Spojrzałem na niego i pomogłem mu wstać, cóż ten człowiek nie posiada
mocnej głowy do alkoholu nie to co ja lub Jera. Gdy szliśmy, on robił
strasznie dużo hałasu, a to śpiewał jak chory mors który zjadł mewę.Po
chwili zaczął uderzać w samochody, gdy alarm się włączył on miał ubaw po
pachy.
-Eizo!- spojrzałem na niego ostro i chwyciłem, przerzuciłem sobie go na
plecy i szedłem spokojnie do akademii. On warczał, szczekał, miauczał,
piszczał i bzyczał ale nic mu to nie dawało. W środku zabrałem go do
pokoju, by nikogo nie obudził. Położyłem go na łóżku.
-Tutaj możesz se bzyczeć.- był cały czerwony, ten człowiek nie zna granic jeśli chodzi o picie.
-Dziecko, idź już lepiej spać. A ja pójdę do Jery- powiedziałem.
<Eizo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz