisnęłam i odsunęłam się.
- Nie, to nic. Zostań – powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
Musieliśmy wybitnie dziwnie wyglądać. Kagerota potłuczony, ja zapłakana, oboje brudni i tulący się na wilgotnej trawie. Ale miałam to gdzieś. Ważne, że chłopak, którego kochałam był tu, przy mnie i pamiętał mnie, mimo mojego śpiewu i rozkazu.
- Nic ci nie jest? – zapytał chłopak spoglądając mi w oczy.
- Mi? Nic. Ale ty powinieneś iść do jakiegoś lekarza. Strasznie cię zbili i to przeze mnie – ostatnie słowa wyszeptałam.
- Nie mów tak. To nie twoja wina. Ci kolesie sami prosili się o lanie. Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził, nigdy – wymruczał i pocałował mnie.
Po chwili wstaliśmy. Zabrałam Kagetorę do gabinetu lekarskiego. Kiedy lekarz go zobaczył przewrócił oczami i sapnął dziwnie. Nie zadawał jednak zbyt wielu pyta z wyjątkiem rutynowych „gdzie boli?” czy „możesz ruszać?”. Chyba był przyzwyczajony do tego, że niektórzy z uczących się tu pojawiają się czasami z dziwnymi obrażeniami.
Po kilku badaniach, kilku dziwnych miksturach i kilku rolkach bandaży, oraz usztywnieniu kości piszczelowej, która ponoć była pęknięta, Kagetora mógł wrócić do pokoju.
Uparłam się, że mu pomogę dojść do celu. Początkowo upierał się, że da sobie radę sam, ale z moim uporem niestety wygrać nie mógł.
Pomogłam mu usiąść na kanapie i usiadłam obok niego. Odetchnęłam z ulgą, że jednak nic poważnego mu się nie stało, że jesteśmy tu razem.
- No to teraz masz mnie na głowie dopóki nie wyzdrowiejesz – zaszczebiotałam i przejrzałam kartkę, którą dał nam lekarz.
<Kagetora?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Wszystko w porządku? - Zapytałem z troską. - Mojmira. Nie zrobiłem ci krzywdy? Proszę, powiedz, że nie zrobiłem ci krzywdy!
<Mojmira?>
Od Mojmiry cd Kagetory
Zaczęłam śpiewać. Głośno, hipnotyzującą pieśń. Starałam się zawrzeć w niej spokój, choć drżałam na całym ciele. Kagetora jednak zaczął się uspokajać. Nie tylko on z resztą. Ludzie wokół zaczęli chwiać się i upadać, a ja, ja nie mogłam przestać śpiewać. Takie właśnie są syreny. Wszystko ma swoją cenę. Kiedy rozpoczniemy swoją pieśń karmimy się nią, przelewamy w nią uczucia i zabieramy uczucia innym.
Znów spojrzałam na chłopaka, którego kochałam. Tak, kochałam, choć niewiele syren poznaje co to miłość. Widziałam jego zdezorientowany wzrok i zmusiłam się by umilknąć.
- Zapomnicie – wyszeptałam. – Zapomnicie twarz moją i to co się tu zdarzyło.
Podeszłam do Kagetory i pomogłam mu wstać. Chłopak wciąż był oszołomiony i chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje. Z całych sił starałam się nie potknąć, być dla niego oparciem.
Nie wiem jak udało nam się dojść na teren akademii. W końcu jednak posadziłam Kagetorę pod sporym drzewem. Spojrzałam w jego umęczone oczy. Jak bardzo mój śpiew na niego zadziałał? Czy on także mnie zapomniał?
Usiadłam kawałek dalej i ukryłam twarz w dłoniach. Rozpłakałam się. Kwiliłam żałośnie jak małe dziecko.
<Kagetora?>
piątek, 27 grudnia 2013
Od Kagetory cd Mojmiry
- Ekhem... Przepraszam... ale to mój stolik. I moja partnerka. - Zacząłem spokojnie. Może się okażę, że to jacyś mili goście i sobie pójdą? A nie... jednak nie.
- Sary pięknisiu, ale już jest zajęty. - Jeden z facetów zbył mnie machnięciem ręki i wrócił do gnębienia Mojmiry. Spojrzałem na nią, a ona na mnie. Widziałem cień strachu w jej oczach. Zacisnąłem zęby i podszedłem do tego, który mnie zbył. Podniosłem go za fraki i przeciągnąłem przez całą knajpę, wyciągając na dwór. Krzyczał przy tym trochę... no cóż.
- Co ci stary!? Myślisz, że możesz się ze mną równać? - Zaśmiał się głośno. - No zobaczmy pięknisiu! - Ustawił się do walki, a ja zamknąłem oczy i złożyłem ręce jak do modlitwy. Facet był głośny, więc najlepszym sposobem, będzie słuchanie jego kroków.
- O!O!O! Modli się! Hahahahhaa! Modli się! - Zaczął się śmiać wraz ze swoimi koleżkami, którzy zdążyli się już wokół nas zgromadzić. Po chwili poczułem mały wstrząs z prawej. Uchyliłem się w lewo. Chybił. Potem z lewej... uchyliłem się w prawo. Znowu chybił. Zaczynał się wściekać i jego kroki stały się cięższe, a oddech bardziej narwany. Prosto, w prawo, znów w prawo. Kopnięcie w tyłu i pięść w brzuch. Leżał na ziemi skurczony. Otworzyłem oczy. Dużo ludzi się zebrało, ale nie obchodził mnie to. Widziałem tylko Mojmirę, która patrzyła się na mnie, nieodgadniętym wzrokiem. Potem rozszerzyła oczy i coś zaczęła mówić. Nie słyszałem jej. Po chwili poczułem ból w prawej nodze. Ukucnąłem lekko. Złamana. Koleś skoczył na nią cały ciężarem, więc nie ma się co dziwić. szybko odwróciłem się do niego przodem... Nie... Do nich. Przede mną stała trójka facetów. Lekko uginałem prawą nogę, i starałem się przenosić ciężar bardziej na lewą stopę. Tym razem nie pójdzie tak łatwo, więc ustawiłem się do walki. Rozprostowałem ręce i wyciągnąłem je zgięte przed siebie. Od razu rzucili się n a mnie.... wszyscy na raz mnie otoczyli. Pierwszy zaczął wysoki blondas. Zatrzymałem jego atak i odwdzięczyłem mu się kolanem na podbródku. Nieszczęśnik przyciął sobie język, bo z jego ust strumieniem zaczęła lecieć krew. Dostałem stopą w plecy i poleciałem do przodu, potykając się o nogi jednego z napastników. Upadłem na ziemię, ale szybko wstałem. Odparłem parę ataków, po czym zostałem złapany w pułapkę. Odpierałem jeden atak, a w tym czasie od tyłu naparli na mnie inni. Złapali za ręce i tak trzymali. Kazali mi na coś patrzeć, więc podniosłem wzrok do góry. Przede mną stał Koleś, którego pokonałem na początku. Widocznie otrząsł się już z bólu, a teraz przystawiał nóż, do długiej szyi Mojmiry. Wściekłem się. I to mocno. Żyła na moim czole znów się pokazała, a cały spokój ulotnił się ze mnie. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza potu. I straciłem panowanie. Czułem jak siła we mnie narasta, a z głowy powoli wyrastają rogi. Bolało jak cholera i to tylko pogorszyło sprawę. Byłem mocno wkurwiony, ale nawet już nie zdawałem sobie sprawy dlaczego. Poczułem, że ktoś mnie puszcza, a potem usłyszałem krzyki. Złapałem jednego z gówniarzy z którymi walczyłem i rzuciłem nim o ścianę. Ta ściana była po drugiej stronie ulicy i do tego zostało wgniecenie. Potem łapałem przypadkowych ludzi i rzucałem nimi na boki, lub dawałem im po mordzie. Kiedy już myślałem, że nikogo wokół mnie nie było, zacząłem się uspokajać. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę co się stało. Wszystko wróciło do normy, a ja opadłem bezwładnie na ziemie.
<Mojmira?>
czwartek, 26 grudnia 2013
Od Mojmiry cd Kagetory
- Nie martw się, to nic złego – cmoknęłam go w policzek.
Chyba nie był przekonany i sądziłam, że będzie jeszcze próbowała to ze mnie wyciągnąć. Na razie jednak odpuścił.
Zaburczało mi w brzuchu i to tak porządnie.
- Ups... – powiedziałam zakłopotana.
- No to musimy iść coś zjeść – stwierdził Kagetora.
- Tylko poczekaj chwilkę.
Podeszłam do lustra, rozczesałam włosy i sięgnęłam po swój krem.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się do niewielkiego baru. Ja zamówiłam sałatkę, Kagetora spory stek z frytkami.
- Wystarczy ci królicze jedzenie? – zapytał, spoglądając na skropioną cytryną zieleninę.
- Tak, w zupełności. Bo widzisz ja nie jadam zwierząt.
- Ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że ja owszem...
- Pewnie, że nie – uśmiechnęłam się do niego. – To, że ja czegoś nie lubię nie oznacza, że inni mają być tacy jak ja.
- Chyba pierwszy raz spotykam kogoś z takim podejściem, komu nie przeszkadza chyba zupełni nic w innych – stwierdził.
- Opowiedz mi o sobie. Skąd jesteś? – poprosił po chwili.
- Cóż urodziłam się w Atlantydzie, mój ojciec zaczął kontrolować ją gdy zatonęła, to z resztą mój ojciec ją zatopił, ale to stare dzieje. W każdym bądź razie mieszkałam tam z matką, ojcem i siostrami. I... – zawahałam się.
Zaczęłam miętosić widelec w palcach.
- Co się stało? – zapytał z troską.
- Chodzi o to, że byłam wściekła na mamę, że kazała mi się tu uczyć. Tak strasznie chciałam wracać do domu, ale.. już nie chcę.
- Dlaczego?
- Bo ty tu jesteś.
Chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie w odpowiedzi.
Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Kagetora przeprosił mnie i poszedł do toalety.
- Hej ślicznotko – usłyszałam.
Odwróciłam się, nieopodal stał jakiś chłopak i mierzył mnie wzrokiem. W pewnym sensie patrzył na mnie podobnie, jak Kagetora, ale w jego oczach była jakaś groźba. Przestraszyło mnie to.
Nie odpowiedziałam i odwróciłam wzrok, próbując go ignorować.
- To niegrzecznie tak nie odpowiadać na powitanie. – powiedział nieznajomy siadając obok mnie. - Ale może to i dobrze, lubię takie ciche piękności.
- Daj mi spokój – poradziłam mu.
Bałam się go, tym bardziej, że wokół było zbyt wielu ludzi bym mogła użyć swojego głosu. Nie chciałam skrzywdzić kogoś niewinnego.
<Kagetora?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Jestem Mojmira. - dziewczyna wstała, jak gdyby nigdy nic. Przed chwilą ledwo co się opanowałem. Nie przeszło mi do końca, więc wolałem zostać w miejscu i się nie ruszać. Jeszcze zrobiłbym coś głupiego.
- Chitose. Miło cię poznać. - Uścisnęły sobie dłonie. Chitose przysunęła się do syrenki i szepnęła jej coś do ucha. Obie patrzyły na mnie znacząco.
- Ej! Ja tu jestem! - Krzyknąłem, a ona tylko się uśmiechnęły i zachichotały. - Czemu chichoczecie!? Co ty powiedziałaś Chitose!? - Wstałem i podszedłem do nich.
- Spokojnie Kage... - Zaczęła Księżniczka. - To ja już pójdę. Miłej zabawy~! - Mrugnęła do mnie i wyszła. Jak ja nie lubię, jak ona mi to robi! To jest nie do zniesienia! Mojmira patrzyła na mnie dziwnie. Westchnąłem.
- Co ci powiedziała? - spytałem i złapałem ją za talię.
<Mojmira. Wiem...troszku krótko...>
środa, 25 grudnia 2013
Od Mojmiry cd Kagetoryi
Czułam jego usta na swoich, jego język zachłannie tańczący w moich ustach. Mimowolnie zaczęliśmy kierować się w stronę łóżka. Nie wiem, kto postawił pierwszy krok, w tym kierunku, ale kiedy opadłam na poduszki poczułam ulgę. Dlaczego? Ponieważ moje nogi drżały i ledwo się na nich trzymałam. Jak to dobrze, że Kagetora trzymał mnie mocno.
Chłopak zawisł nade mną wsparty na łokciu. Wplotłam dłonie w jego czarne włosy, a on spojrzał na mnie tak, że cała zapłonęłam.
Kagetora pochylił się, poczułam ciężar jego ciała na swoim. Jego usta zachłannie wpijały się w moje. Jego dłoń krążyła po mojej talii i udzie. Później odsunął się pozostawiając po sobie pustkę. Mruknęłam niezadowolona. On jednak jedynie odrobinę zmienił pozycję, tak, że jego udo było teraz między moimi. Jego usta powędrowały do mojego ucha i szyi, a dłoń wsunęła się pod bluzkę. Zadrżałam i jęknęłam. Mocniej objęłam go i przyciągnęłam do siebie. To co w tamtej chwili czułam... nigdy nie doznałam niczego podobnego. Jego palce niemal mnie parzyły, a tam, gdzie gładziły moją skórę czułam przeszywający mnie impuls. Na dodatek jego udo drażniące najczulszy fragment mojego ciała.
Kiedy jednak jego dłoń przesunęła się w dół mojego brzucha, a palce sunęły wciąż niżej, spanikowałam. Wystraszyłam się, choć nie wiem do końca czego. Zadrżałam. Kagetora wyczuł to od razu i wycofał się. Pogładził mnie po policzku i pocałował. Nie tak jak wcześniej. W tych pocałunkach była czułość, nie ogień, a mimo to podobały mi się.
Kagetora przewrócił się na plecy, a ja położyłam się na jego piersi. Spoglądałam na niego. Na jego lekko rozchylone usta, zaczerwienione policzki i oczy błyszczące intensywnie.
- Jesteś śliczny – powiedziałam i zachichotałam.
Nie wiedziałam jak inaczej to nazwać. Bo zwykłe „przystojny” jakoś mi do niego nie pasowało.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Delikatnie, opuszkiem palca, smyrał mnie po uchu.
- Chcesz, żebym mruczała jak tygrys? – zapytałam.
- Jak kot – poprawił mnie z uśmiechem.
Nachyliłam się i dałam mu całusa w nos. Wtedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Weszła przez nie jakaś dziewczyna.
<Kagetora? A kto to nas nakrył?>
wtorek, 24 grudnia 2013
Od Kagetory cd Mojmiry
- Przepraszam, nie powinienem... - Nie mogłem spojrzeć jej w oczy. Nie chciałem wiedzieć, co teraz sobie o mnie myśli.
- Ale nie musisz przepraszać i nie chcę, żebyś sobie poszedł. Chcę wiedzieć co lubisz, co cię smuci. Chcę zobaczyć jak wyrastają ci te rogi, o których mówiłeś, chcę pomóc ci kontrolować to i chcę, żebyś znowu obudził we mnie ten ogień. - To były jej słowa. Jej słowa kierowane do mnie. Ostatnie słowa były najważniejsze... reszta nie miała znaczenia. Długo myślałem, a ona czekała. Czekała cierpliwie, a ja nadal trzymałem ją w swoich ramionach. Nie chciałem jej puszczać, już nigdy. Może to i głupie, ale zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i z każdą chwilą... z każdą chwilą, w której poznawałem ją bliżej, zakochiwałem się jeszcze bardziej. Od małego uczono mnie, że miłość jest nic, nie warta, a ta syrena zmieniła wszystkie moje zasady i przekonania w jedną sekundę.
- Dlaczego musisz być taka idealna... - wymamrotałem, bardziej do siebie. Popatrzyłem jej w oczy, ciemne burzliwe oczy, zabierające we wspaniałą podróż, w każdym momencie.
- Nie jestem... - Zaczęła, ale ja jej przerwałem. Wziąłem jej delikatne policzki w swoje dłonie. Oboje byliśmy rozpaleni, jak w najwyższym stadium gorączki.
- Jesteś. - szepnąłem i pocałowałem ją znowu... i znowu... i znowu. Nie potrafiłem przestać... a najgorsze było to, że wcale nie chciałem.
<Mojmira?>
Od Mojmiry CD Kagetory
Kiedy odwrócił się do mnie, stanęłam na palcach i musnęłam jego usta swoimi. Niestety ten manewr połączony z moją niezgrabnością skończył się tym, że wpadłam w ramiona chłopaka w znaczeniu dosłownym. To było do przewidzenia. Nie mogłam jednak przewidzieć tego co stało się później.
Kagetora chwycił mnie mocno i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie, ale nie tak jak ja przed chwilę jego. W jego pocałunku był ogień. Ogień, którego się bałam, ale o dziwo nie parzył, a jedynie rozchodził się po moim ciele przyjemnym ciepłem. Nikt mnie jeszcze tak nie całował.
Syrena, która ma osiemnaście lat to jeszcze dziecko. I tak właśnie byłam postrzegana. Najmłodsza z piętnastu sióstr. Nieporadne, rozpieszczane przez wszystkich dziecko, które urodziło się w rodzinie, w której najmłodszy członek liczył sobie pięćset lat. Nikt nigdy nie widział we mnie kobiety. Kagetora był inny. Kiedy jego dłoń przesunęła się w dół po moich plecach, zadrżałam.
Chłopak oderwała się ode mnie, choć nadal trzymał dłoń na mojej talii. A ja uniosłam dłonie do policzków, które piekły mnie strasznie. Oddech mi się rwał. Cokolwiek działo się wcześniej z Kagetorą, działo się i ze mną. Niepokoiło mnie to, ale i podobało mi się.
- Łał... – wyszeptałam.
- Tak... łał...
- Przepraszam, nie powinienem – dodał po chwili, chyba się speszył i miałam wrażenie, że chce uciec.
- Ale nie musisz przepraszać i nie chcę, żebyś sobie poszedł. Chcę wiedzieć co lubisz, co cię smuci. Chcę zobaczyć jak wyrastają ci te rogi, o których mówiłeś, chcę pomóc ci kontrolować to i chcę, żebyś znowu obudził we mnie ten ogień.
Zaczerpnęłam głośno powietrza. Jeśli uzna mnie teraz za wariatkę, to trudno.
<Kagetora? To jak, dasz się lepiej poznać?>
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Od Kagetory cd Mojmiry
- Jak to raczej?
- Boo... jak się zdenerwuję... to wyrastają mi rogi i inne takie... - To było upokarzające. Każdy tutaj miał jakieś moce... lub był super piękną syreną... a ja? Tak naprawdę byłem zwykłym człowiekiem.
- Pokaż. - Jej oczy się zaświeciły. Aż tak ją to zainteresowało? Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Nie potrafię. To przychodzi samo... nie potrafię nad tym panować,a nikt pewnie nie wie jak się tego nauczyć. - Spojrzałem na nią. Miałem ochotę wycałować każdy skrawek jej skóry. Chciałem, żeby było moja. Zaraz!? O czym ja myślę!? Pomachałem w roztargnieniu głową.
- O czym myślisz? - Zapytała Mojmira.
- Oo... niczym. - Odwróciłem wzrok i zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony. Dziewczyna podała mi kolejną szklankę soku. Wziąłem ja chętnie i upiłem łyk. Nie chciało mi się już pić, ale sama szklanka dawała mi trochę chłodu.
- Powinienem już iść. Muszę jeszcze potrenować... Ostatni nie najlepiej mi to wychodzi. - Nie chciałem mówić, że to przez nią. Przez to, że cały czas o niej myślę... wyszedł bym na idiotę. Wstałem i odłożyłem szklankę na biurko niedaleko łóżka.
- Ładny masz pokój. - Powiedziałem jeszcze i podszedłem do drzwi. Chciałem wyjść, ale drobna rączka Mojmiry mnie zatrzymała.
<Mojmira? Przepraszam, że tak krótko...)
Od Mojmiry CD Kagetory
- W czym jesteś dobra? Albo raczej czym jesteś... bo wiesz... każdy jest tu inny... – zaczął.
Nie odpowiedziałam tylko położyłam mu dłoń na czole, później na policzku. Chłopak chyba był tym zaskoczony, ale nie protestował.
Tak jak podejrzewałam skóra chłopaka była rozgrzana. Zaniepokoiło mnie to. Nie znałam się co prawda no istotach z powierzchni, ale przegrzanie nikomu na zdrowie wyjść nie mogło.
- Chodź – powiedziałam i nie czekając na odpowiedź pociągnęłam go za sobą.
Szedł za mną posłusznie, intensywnie mi się przyglądając.
Kiedy doszliśmy do mojego pokoju zawahał się, ale ja, jak zwykle gdy coś sobie postanowiłam, nie dałam mu dojść do słowa. Mama mówiła, że zaczynam wtedy żyć we własnym świecie. Może i miała rację.
Posądziłam chłopaka na kanapie, a sama podeszłam do niewielkiej lodówki. Wzięłam sok pomarańczowy i nalałam dwie szklanki. Jedną podałam chłopakowi.
- Pij. To nie dobrze, jak się ktoś przegrzeje – powiedziałam.
- Em... to nie do końca tak – powiedział, ale wziął szklankę.
Chyba jednak był spragniony, bo wypił niemal duszkiem.
- Lepiej ci trochę? – zapytałam.
- Tak, dziękuję.
Uśmiechnęłam się do niego zadowolona.
Dopiero teraz przyjrzałam mu się dokładniej. Muszę przyznać, że był przystojny. W jego twarzy było coś chłopięcego, co dodawało mu uroku. Przez to miałam ochotę mocno go przytulić. Ale z drugiej strony w jego oczach była jakaś wiedza i tajemnica. Ciało było widocznie silne, a ruchy pewne. Miał w sobie grację, której mu zazdrościłam, bo ja na lądzie byłam zwyczajną łamagą. Powiedzmy szczerz, inaczej nazwać nie można kogoś, kto co chwilę się potykał.
Zamrugałam. No tak, Kagetora o coś pytał.
- O co to pytałeś? A tak, o to czym jestem. No więc jestem muzą.
- Czym? – zapytał.
- Muzą. Tak nazywa się syreny śpiewaczki. Bo widzisz syrena może urodzić się muzą lub sztormem. Te pierwsze swoją moc mają w głosie, te drugie władają biegle żywiołem wody.
- Jesteś syreną? Taką jak te mityczne, które wabiły żeglarzy?
- O wypraszam sobie – powiedziałam stanowczo. – Nie jestem taką jędzą, żeby kogoś zniewolić. Tylko raz zahipnotyzowałam innych głosem, ale to było w obronie koniecznej. Nie lubię zmieniać innych w bezmyślne zombie, ale tamci sobie na to zasłużyli. Przeklęte demony chciały zrobić krzywdę mojej starszej siostrze Tajli.
Poczułam wściekłość na samo wspomnienie. To, że te kreatury położyły łapska na niej...
- Uwolniłam ich z zaklęcia dopiero gdy ciśnienie głębin zaczęło ich miażdżyć. Wstrętne stwory. Miały takie przerażone twarze.
Sok w mojej szklance zaczął wirować.
Pokręciłam gwałtownie głową.
- Znowu się zamyśliłam. Nie chciałam cię wystraszyć – powiedziałam zniżając wzrok.
To niezbyt dobrze przyznać się, że się kogoś zniewoliło i zmiażdżyło, na dodatek podczas pierwszej rozmowy. Jak zwykle za dużo mówię.
- To może teraz ty mi coś o sobie powiesz? – zagadnęłam.
<Kagetora?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Źle! - Krzyknęła Yuki. Wyjątkowo dzisiaj pozwoliłem jej nadzorować mój trening. chciała zobaczyć czy poczyniłem jakieś postępy. - Jesteś gorszy niż ostatnio. Co się z tobą dzieje!? Chcesz obronić Chitose, prawda!? Przykro mi, ale właśnie jeden z bandytów ją zabił. Na tym kończy się twoja służba... - Zaczęła kręcić się w kółko. - Jeszcze raz. I weź się w garść! - Ustawiłem na nowo manekiny, a Yuki włączyła manekiny łuczników. Próbowałam się skupić, ale na daremnie. Znowu dostawałem sztucznymi strzałami, a moje ciosy były za słabe, żeby kogokolwiek zabić, lub chociaż unieruchomić. W końcu dziewczyna nie wytrzymała i wyszła z sali wraz z głośnym trzaskiem drzwi. Usiadłem wyczerpany na macie. Dlaczego to wszystko jest takie pojebane? Cały czas o niej myślałem. Chciałem ją znaleźć... dowiedzieć się jak ma na imię. Poznać ją i przekonać się, że wcale nie jest taka jak ją sobie wyobrażałem. I zrezygnować. Zapomnieć. Jak na razie to musiałem się ochłodzić. Musiałem iść na basen. To najlepszy wybór, żeby się ochłodzić i oczyścić umysł. Od razu tam poszedłem. Nawet nie wziąłem ubrań na zmianę. Najwyżej wrócę w mokrych... Oczywiście nawet na basenie nie mogłem pobyć sam. Siedziała tam nieznajoma... zupełnie naga... mimowolnie zrobiłem się cały czerwony, a usta otworzyły się w zdziwieniu. Dziewczyna coś powiedziała, ale byłem zbyt zaaferowany, by cokolwiek zrozumieć. Odwróciłem wzrok.
- Przepraszam. - Wymamrotałem i wróciłem do ciemnego korytarza. Poczekam aż skończy. Próbowałem opanować drżenie rąk i łomot serca, ale nie potrafiłem. Działo się ze mną coś dziwnego... coś czego jeszcze nigdy nie przeżyłem. Czekałem mniej niż pięć minut. Dziewczyna w końcu pojawiła się na końcu korytarza.
- Hej. - Powiedziałem. - Przepraszam za rano...
- Nie szkodzi, to była moja wina. Jestem Mojmira.
- Kagetora. - Uśmiechnąłem się i uścisnąłem delikatnie jej rękę. Tak jak myślałem. Była taka miękka i delikatna... Mojmira odwróciła się i już chciała iść. Chwilę stałem zamyślony, ale w końcu postanowiłem zapytać.
- Poczekaj! - Krzyknąłem za dziewczyną i podbiegłem do niej. - W czym jesteś dobra? Albo raczej czym jesteś... bo wiesz... każdy jest tu inny...
<Mojmira?>
niedziela, 22 grudnia 2013
Od Mojmiry CD Eizo
Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch chłopaków. Spoglądali na mnie z zainteresowaniem.
- Mam mały kłopot. Jakieś ptaszysko porwało mój wisiorek i zostawiło na tej gałęzi, a ja nie mogę go dosięgnąć – wydukałam żałośnie.
Było mi wstyd, że nie potrafię radzić sobie sama, tylko muszę prosić o pomoc.
- Nie ma sprawy – powiedział chłopak z jasną grzywą.
Jednym sprawnym ruchem zdjął mój medalik, po czym upuścił go prosto w moje dłonie. W tym chłopaku było coś co mnie niepokoiło. Nie chciałam jednak tego okazywać. Bądź co bądź, pomógł mi.
- Dziękuję – powiedziałam zapinając sobie łańcuszek na szyi.
- Nowa, co? – powiedział ten, który podszedł pierwszy.
Jego aura była spokojniejsza i cieplejsza niż tego drugiego.
- Tak. Na imię mam Mojmira – powiedziałam.
- Ja jestem Eizo, a to Craven.
Eizo pociągnął nosem. Chyba miał katar.
- Dobra mordko. Czas wracać pod pierzynę – stwierdził Craven.
- Mówiłem, że dobrze się już czuję.
- Ja też coś ci powiedziałem – zabrzmiało to jak groźba.
- Dobra, już dobra. To na razie – powiedział Eizo i oboje sobie poszli.
Cieszyłam się niezmiernie z odzyskanego wisiorka i zaczęłam lekko podskakiwać. Nadal bolały mnie dłonie i nogi, ale humor mi się poprawił.
Poszłam na basen.
- Haloo? – zawołałam, chcąc sprawdzić czy nikogo nie ma.
Chyba byłam sama, bo nikt mi nie odpowiedział.
Co prawda mama przestrzegała mnie, żebym w miarę możliwości nie ujawniała swojej postaci, ale przecież nikogo tu nie było.
Zdjęłam ubrania i rzuciłam je na kupkę, po czym wskoczyłam do wody. Krótki gest i moje ciało przebiegło przyjemne mrowienie, a uciążliwe nogi zmieniły się w mój ogon. Czułam się wspaniale kilka szybkich ruchów i jak delfin wyskoczyłam nad wodę, by z głośnym chlupnięciem z powrotem do niej wpaść.
Pływałam jakiś czas, ale wiedziałam, że powinnam wracać do swojego pokoju. Znów nakreśliłam znak na nadgarstku i z żalem powitałam swoje słabe, ludzkie nogi. Usiadłam na rogu basenu i palcami rozczesałam mokre włosy. Ledwie zaczęłam się ubierać gdy usłyszałam czyjeś kroki.
Odwróciłam się i ujrzałam tego chłopaka z którym się wcześniej zderzyłam. Chyba był chory, bo miał twarz tak czerwoną, że raki mogły się schować. Na dodatek zastygł z lekko otwartymi ustami. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież jestem praktycznie zupełnie naga, nie licząc skromnych, koronkowych fig. Może to dlatego? U syren nagość to raczej normalna sprawa, ale to nie ocean.
- Przepraszam – powiedziałam zakrywając się bluzką – To nie przystoi, tak? – zapytałam.
Chłopak migiem odwrócił wzrok i dreptał nerwowo w miejscu.
Chyba musiałam się nauczyć więcej niż sądziłam.
<Kagetora?>
sobota, 21 grudnia 2013
Od Eizo c.d Mojmiry & Craven'a
Szturchnąłem go lekko.
- Crav, wstawaj.
- Jak mi dasz buzi.- wymamrotał.
Zbliżyłem swoje usta do jego i pocałowałem. Demon otworzył oczy, przycisnął mnie do siebie i wsunął język do moich ust. Całowaliśmy się tak jeszcze jakiś czas aż w końcu musiałem zrobić przerwę by zaczerpnąć oddechu, ja nie demon.
- Jak się czujesz mordko?
- Dobrze.- uśmiechnąłem się.- O wiele lepiej niż wczoraj, przejdziemy się gdzieś?
- Ty sobie chyba żary robisz!
- Nie. Craven nudno mi tu, ubiorę się ciepło, obiecuję!
- Ale jak będziesz miał zapalenie płuc to połamię ci dodatkowo nogi.
- Dobrze- cmoknąłem go w policzek i wstałem.
Ubrałem się szybko w jakieś ciepłe ciuchy (do tego kurtka), tak jak obiecałem i czekałem na demona, aż ten wróci ze swojego pokoju, bo też poszedł się przebrać. Gdy wrócił to wyszliśmy z pokoju i podążyliśmy korytarzem prowadzącym na dwór. Właśnie zaczęła się wiosna więc nie powinno chyba być tak zimno..
- Mizernie wyglądasz, nie podoba mi się to.- Crav mruknął pod nosem.
- Przesadzasz.- machnąłem ręką.
Chwilę później wyszliśmy z akademika, od razu mój wzrok skierował się na blondynkę skaczącą przy drzewie, wyglądała jakby chciał coś dosięgnąć.
Podeszliśmy do niej bliżej i zagadałem.
- Pomóc ci?
[Mojmira? Crav?]
Od Mojmiry
Biegiem podeszłam do lustra, to znaczy w moim standardzie biegiem, co z bieganiem wspólnego nic nie miało, i się przejrzałam. Może gdzieś się ubrudziłam, czy coś, dlatego tak mi się przyglądał? Nic podejrzanego nie stwierdziłam, no może z wyjątkiem lekkich zaczerwienień na policzkach, to zapewne od tego suchego powietrza. Wzięłam sporą ilość kremu nawilżającego i wtarłam go w skórę tam gdzie była odsłonięta.
Podeszłam do komody i nalałam sobie sporą szklankę wody z solą. To była konieczność. Syrena bez wody zwyczajnie usycha i umiera. Następnie podniosłam jedną z książek i zaczęłam ją wertować.
Okazało się, że to biologia, a pewien dział traktuje o istotach morskich. No i stwierdziłam, że ten kto to pisał był totalnym głąbem. Całe swoje dotychczasowe życie spędziłam w głębinach oceanicznych, a nigdy nie wpadłabym na takie bzdury. Najgorsze jest to, że będę musiała się tego uczyć.
Moja dłoń powędrowała do szyi w poszukiwaniu wisiorka, którym zwykłam się bawić, kiedy byłam na czymś skupiona. No i ku mojemu zaskoczeniu nie znalazła.
Wstałam pospiesznie potykając się przy tym i tłukąc sobie kolano. Zaklęłam pod nosem. Skaranie boskie z tymi nogami.
Przeszukałam cały pokój i nie znalazłam.
- No nie – jęknęłam.
Wisiorek musiał mi się odpiąć gdy potrąciłam tamtego chłopaka.
Podreptałam więc w tamto miejsce i rozglądałam się uważnie. Zauważyłam jakiś błysk, ale o dziwo nie na chodniku, tylko na drzewie. Zobaczyłam tam wielkie czarne ptaszysko, które w najlepsze dziobało mój medalik.
- Hej, ptaszku. Możesz mi to oddać? – zapytałam.
Ptaki morskie często słuchały co do nich mówiłam. Ten jednak miał mnie gdzieś, bo w odpowiedzi poczęstował moje uszy głośnym „Kraaa” i ani myślał sfrunąć.
- No dobrze, przebrzydłe, pierzaste stworzenie – powiedziałam podwijając rękawy. – Nauczę cię nie zadzierać z panią głębin.
Uniosłam dłonie.
- Liquora assajimi waiss – zanuciłam.
Z pobliskiej fontanny wystrzeliła strużka wody i jak bicz trafiła ptaka. Ten jednak złapał równowagę i odleciał, a mój medalik został na drzewie. Próbowałam go zdjąć za pomocą magii wody, ale nie dałam rady. Tupnęłam gniewnie zła na wszystko wokół. Na wstrętne ptaszysko, na siebie i na to, że muszę tu w ogóle być.
Podeszłam do drzewa i chwyciłam jedną z gałęzi z nadzieją, że uda mi się wdrapać po zgubę. Przeliczyłam się. Jedyne co zyskałam to otarcia na dłoniach.
<Pomocy? >
piątek, 20 grudnia 2013
Od Kagetory cd Mojmiry
- No dobra! Skup się. Jeżeli uda ci się zrzucić ten słoik z ławki, to na dzisiaj skończymy... - Powiedziałem do Księżniczki. Od dwóch godzin nie uczyniła żadnych postępów. Jakby żyła w innym świecie... co chwila gdzieś odpływała.Teraz znowu odpłynęła. Stała i patrzyła się na słoik, ale jakoś... widać było po niej, że myśli o czymś innym.
- Chitose... - Podszedłem do niej. - Co się z tobą dzieje? - Dotknąłem czule jej ramienia.
- NIE DOTYKAJ MNIE! - Krzyknęła wściekle... jakaś magiczna siła odepchnęła mnie do tyłu. Teraz to potrafi... Dziwnym trafem nie przewróciłem się. Wpadłem na kogoś, kto przerwał moją drogę do ziemi.
- Przepraszam! - Usłyszałem damski głos. Odwróciłem się do dziewczyny. Stanąłem jak wryty. Słońce idealnie podkreślało kolor jej włosów. Blond kosmyki falowały na wietrze. Piękna istota zaczęła zbierać książki, które upuściła.
- Kagetora... - Chitose popchnęła mnie w stronę nieznajomej. Najwidoczniej już się zorientowała, co się ze mną dzieje. Otrząsnąłem się i ukucnąłem, żeby pomóc dziewczynie.
- To ja przepraszam... Ja na ciebie wpadłem. - Patrzyłem w dół. Widziałem tylko jej zgrabne dłonie przesuwające się szybko przed moją twarzą, kiedy sięgała po kolejne książki. Nie chciałem spojrzeć na jej twarz... nie mogłem. A jednak moje oczy mnie nie słuchały... Powoli podniosłem wzrok. Patrzyłem na piękną porcelanową laleczkę, która w każdej chwili może się zbić. Taka delikatna... Dziewczyna chyba poczuła, że na nią patrze, bo spojrzała na mnie. Na twarzy żadnej skazy, oczy koloru burzy. Kiedy w nie patrzyłem, czułem jakby porywała mnie trąba powietrzna... ale mi się to podobało. Zawstydzona "laleczka" szybko spuściła wzrok. Wzięła z mojej ręki ostatnią książkę i wstała. Prawię wstała... bo potknęła się o własne nogi. Na szczęście w porę zdążyłem ją złapać. Trzymałem ją teraz trochę zbyt blisko mojej twarzy, a moja ręka spoczywała na jej talii. Kiedy zdałem sobie sprawę, co się stało, szybko puściłem dziewczynę, i zacząłem drapać się po głowie.
- Przepraszam.... znowu. - Czułem jak na moje policzki wpada rumieniec. Nieznajoma, najwyraźniej nie chciała dłużej przy mnie przebywać, bo koślawym krokiem ruszyła w stronę akademii.
- Poczekaj! - Zawołałem, ale zostałem zignorowany. Nie znałem nawet jej imienia... Czy to jest ta nieszczęśliwa miłość, która sprawia, że twoje serce bije szybciej, a każdy twój ruch staje się lepszy, właśnie dla tej jedynej osoby? Bo jeśli tak, to ostro mi po ściemniali...
- Na dzisiaj koniec... następnym razem postaraj się zapanować nad emocjami. - Powiedziałem nie patrząc na Chitose.
- Jaaasnee! - Odpowiedziała śpiewnym głosem. Podeszła do mnie i pocałowała w policzek. - Powodzenia, bohaterze~! - No pięknie... Teraz jeszcze będę miał na karku dosadne uwagi Księżniczki.... Jestem wręcz wniebowzięty. Dziewczyna poszła za nieznajomą do akademii, a ja usiadłem na ławce, tym samym zwalając w końcu słoik. Potłuczone szkło leżało na ziemi, ale ja nawet nie miałem siły się schylić i go podnieść. To upokarzające...
<Majmira?>
Od Mojmiry
Długo prosiłam matkę, żeby mnie tu nie wysyłała, ale ona się uparła. „Nauczysz się czegoś o życiu”, mówiła. A co w oceanie to się nie nauczę?
Jedynie niebo było takie jak wszędzie. Błękitne i piękne.
Jeszcze jedna rzecz mi bardzo przeszkadzała, te okropne nogi. Nauka chodzenia po ziemi zajęła mi sporo czasu, a i tak nie potrafiłam jeszcze dobrze utrzymywać równowagi.
Tak było i tym razem. Szłam sobie spokojnie, pilnując żeby się o nic nie wywrócić. Spojrzałam tylko na kępkę kwiatów, dosłownie na moment straciłam czujność i łup! Wpadłam na kogoś z impetem.
- Przepraszam! – wrzasnęłam i uklękłam żeby pozbierać rozsypane książki.
<Kto mi odpisze?>
czwartek, 19 grudnia 2013
Od Carven'a CD
<Eizo? Przepraszam że tak długo>
wtorek, 17 grudnia 2013
Od Eizo c.d Craven'a
Demon podał mi jabko, teraz pewnie zacznie mnie tuczyć.
- No widzisz gówniarzu, masz się mnie słuchać.- pocałował mnie w czoło.- Jedz jabłko.
- Nie mam ochoty.- zrobiłem grymaśną minę.
Craven wywrócił oczami i położył się obok mnie, jednocześnie mnie przykrywając.
Cały czas pociągałem nosem i co chwile pokaszliwałem, położylem mu głowę na ramieniu.
- Crav... Przepraszam, że musisz się mną zajmować..
[Crav?]
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Od Craven'a C.D
-Nie masz zapalenia płuc ani oskrzeli...powiedz aaaa.- spojrzałem na jego gardło.
-Masz lekko powiększone migdałki i zaczerwienione gardełko. Nie było tak wczoraj wieczorem krzyczeć.- uśmiechnąłem się szyderczo.
-Masz jeszcze stan pod gorączkowy, i oczywiście katar ale może to być też reakcja alergiczna.- usiadłem koło niego.
-Chyba że masz niedobór żelaza i masz anemie.- Eizo na mnie spojrzał.
-Skąd to wszystko wiesz?- zapytał.
-Myślisz że naprawdę mam 22 lat, tak naprawdę żyję dobre kilka dekad i studiowałem medycynę z nudów.- spojrzałem na niego. Potem przyniosłem mu witaminy i owoce.
-Niedługo powinno być lepiej.
<Eizo?>
sobota, 14 grudnia 2013
Od Eizo C.D
- Skąd ty masz taki strój?
- To długa historia.- zaśmiał się i pogłaskał mnie po głowie.
Ułożyłem się wygodnie w łóżku i kaszlnąłem, przeziębienie jest denerwujące i męczące, ale dzięki temu Crav może się mną opiekować!
- I jak by wyglądały te badania, co? Znowu mnie przelecisz?
- No wiesz co?! Mnie nazywasz zboczeńcem, a sam o tym cały czas myślisz.
- Nie myślę o tym cały czas.- oburzyłem się i dorwał mnie napad kaszlu.- No dobra... Możesz mnie zbadać, jestem ciekaw co wymyśliłeś.
Jakoś nie byłem pewny czy Crav zna się na medycynie.
[Crav?]
Od Craven'a C.D
-Crav będziesz się mną opiekował?- ja podałem mu talerz z jedzeniem a na stoliczku nocnym położyłem napój.
-Tak, będę się tobą opiekował. Poczekaj chwilę.- wyszedłem z jego pokoju i przebrałem się za lekarza. Gdy wszedłem jego oczy aż zaświeciły.
-Więc jak Doktor Craven się tobą zajmę.- poprawiłem okulary. Widać że nie chał jeść, usiadłem na łóżku i chwyciłem talerz. Powoli go karmiłem. Gdy wszystko zjadł spojrzałem na kubek herbaty i wziąłem łyk. Potem pocałowałem go i cały płyn przelałem do jego ust, on powoli połknął.
-Czy mam cie zbadać?
<Eizo XD>
Od Eizo C.D
- Jesteś moją słodką mordką.- pocałował mnie w czubek głowy.- spij skarbie.
Było tak jak kiedyś... On ciepły i otulający mnie, a ja szczęśliwy i zakochany, po prostu żyć nie umierać. Chciałem by było tak już zawsze.
Chciałem też jak najdłużej nie zasypiać, ale zrobiłem to bardzo szybko.
------------------- Rano -------------------------------
Obudziłem się nagłym kaszlem i z zatkanym nosem, co mi kurde jest? Rozejrzałem się dookoła, Craven nie było, a ja byłem spocony i bolała mnie głowa. Chyba się przeziębiłem...
Podniosłem się i założyłem jakieś bokserki, jak ten debil znowu zwiał to tym razem go zabiję... A poza tym muszę wziąć od niego papierosa (moje się skończyły) i jakieś chusteczki. Już miałem otwierać drzwi gdy zrobił to Craven, tylko, że z drugiej strony. Gdy mnie ujrzał zrobił dziwną minę, w jednej ręce miał talerz z kanapkami, a w drugiej kubek herbaty.
- Wiedziałem.... Wracaj do łózka.- mruknął.
- O co ci chodzi?
- Zachorowałeś, jakoś o północy zacząłeś ciężko oddychać i smarkać. Pamiętasz jak dawałem ci pić?
- Nie...- podrapałem się po głowie.
- Wypiłeś chyba ze dwie szklanki... Do łóżka mówię!
- Nie przesadzaj... Wezmę jakieś tabletki i mi przejdzie.
[Craven? Nie miałam pomysłu XP]
Od Craven'a C.D
-Dziękuję postaram się.- cieszyłem się jak małe dziecko. Położyłem go do łóżka i sam się wślizgnąłem pod pierzynę. Jego ciepło i niespokojny rytm serca był dla mnie ukojeniem. Przytuliłem go mocno do siebie.
-Odpocznij bo pewnie jesteś zmęczony tym wszystkim.- pocałowałem go w kark. On lekko zadrżał.
-Trochę, ty pewnie też.- mruknął. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Ja mam w sobie jeszcze dużo energii...
<Eizo?>
Od Eizo C.D
Wtuliłem się w niego.
- Nie umiem nauczyć cię kochać, sam musisz się nauczyć, jeśli to naprawdę czujesz to to będzie ci przychodziło instynktownie.
- Wybaczysz mi?
- Dam ci jeszcze jedną szansę.- uśmiechnąłem się i otarłem oczy.- Chodźmy spać.. Zmęczony jestem.
[Craven?]
Od Craven'a C.D
-Kocham cię, zrobiłem to byś był bezpieczny, ja podczas głodu mogłem cię zabić. Ale teraz wróciłem. Jestem demonem, nie wiem jak okazywać miłość. Wybacz mi jeśli cię zraniłem, Eizo naucz mnie jak okazywać miłość.- to było poniżające, ale nie ważne ponieważ te słowa były tylko dla niego.
-Naucz mnie jak to okazywać. Jestem idiotom bo tego nie umiem robić.- cierpienie, przez ten cały czas marzyłem jedynie o tobie.
-Wybacz mi, za to wszystko...- był cały zaryczany. Podniosłem jego podbródek i delikatnie musnąłem jego wargi.
-Czy tak się to robi?- zapytałem.
<Eizo?>
Od Eizo C.D
- I co?! Dziwek ci w piekle zabrakło?! Przyłazisz tutaj i robisz mi łaskę?! Spieprzaj! Nie chce cię znać!- zacząłem płakać, wziąłem jakiś koc i owinąłem się nim.- Mogłeś mi chociaż nie przypominać debilu, idź stąd!
Demon wstał i przytulił mnie. Wybuchnąłem większym płaczem, teraz od tak sobie tutaj przyszedł i myśli że mu się podporządkuje? On sobie chyba żartuje! Najpierw mnie wygania, zostawia, a teraz od tak sobie przyszedł i od razu zaciągnął do łóżka.
- Nie dotykaj mnie!- wyrwałem mu się.- Ty... Ty idioto! Jeszcze bezczelnie mnie wykorzystałeś! Wiesz, że miłość to nie tylko seks?!
[Craven?]
Od Craven'a C.D
-Ja ciebie też kocham moja ty mordko.- i podałem mu kartkę. On nagle dostał jakiegoś ataku. Wyskoczył z łóżka nagi i tańczył.
-Crav zabiję cię!- aż mu ślina leciała.
-Dlaczego? Przecież było ci dobrze.- uśmiechnąłem się.
<Eizo?>
Od Eizo C.D
A potem nadal się we mnie poruszając, przeprosił mnie.
- Za bardzo nie... Ah! wiem za... za co przepraszasz!- krzyknąłem.
- Za wszystko mordko.- znów wsunął język do moich ust.
Przyspieszył tępa, a ja w pewnym sensie przestałem myśleć. Było mi tak przyjemnie, tak ciepło... Nie wiem dlaczego, ale zachciałem by został przy mnie na zawsze.
- M.. Może.. Aaa! Może ci wybaczę! Crav... Ja...!
Wszystkie moje mięśnie ponownie się spięły i doszedłem. Zaraz potem demon rozlał swoje płyny we mnie, było to takie przyjemne uczucie, że krzyknąłem na całe gardło i wygiąłem się w łuk. Blondyn się uśmiechnął i wyszedł ze mnie.
Opadłem bezwładnie na łóżko i zacząłem często dyszeć, to takie męczące, a zwłaszcza z demonem, istotą parę razy silniejszą ode mnie.
Craven zlizał z mojego brzucha spermę i położył się obok mnie, przytulając mnie do siebie. Zachowywał się jakbym był jego maskotką, albo własnością czy coś.
- Odwiąż mnie.- szarpnąłem rękami próbując rozerwać sznur, jednak nie udało się.
- Nie wiem czy chce... A jak mi uciekniesz?
- Nie wiem czy mam siłę...- mruknąłem i spojrzałem na okno.
[Craven?]
Od Craven'a C.D
-To twój problem że mnie nie pamiętasz.- rozebrałem go i się oblizałem od razu zabrałem się do roboty. Powoli włożyłem jego nabrzmiały członek do ust i dogadzałem mu. Słyszałem jak jęczy i klnie pod nosem. Poczułem jak jego mięśnie się spinają a do mych ust wlewa się jego sperma. Połknąłem wszystko.
-Przepraszam że Cię zraniłem i mówiłem takie straszne rzeczy. Jednak to było dla twego dobra.- wszedłem w niego a on krzyknął. Powoli się ruszałem jak mi było tego brak.
-Eizo wybacz mi!- pocałowałem go i wepchnąłem do jego ust znów swój język.
<Eizo?>
Od Eizo C.D
Gościu podniecał mnie jak nie wiem, ale dlaczego? Co to w ogóle ma znaczyć!? Czy ja naprawdę wymazałem sobie go z pamięci? Ale skoro tak zrobiłem to znaczy, że musiał mnie skrzywdzić.
Drugą ręką złapał mnie za obie ręce i wziął mi za głowę.
- Zastanawiam się czy cie nie przywiązać.- uśmiechnął się.
- CO?! Ej to gwałt!- zacząłem się wyrywać.- Ja się na to nie zgadzam! Zacznę krzyczeć! Dostaniesz czymś mocno w głowę! Zobaczysz!- moje oczy zaświeciły się na czerwono.
- Nie boję się jakoś, wiesz?- zaczął mnie całować.
Jego język brutalnie wdarł się do moich ust, na początku chciałem go ugryźć czy coś. Ale to mi się tak spodobało, że odwzajemniłem pocałunek, zacząłem mocniej dyszeć i jeszcze bardziej się podnieciłem.
Chłopak przerwał pocałunek i przyjrzał mi się.
- Moja słodka mordka...
- Nie! Ja nie jetem twój! Puść mnie! Bo... Bo...
- Bo?
- Bo oskarżę cię o gwałt.- warknąłem.
[Craven?]
Od Craven'a C.D
-Bo mendo wymazałeś mnie z pamięci! I czas cię za to ukarać! Jestem silniejszy, bo jestem generałem. Nie zadziałają na mnie twe sztuczki Eizo.- szepnąłem mu do ucha. Moje ręce powędrowały w dół.
-Co ty robisz?- zapytał wściekły.
-Jak to co? To jest twoja kara...- uśmiechnąłem się. Gdy tylko włożyłem dłonie w jego spodnie zaśmiałem się głośno.
-I kto tutaj jest zboczeńcem? Tak szybko się podnieciłeś Eizo?
<Eizo XD>
Od Eizo C.D
- Zaraz stracisz zęby jak nie przestaniesz pić mojej krwi.- warknąłem, a moje oczy zaświeciły się na czerwono.
Craven zlizał stróżkę krwi wypływającą z rany i uśmiechnął się do mnie.
- Nie pamiętam cię, rozumiesz?!- krzyknąłem.
[Craven?]
Od Craven'a C.D
On sobie poszedł zostawiając mnie samego, bezbronnego i niewyżytego na korytarzu. Oj niedobry Eizo. Czas cię ukarać za te niemiłe słowa. Poszedłem później do jego pokoju i przyciągnąłem do siebie.
-Jak możesz mnie nie pamiętać?- powiedziałem trochę melodramatycznie.
-Co?!?- był w lekkim szoku ja jedynie mocniej go do siebie przytuliłem.
-Spędziliśmy razem mnóstwo upojnych nocy...mordko. To ja cię rozprawiczyłem i rozdziewiczyłem. Piłem twoją słodką krew mnóstwo razy. A ty się na to zgadzałeś.- szepnąłem mu do ucha i ugryzłem w szyję. Jak dawno tego nie robiłem...
<Eizo XD>
Od Eizo C.D
- Chyba sobie żartujesz.-prychnąłem.
Przeszedłem obok niego i ruszyłem do pokoju. Głupie demony... Im tylko jedno w głowie... Ale dlaczego nie mogę się wyprzeć wrażenia, że go skądś znam? To takie dziwne uczucie...
Wszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku, odpocznę trochę po jedzonku (nażarłem się jak świnia) i potem się pouczę zaklęcia gnicia, bo nadal mi nie wychodzi...
Wtedy poczułem, że ktoś łapie mnie za biodra, szybko się odwróciłem na plecy i spojrzałem na zboczeńca.
- Czego chcesz pervercie?!
[Craven? XD]
Od Craven'a C.D
-Ale widzieliśmy się parę razy na mieście, w barze...- chrząknąłem. Było to trochę dziwne najchętniej to bym go wykorzystał na tle seksualnym, ale jakie bym zrobił pierwsze wrażenie? Albo może tak zrobię.
-Mordko...- on na mnie spojrzał. A ja tylko się wyszczerzyłem.- No co masz słodką mordkę, chcesz się jakoś ze mną zabawić?- mam nadzieję że ogarnie o co mu proponuje.
Stałem i czekałem na odpowiedz, on jak widać analizował moje słowa. Lub sobie coś o mnie przypomina.
<Eizo?>
Od Eizo C.D
Uśmiechnąłem się i zapaliłem papierosa.
- Miło, jesteś demonem, ne?
- Taa..- zaśmiał się.
- Powiesz mi jedną rzecz?
- Co?
- Spotkaliśmy się już wcześniej? Może wtedy kiedy się tak nawaliłem? Odprowadzałeś mnie, czy coś?
[Craven?]
Od Craven'a C.D
-Na Ziemię po co?- powiedziałem oburzony.
-Jak to po co? Zostajesz przeniesiony za dobrą służbę na Ziemię by zając się demonicznymi sprawami.- spojrzał na mnie spod swych okularów...tak Lucyfer miał problemy z oczami.
-Jakimi sprawami?- uniosłem brew.
-Musisz przypilnować demony odpowiedzialne za opętywanie, kuszenie i podpisywanie kontraktów z śmiertelnymi.- posłał mi dwuznaczne spojrzenie.
-Serio?- zakpiłem.
-No i też zajmiesz się nową jednostką walki z aniołkami...- dodał. Ja jedynie przewróciłem oczy.
-Dobra niech będzie mogę zamieszkać w akademii?- zapytałem na odchodnym.
-Jasne że tak idealna lokalizacja.- uśmiechnął się szyderczo. Ja wróciłem do swego pokoju i zapakowywałem manatki i wyniosłem się z tej dziury wreszcie na Ziemię. Ciekawe jaką będzie miał minę Eizo. Cóż rozpakowałem się i ruszyłem przed korytarz. Nagle natrafiłem na chłopaka. Wyglądał jak by mnie nie znał.
-Jesteś nowy? Ja jestem Eizo, a ty?- spojrzałem na niego. Ten idiota wymazał sobie z pamięci mnie? Kurwa! Ale nawet może to być intrygujące, uwieść go jeszcze raz.
-Jestem Craven.- uśmiechnąłem się szyderczo.
<Eizo?>
środa, 11 grudnia 2013
Od Eizo CD
- Nigdy nie zapomnę, nie da sie zapomnieć.- puściłem go, wyprostowałem się i nie patrząc mu w oczy po prostu wyszedłem. Nie chciałem znać tego gnoja i miałem ochotę wykrzyczeć mu to wszystko w twarz. Ale z drugiej strony, chciałem by wylazł z tej komnaty, pobiegł za mną, potem przytulił, pocałował i powiedział, że mnie kocha.
Złudne marzenia... Pora zniknąć. Może dam się zabić tutaj, jakiemuś demonowi? Szybka i mało bolesna śmierć.
Przechodząc koło jakiegoś (dziwnie mi się przyglądał), miałem ochotę zapytać czy nie zrobi sobie ze mnie obiadku. Powstrzymałem się jednak, stwierdzając, że to mało kreatywne. Wypowieziałem zaklęcie i zniknąłem.
Gdy pojawiłem się w akadmii to poczułem ostry ból z tyłu głowy, nie powinienem się tak... A co mnie to w ogóle obchodzi? Będę robił to, co będę chciał.
Wszedłem do swojego pokoju, wziąłem do ręki księge czarów i usiadłem na łóżku. A gdyby tak...
Złapałem pierwszą lepszą, czystą kartkę i napisałem na niej starannie: "Eizo, jeśli to czytasz, to masz sobie przypomnieć o Craven'ie. Kochasz go i nic o nim nie pamiętałeś z powodu zaklęcia. Od teraz już pamiętasz."
Podpisałem się, nabazgrałem dzisiejszą datę i schowałem kartkę z tyłu księgi. Mam zamiar wypowiedzieć zaklęcie które wymarze mi pamięć o demonie, ta kartka (jeśli ją w ogóle znajdę), jako jedyna będzie w stanie mi o nim przypomnieć. Tylko po co ją znajdywać?
Tak będzie lepiej, on chce bym zapomniał, a ja nie będę czuł bólu. To jest lepszym rozwiązaniem niż śmierć.
Przyłorzyłem sobie rękę do głowy i wypowiedziałem zaklęcie, jednocześnie intensywnie myślałem o Cravenie. Poczułem ukłucie bólu i miałem wrażenie, że ktoś mi grzebał w pamięci... Nie ważne.
Uśmiechnąłem się szeroko i wstałem, boże... Jak ja dawno nie paliłem... Mam ochotę na papierosa... Potem pogram sobie na gitarze i pójdę coś zjeść. Do tego strasznie głodny jestem, mam wrażenie, że nie jadłem od rana. Ogólnie czuję się jak na kacu, może wczoraj się uchlałem? Pewnie dlatego tak mnie głowa boli.
Z uśmiechem na ustach podążyłem do kuchni.
[Craven? XD]
Od Cravena CD
<Eizo?>
wtorek, 10 grudnia 2013
Od Eizo CD
Po moim policzku ściekła łza, ale szybko ją starłem, nie będę płakał, nie będę się rozczulał.
- Dlaczego mnie nie zabijesz?- mruknąłem.
- Z czystego lenistwa gówniarzu. Wynoś się stąd.
Podniosłem się bez słowa, ale równie szybko nogi się podemną ugięły. Za szybko... Moja obolała głowa jeszcze nie funkcjonowała dobrze, nie jestem pewien czy dam radę wrócić do akademii...
Craven złapał mnie gdy leciałem na podłogę, postawił do pionu i wtuliłem się w niego. Chciał się wyrwać ale powstrzymałem go.
- Daj mi się ten ostatni raz przytulić, potem mnie już nie zobaczysz.
Teraz to już nawet płakać nie umiałem.
[Craven?]
Od Craven'a CD
-Powiedziałem że to była tylko gra, a teraz spadaj i użalaj się nad swoją głupotą. Po to są przecież zabaweczki demonów!- poprawiłem mundur.
-A teraz wybacz muszę się zająć swoimi obowiązkami.- oczywiście wszystko zrobiłem...
<Eizo?>