-Nie martw się, my się szybko leczymy.- położyłem się a moje rany już
zniknęły. Przytuliłem do siebie Eizo i przykryłem nas pierzyną.
-Kocham cię, jesteś taki cudny.- pocałowałem go w kark a on lekko
zadrżał.
Zasnęliśmy razem wtuleni w siebie.
Rano obudziłem się pierwszy i
szybko wskoczyłem pod prysznic, ciepła woda dobrze na mnie działała,
szczególnie rano. Wytarłem się i owinąłem dolną partię ciała ręcznikiem. Gdy wyszedłem z łazienki Eizo siedział nagi na łóżku i spoglądał na
mnie.
-Jaki ty jesteś przystojny.- spojrzał na mnie zachłannym wzrokiem.
Podszedłem do niego, a on jedynie drapieżnie na mnie spoglądał.
-Coś ostatnio jesteś bardziej napalony.- zaśmiałem się.
Chłopak ściągnął mi ręcznik, a jego oczy zabłysnęły.
-Wiesz, jak chcesz możesz to zrobić.- zaśmiałem się i pocałowałem go.
Zawsze chciałem zobaczyć jak Eizo sam sobie dogadza, to moje ciche
marzenie.
<Eizo xD>
piątek, 31 stycznia 2014
Od Eizo c.d Craven'a
- Jakoś się pogodzę z... Ach! Z wieścią, że jestem uke.- wyjęczałem.
Stosunek z Craven'em był cudowny, on zawsze wiedział czego chcę i zawsze umiał mi to dać. Oplotłem ramiona na jego szyi i trochę się podciągnąłem. Sprawiło to, że demon idealnie uderzył w mój punkt P. Krzyknąłem z rozkoszy i wtuliłem się w jego tors.
- Crav..- jęknąłem.- Poraniłem cię..- spojrzałem na krew lecącą mu po plecach.
- Nie przejmuj się tym teraz.- zaczął robić mi malinki.
Posłusznie wróciłem do myślenia tylko o tym co teraz robiliśmy. Znów opadłem na łóżko i oddałem się w objęcia rozkoszy.
W końcu jednak musiało sie to stać i doszedłem głośnym jęknięciem. Zaraz potem Crav spuścił się we mnie. Potem delikatnie ze mnie wyszedł i opadł na łóżko obok mnie.
- Moja mała mordka.- wyszeptał i odgarnął włosy z mojego czoła.- Kurwa leżę na czymś twardym...- warknął i uniósł się.- Kurwa, Eizo.. Czy ty wszędzie musisz trzymać te ksiąki?- wziął księgę i rzucił ją na biurko.
- Uważaj na nią.- mruknąłem już prawie zasypiając.- Ona ma 3 tysiące lat. Muszę ci opatrzyć plecy...- zacząłem się podnosić.
[Crav?]
Stosunek z Craven'em był cudowny, on zawsze wiedział czego chcę i zawsze umiał mi to dać. Oplotłem ramiona na jego szyi i trochę się podciągnąłem. Sprawiło to, że demon idealnie uderzył w mój punkt P. Krzyknąłem z rozkoszy i wtuliłem się w jego tors.
- Crav..- jęknąłem.- Poraniłem cię..- spojrzałem na krew lecącą mu po plecach.
- Nie przejmuj się tym teraz.- zaczął robić mi malinki.
Posłusznie wróciłem do myślenia tylko o tym co teraz robiliśmy. Znów opadłem na łóżko i oddałem się w objęcia rozkoszy.
W końcu jednak musiało sie to stać i doszedłem głośnym jęknięciem. Zaraz potem Crav spuścił się we mnie. Potem delikatnie ze mnie wyszedł i opadł na łóżko obok mnie.
- Moja mała mordka.- wyszeptał i odgarnął włosy z mojego czoła.- Kurwa leżę na czymś twardym...- warknął i uniósł się.- Kurwa, Eizo.. Czy ty wszędzie musisz trzymać te ksiąki?- wziął księgę i rzucił ją na biurko.
- Uważaj na nią.- mruknąłem już prawie zasypiając.- Ona ma 3 tysiące lat. Muszę ci opatrzyć plecy...- zacząłem się podnosić.
[Crav?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Jesteś moją mordeczką.- pocałowałem go namiętnie.
Jest moją kochaną mordeczką, jaki wspaniały i delikatny. Nie oddam go nikomu,po prostu nikomu. Jeśli ktoś będzie się do niego dostawiał, zamorduję z zimną krwią.
-Wiesz, że tego teraz chce.- on pokiwał potwierdzająco głową.
Powoli go rozebrałem i pieściłem każdy centymetr jego ciała. Był taki słodki... Jego członek dumnie się prężył, sam się rozebrałem i powoli wszedłem w niego. Chłopak krzyknął i wybił pazury w moje plecy. Poruszałem się w nim powoli, a ręką go dopieszczałem. Całowałem jego kark i cieszyłem się tą chwilą. Eizo jęczał i zwijał się z rozkoszy.
-Jesteś taki słodki, mój ty uke.- zaśmiałem się i przyśpieszyłem.
<Eizo>
Jest moją kochaną mordeczką, jaki wspaniały i delikatny. Nie oddam go nikomu,po prostu nikomu. Jeśli ktoś będzie się do niego dostawiał, zamorduję z zimną krwią.
-Wiesz, że tego teraz chce.- on pokiwał potwierdzająco głową.
Powoli go rozebrałem i pieściłem każdy centymetr jego ciała. Był taki słodki... Jego członek dumnie się prężył, sam się rozebrałem i powoli wszedłem w niego. Chłopak krzyknął i wybił pazury w moje plecy. Poruszałem się w nim powoli, a ręką go dopieszczałem. Całowałem jego kark i cieszyłem się tą chwilą. Eizo jęczał i zwijał się z rozkoszy.
-Jesteś taki słodki, mój ty uke.- zaśmiałem się i przyśpieszyłem.
<Eizo>
Od Eizo c.d Craven'a
Całował mnie zachłannie i bez ustanku. Na początku byłem na niego zły i nie chciałem byśmy się wymieniali śliną, ale w końcu ma uległem.
Wsunął język do moich ust i ręce pod moją koszulkę.
Nie odrywając się od niego sprawiłem, że drzwi wróciły na swoje miejsce i zamknęły się na zamek.
- Crav nienawidzę cię.- mruknąłem.
- Masz cudowne oczy.- pocałował mnie w czoło.- I jeśli jeszcze raz będziesz miał wobec mnie jakieś podejrzenia to połamię ci ręce.- przewalił się ze mną na łóżko.
- Nie dasz rady. Jestem teraz zbyt silny.- zaśmiałem się i pokazałem mu swoją rękę która teraz była czarna i ze szponami.- Nie potrafię nad tym panować, przepraszam... I przepraszam taż jak będę się inaczej zachowywał...
Crav przytulił mnie do siebie i włożył rękę do moich spodni. Od razu zrobiło mi się gorąco od jego dotyku. Boże... Jak my dawno nie uprawialiśmy seksu...
- Craven...- mruknąłem.- Nadal ci się podobam z tym czarnym czymś? Nadal jestem twoją mordką?
[Crav? :3]
Wsunął język do moich ust i ręce pod moją koszulkę.
Nie odrywając się od niego sprawiłem, że drzwi wróciły na swoje miejsce i zamknęły się na zamek.
- Crav nienawidzę cię.- mruknąłem.
- Masz cudowne oczy.- pocałował mnie w czoło.- I jeśli jeszcze raz będziesz miał wobec mnie jakieś podejrzenia to połamię ci ręce.- przewalił się ze mną na łóżko.
- Nie dasz rady. Jestem teraz zbyt silny.- zaśmiałem się i pokazałem mu swoją rękę która teraz była czarna i ze szponami.- Nie potrafię nad tym panować, przepraszam... I przepraszam taż jak będę się inaczej zachowywał...
Crav przytulił mnie do siebie i włożył rękę do moich spodni. Od razu zrobiło mi się gorąco od jego dotyku. Boże... Jak my dawno nie uprawialiśmy seksu...
- Craven...- mruknąłem.- Nadal ci się podobam z tym czarnym czymś? Nadal jestem twoją mordką?
[Crav? :3]
Od Craven'a c.d Eizo
-Kurwa, Eizo ty debilu!- warknąłem on naprawdę mnie nie zna.
-Jestem demonem, nie mogę nagle stać się uczuciowym gościem. Dlatego przed innymi kłamię!- walnąłem z całej siły w drzwi.
-A skąd mogę to wiedzieć?! Pewnie masz tyle kochanków że się nie da zliczyć!- krzyknął. Teraz to się wkurzyłem, ten bachor uważa że jestem dziwkarzem. Walnąłem tak mocno drzwi, po chwili wyważyłem je.
-Słuchaj no gnojku, nie jestem dziwką. Kocham tylko ciebie.- chwyciłem go za koszulę i namiętnie pocałowałem, próbował mi się wyrwać jednak byłem od niego klika razy silniejszy. Cały czas go namiętnie całowałem.
<Eizo?>
-Jestem demonem, nie mogę nagle stać się uczuciowym gościem. Dlatego przed innymi kłamię!- walnąłem z całej siły w drzwi.
-A skąd mogę to wiedzieć?! Pewnie masz tyle kochanków że się nie da zliczyć!- krzyknął. Teraz to się wkurzyłem, ten bachor uważa że jestem dziwkarzem. Walnąłem tak mocno drzwi, po chwili wyważyłem je.
-Słuchaj no gnojku, nie jestem dziwką. Kocham tylko ciebie.- chwyciłem go za koszulę i namiętnie pocałowałem, próbował mi się wyrwać jednak byłem od niego klika razy silniejszy. Cały czas go namiętnie całowałem.
<Eizo?>
Od Eizo c.d Craven'a
Co z niego za dupek! On jest poprostu...! Uh... Czasem mam ochotę mu wjebać i to porządnie. I do tego jeszcze te słowa "A co mnie on interesuje? Jest tylko moją zabawką.", no po prostu cham! Dopiero co byliśmy pokłóceni, on płakał przede mną i mnie przepraszał, a teraz gada, że Go nie interesuje. On myślał, że tego nie usłyszę? Przyłem niedaleko drzwi, a do tego dzięki swojej mocy słyszałem o wiele więcej.
Już nawet nie chciało mi się na to reagować, wkurzyłem się tylko i znów miałem czarną rękę.
Przeteleportowałem się do akademii i od razu zamknąłem w swoim pokoju.
Od razu zabrałem się za czytanie księgi czarów i kompletnie ignorowałem już to czarne coś które powoli rozchodzi się po mojej skórze.
W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Wiedziałem, że to Craven więc, zamek w drzwiach od razu się zamknął.
- No nie fochaj się.- mruknął demon za drzwiami.
- Wal się.- nie odrywałem wzroku od książki.
- Eizo...
- Oj zamknij się już. Przeszkadzasz mi.
- O co ci znów chodzi?
- Bo masz ze mną jakiś posrany problem! A dokładniej z moją mocą! A no i jeszcze cię nie interesuję!
[Craven?]
Już nawet nie chciało mi się na to reagować, wkurzyłem się tylko i znów miałem czarną rękę.
Przeteleportowałem się do akademii i od razu zamknąłem w swoim pokoju.
Od razu zabrałem się za czytanie księgi czarów i kompletnie ignorowałem już to czarne coś które powoli rozchodzi się po mojej skórze.
W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Wiedziałem, że to Craven więc, zamek w drzwiach od razu się zamknął.
- No nie fochaj się.- mruknął demon za drzwiami.
- Wal się.- nie odrywałem wzroku od książki.
- Eizo...
- Oj zamknij się już. Przeszkadzasz mi.
- O co ci znów chodzi?
- Bo masz ze mną jakiś posrany problem! A dokładniej z moją mocą! A no i jeszcze cię nie interesuję!
[Craven?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Wracaj sam, ja zostanę jeszcze.- machnąłem ręką by sobie poszedł.
-Co?!?- warknął na mnie, widać że był wściekły. Ja jedynie spojrzałem na dziewczynkę.
-Przecież powiedziałem rusz te cztery litery i zapierdalaj do akademii. Ja jeszcze zostanę!- spojrzałem na niego ostro.
-Już rozumiem, boisz się mnie a może cię obrzydzam?- wstał i wyszedł. Ja jedynie westchnąłem.
-Crav nie powinieneś go teraz tak traktować on potrzebuje wsparcia.- spojrzała na mnie zła.
-A co mnie on interesuje? Jest tylko moją zabawką.- zaśmiałem się, kłamałem ale nie chciałem przed innymi grać jakiegoś maminsynka i miękkiego demona.
-Jakoś ci nie wierzę...- usiadła w swoim fotelu.
-Dobra, masz to co chciał Jera?- wyciągnąłem rękę. Ona podała mi mały flakonik.
-Tak, tylko zastanawiam się ile jeszcze da radę.- zasmuciła się.
-Nie martw się, jest silnym demonem. A jeśli chodzi o Eizo to tylko zabawa i gra, mnie interesuje tylko los Jery.- wyszedłem z domku i ruszyłem do akademii, dzięki teleportacji u podnóża gór, znalazłem się szybko w akademii Zanim poszedłem do Eizo szybko ruszyłem do Jery.
-Trzymaj.- rzuciłem mu flakonik. On się niemrawo uśmiechnął, pewnie ciężko mu było. Taki jest pech gdy ma się w sobie krew anioła.
-Dzięki stary.- wypił całą zawartość. Gdy stałem pod drzwiami chłopaka nie chciał mi otworzyć.
-Nie fochaj się na mnie...
<Eizo?>
-Co?!?- warknął na mnie, widać że był wściekły. Ja jedynie spojrzałem na dziewczynkę.
-Przecież powiedziałem rusz te cztery litery i zapierdalaj do akademii. Ja jeszcze zostanę!- spojrzałem na niego ostro.
-Już rozumiem, boisz się mnie a może cię obrzydzam?- wstał i wyszedł. Ja jedynie westchnąłem.
-Crav nie powinieneś go teraz tak traktować on potrzebuje wsparcia.- spojrzała na mnie zła.
-A co mnie on interesuje? Jest tylko moją zabawką.- zaśmiałem się, kłamałem ale nie chciałem przed innymi grać jakiegoś maminsynka i miękkiego demona.
-Jakoś ci nie wierzę...- usiadła w swoim fotelu.
-Dobra, masz to co chciał Jera?- wyciągnąłem rękę. Ona podała mi mały flakonik.
-Tak, tylko zastanawiam się ile jeszcze da radę.- zasmuciła się.
-Nie martw się, jest silnym demonem. A jeśli chodzi o Eizo to tylko zabawa i gra, mnie interesuje tylko los Jery.- wyszedłem z domku i ruszyłem do akademii, dzięki teleportacji u podnóża gór, znalazłem się szybko w akademii Zanim poszedłem do Eizo szybko ruszyłem do Jery.
-Trzymaj.- rzuciłem mu flakonik. On się niemrawo uśmiechnął, pewnie ciężko mu było. Taki jest pech gdy ma się w sobie krew anioła.
-Dzięki stary.- wypił całą zawartość. Gdy stałem pod drzwiami chłopaka nie chciał mi otworzyć.
-Nie fochaj się na mnie...
<Eizo?>
czwartek, 30 stycznia 2014
Od Eizo c.d Craven'a
Cholerny demon! Wziął i mnie uśpił! Powyrywam mu za to palce! Ale zaraz... Przecież ja go kocham! Nie mogę, nie chcę mu zrobić krzywdy! To wszystko przez tą moc, muszę się jej pozbyć, ale nie chce! Urodziłem się z nią i chcę z nią umrzeć, jeśli zostanie zapieczętowana, to nie będę już tak silny i będę zdany na to czy ktoś będzie mnie chronił.
Wtedy usłyszałem głos jakiejś dziewczynki.
- Eizo, słyszysz mnie?
- Ta, to moja podświadomość, czy coś innego?
- Mam na imię Nanami, wiesz, ze teraz śpisz?
- No domyśliłem się, jest z tobą Crav?
- Tak, odchodzi od zmysłów. Powiedz mi czy ty chcesz być zapieczętowany? Próbowałam parę razy, ale twoja moc nie znika.
- Nie chce.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Chcę się nauczyć to kontrolować.
- Rozumiem.
Otworzyłem oczy, usiadłem i od razu spojrzałem się na swoje dłonie. Był normalne. Rozejrzałem się po chatce, była mała i drewniana. Demon siedział na fotelu i wpatrywał się we mnie, a dwunastolatka, to była pewnie ta Nnami, siedziała na stołeczku przy łóżku.
- Gdzie to zniknęło?
- Wróci.- dziewczynka uśmiechnęła się lekko.
- Dlaczego nie chcesz jej zapieczętować?!- Craven w końcu wybuchł.
- Bo nie chcę tracić mocy głupku. Chcę umieć ją kontrolować.
- Jeśli zginiesz z własnego debilizmu to nie będę za tobą płakać!- krzyknął.
- To nie płacz.- warknąłem w stronę drzwi.- Co mam robić by udało mi się kontrolowanie tej mocy?
Nnami westchnęła i wzięła z biurka jakieś stare kartki.
- Musisz dużo trenować, uczyć się i oswajać z mocą. To są zaklęcia by to wszystko spowolnić.
Wziąłem kartki i uśmiechnąłem się. Troszkę dziwnie się czułem gdy pouczała mnie młodsza dziewczynka, no ale cóż...
Na pewno nad tym zapanuję, dam sobie radę, nie mam zamiaru się poddać i mam nadzieję, że Crav będzie mnie jakoś wspierał.
- Sprawiałem jakieś problemy?- mruknąłem.
- Nie.- uśmiechnęła się.- Spałeś, ciekawi mnie tylko dlaczego jesteś zablokowany.
- Hmmm... To pewnie przez to, że jestem magiem pierwotnym. Cóż... Chyba będziemy spadać z Crav'em... Nie wiem czy iść po niego czy zaczekać, jest nieznośny gdy się wkurza.- wywróciłem oczami.
[Craven?]
Wtedy usłyszałem głos jakiejś dziewczynki.
- Eizo, słyszysz mnie?
- Ta, to moja podświadomość, czy coś innego?
- Mam na imię Nanami, wiesz, ze teraz śpisz?
- No domyśliłem się, jest z tobą Crav?
- Tak, odchodzi od zmysłów. Powiedz mi czy ty chcesz być zapieczętowany? Próbowałam parę razy, ale twoja moc nie znika.
- Nie chce.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Chcę się nauczyć to kontrolować.
- Rozumiem.
Otworzyłem oczy, usiadłem i od razu spojrzałem się na swoje dłonie. Był normalne. Rozejrzałem się po chatce, była mała i drewniana. Demon siedział na fotelu i wpatrywał się we mnie, a dwunastolatka, to była pewnie ta Nnami, siedziała na stołeczku przy łóżku.
- Gdzie to zniknęło?
- Wróci.- dziewczynka uśmiechnęła się lekko.
- Dlaczego nie chcesz jej zapieczętować?!- Craven w końcu wybuchł.
- Bo nie chcę tracić mocy głupku. Chcę umieć ją kontrolować.
- Jeśli zginiesz z własnego debilizmu to nie będę za tobą płakać!- krzyknął.
- To nie płacz.- warknąłem w stronę drzwi.- Co mam robić by udało mi się kontrolowanie tej mocy?
Nnami westchnęła i wzięła z biurka jakieś stare kartki.
- Musisz dużo trenować, uczyć się i oswajać z mocą. To są zaklęcia by to wszystko spowolnić.
Wziąłem kartki i uśmiechnąłem się. Troszkę dziwnie się czułem gdy pouczała mnie młodsza dziewczynka, no ale cóż...
Na pewno nad tym zapanuję, dam sobie radę, nie mam zamiaru się poddać i mam nadzieję, że Crav będzie mnie jakoś wspierał.
- Sprawiałem jakieś problemy?- mruknąłem.
- Nie.- uśmiechnęła się.- Spałeś, ciekawi mnie tylko dlaczego jesteś zablokowany.
- Hmmm... To pewnie przez to, że jestem magiem pierwotnym. Cóż... Chyba będziemy spadać z Crav'em... Nie wiem czy iść po niego czy zaczekać, jest nieznośny gdy się wkurza.- wywróciłem oczami.
[Craven?]
Od Craven'a c.d Eizo
To nie był Eizo, on nigdy się tak nie zachowywał nigdy nie brał
inicjatywy. Jedynie wtedy gdy na nim wymuszałem podczas nieczystych
zagrań. Odepchnąłem go mocno od siebie.
-Eizo! Nie.- warknąłem, on się oblizał. Tak, to nie był Eizo. Wiedziałem że to było przez tą moc.
-Obrzydzam cię prawda? A może się boisz?- spojrzał na mnie gadzimi oczami. Ja jedynie przewróciłem oczami.
-Nie będę z tobą dyskutował, powiedziałem że nie to nie.- on jedynie się zdenerwował. Wiedziałem że będzie z nim problem. Wstałem i podszedłem do niego, delikatnie chwyciłem jego podbródek i pocałowałem. Wtedy ugryzłem się w język i wypił trochę mej krwi.
-Kurwa Crav co ty robisz?- ja jedynie się szeroko uśmiechnąłem.
-Pozbywam się kłopotów, krew demona działa jak narkotyki i usypia.- on padł nieprzytomny. Chwyciłem go i ruszyłem w stronę chatki na szczycie góry. przy drzwiach przywitała mnie mała dziewczynka.
-Crav!- przytuliła się do mnie.
-Nanami możesz mi pomóc.- położyłem Eizo na jej łóżku a ona od razu zabrała się do roboty.
-Może być trudno, jest zablokowany to wszystko zależy czy Eizo naprawdę tego chce...
<Eizo?>
-Eizo! Nie.- warknąłem, on się oblizał. Tak, to nie był Eizo. Wiedziałem że to było przez tą moc.
-Obrzydzam cię prawda? A może się boisz?- spojrzał na mnie gadzimi oczami. Ja jedynie przewróciłem oczami.
-Nie będę z tobą dyskutował, powiedziałem że nie to nie.- on jedynie się zdenerwował. Wiedziałem że będzie z nim problem. Wstałem i podszedłem do niego, delikatnie chwyciłem jego podbródek i pocałowałem. Wtedy ugryzłem się w język i wypił trochę mej krwi.
-Kurwa Crav co ty robisz?- ja jedynie się szeroko uśmiechnąłem.
-Pozbywam się kłopotów, krew demona działa jak narkotyki i usypia.- on padł nieprzytomny. Chwyciłem go i ruszyłem w stronę chatki na szczycie góry. przy drzwiach przywitała mnie mała dziewczynka.
-Crav!- przytuliła się do mnie.
-Nanami możesz mi pomóc.- położyłem Eizo na jej łóżku a ona od razu zabrała się do roboty.
-Może być trudno, jest zablokowany to wszystko zależy czy Eizo naprawdę tego chce...
<Eizo?>
Od Eizo c.d Craven'a
Byłem wdzięczny demonowi, że chce mi pomóc i tak dalej, ale
zapieczętowanie może nieść ze sobą duże ryzyko. Mogę umrzeć, stracić całą swoją
moc lub mogę mieć tylko jej część. Może być też tak, że będę miał kontrolę nad
wszystkim. W ogóle nie wiem czy to zapieczętowanie na mnie zadziała! Ja nie
jestem takim zwykłym magiem, który jak inni odkrył swoją moc po jakimś czasie. Ja
się z nią urodziłem. Już jak miałem trzy latka umiałem tworzyć ptaki i torturować
szczury. Jestem tak zwanym magiem pierwotnym. Czyli takim w którym moc była od
zawsze.
- Crav…- zatrzymałem się.
Chłopak się do mnie odwrócił i uśmiechnął lekko, nadal nie
mogłem uwierzyć, że się mną przejmuje.
- Tak?
- Nie, tylko muszę ci coś powiedzieć…
- Co?
- Bo ja nie jestem…- i wtedy poczułem okropny ból w czaszce,
tak jakby ktoś chciał mi ją rozłupać młotem. Złapałem się za głowę i zacząłem
krzyczeć. To tak cholernie bolało.
Demon od razu do mnie podbiegł i złapał za ręce.
- Eizo! Patrz na mnie!
- Boli…- wychrypiałem.- Pomóż…
- Nie wiem jak! Chodź! Zaniosę cię tam.- próbował mnie wziąć
na ręce, ale wyrwałem mu się. Głowa powoli przestawała boleć.
Usiadłem wygodniej na ziemi i zacząłem głęboko oddychać. Craven
przytulił mnie do siebie i zaczął delikatnie
głaskać po głowie.
- Już nie boli.- odkaszlnąłem bo dostałem małej chrypy od
krzyczenia.
- Ale i tak jest źle.- wziął moją rękę.
Dopiero teraz na nią spojrzałem, była czarna, z małymi
igłami które mogłem schować. Palce zamieniły się w szpony.
- Znowu.- jęknąłem.
Chłopak podniósł mi koszulkę, to czarne coś zaczęło
rozrastać mi się na torsie i pięło się po szyi do twarzy.
- Idziemy.- oznajmił i pomógł mi się pozbierać.
Znów ruszyliśmy w drogę. Szliśmy w kompletniej ciszy więc
mogłem wszystko przemyśleć. A gdyby tak zachować tą swoją moc? Być silnym i
mieć nad tym kontrolę? Przecież wszystko na razie jest dobrze i nic się nie
dzieje. Czułem wszędzie tą całą barierę anty magiczną, ale byłem pewny, że ona
mnie nie powstrzyma, nie z taką mocą.
Spojrzałem na Craven’a, szedł przede mną, widać było, że mu
się spieszy. Ale mi się jednak jakoś nie paliło do tej dziewczynki. Gdyby tak
zyskać jeszcze więcej mocy?
Stanąłem w miejscu i westchnąłem.
- Craven… Zmęczony jestem.
Odwrócił się i spojrzał na mnie wrogo.
- Później odpoczniesz, idziemy. To cholerstwo się rozrasta.
- Nie, nic się nie stanie. Ja chce odpocząć!- skrzyżowałem ręce
na piersiach.- Proszę?
- No dobra.- westchnął.- Rozpalę ognisko bo zaczyna się
robić ciemnawo.
- Nie! Ja rozpalę!
Pstryknąłem palcami i kłębek trawy buchnął żywym ogniem. Uśmiechnąłem
się i usiadłem blisko niego, potem poklepałem miejsce obok siebie i demon
przyłączył się do mnie choć z niechęcią.
Czułem w sobie potęgę i całą tą magię czekającą na wolność. A
ja chciałem ją uwolnić, chciałem ją mieć całą na własność. Oparłem się o
swojego ukochanego i wyczarowałem małego wróbelka z ognia, ptaszek siedział mi
na pazurze i kręcił łebkiem.
- Co sądzisz?
- Przestań.- demon strzepnął ptaszka z mojego pazura.
- Nie podobało mu się to.- warknąłem.
Wróbelek zmienił się w kota, zwierzak syknął w naszą stronę
i potem wskoczył do ogniska.
Znów nastała cisza, musiałem jakoś rozruszać swojego
towarzysza.
- A to ci się…
Już wyciągałem ręce by pokazać mu kolejną małą sztuczkę, ale
on odwrócił wzrok.
- Nie Eizo.
To mnie naprawdę wkurzyło, jak nie tak, to inaczej! Podniosłem
się szybko i ruszyłem w stronę pojedynczych drzew.
- Gdzie idziesz?
- Zaraz przyjdę.- mruknąłem.
Gdy w końcu znalazłem się za drzewem to uśmiechnąłem się
szeroko. Oj teraz demonek mi się nie oprze. Dzięki niemu jeszcze bardziej
zwiększę swoją moc. Zmieniłem się w czarną panterę i zamruczałem. Zaczynamy
zabawę.
Wyszedłem spomiędzy drzew i powoli kroczyłem do chłopaka. Najpierw
mnie nie zauważył, ale gdy to zrobił to wstał i chciał mnie zaatakować.
Byłem jednak szybszy, podbiegłem do niego i zwinnie
wskoczyłem. Przez przemianie w tego dużego kotka, stałem się trochę cięższy
więc demon runął na ziemię. Nie chciałem go zabić, chciałem się trochę pobawić.
Siedziałem na nim, a Crav trzymał mnie za szyję. Oparłem łapy na jego klatce
piersiowej i zamruczałem. Nachyliłem się nad nim i liznąłem jego twarz.
- Eizo?- zdziwił się.
Zmieniłem się w człowieka i zacząłem śmiać. Jego mina byłą
boska, ale to nie koniec naszej gry. Siedziałem na nim okrakiem i pocałowałem
go w policzek.
- Chcę się zabawić Crav, tu i teraz.- przejechałem
delikatnie pazurem po jego policzku.- Idziesz na to?
- Może później, zejdź ze mnie i nie używaj magii, to coś
znów się rozrosło.
Wyczarowałem sobie małe lusterko i spojrzałem na swoją
twarz. To czarne coś już było na połowie mojej twarzy, a jedno oko stało się
takie bardziej gadzie. Chociaż nadal było czerwone.
- Mi tam się podoba.- uśmiechnąłem się.- A tobie, nie? Przez
moją moc chcesz mnie zostawić? Nie ładnie. Ale wiesz co? Nie dam ci uciec.-
polizałem go po policzku.- Chcę się bawić, a teraz mam troszkę wygórowane
potrzeby i boje się, że nie dasz rady im podołać.- zrobiłem zbolałą minę.
Zacząłem go całować, mocno i nachalnie, najpierw nie chciał
odwzajemnić pocałunku, ale w końcu to zrobił i wsunął język do moich ust. O tak,
podobało mi się to. Do tego poczułem, że mu stanął. On po prostu nie może mi
się oprzeć!
[Crav? XD]
Od Craven'a c.d Eizo
Spojrzałem zaniepokojony na rękę Eizo, nie raz słyszałem opowieści o wielkich magach którzy tracili kontrolę nad swoją mocą. Kończyło się tym że ich słabe ciało nie dawało sobie rady z energią która powoli ich pochłaniała.
-To nie są żarty.- odruchowo wstałem.
-Wiem o tym!- zdenerwował się, po chwili ręka wróciła do normy.-Widzisz już zniknęło to chyba dobrze?- spojrzał na mnie, ja jedynie zakląłem pod nosem.
-Jest jeszcze gorzej, to wróci ale z podwojoną siłą. Trzeba cię zapieczętować...- chwyciłem go za rękę.-Spokojnie, znam pewną osobę która ci pomoże.- uśmiechnąłem się na samą myśl o uroczej dziewczynce mieszkającej w górach Himalajskich. Chociaż mała i urocza, jest wielkim wcieleniem maga o potężnej mocy.-Idziemy!- przytuliłem go i wypowiedziałem formułkę zaklęcia, niestety ale znaleźliśmy się na zboczu góry.-Dalej musimy iść, ponieważ wyżej jest bariera anty magiczna.- wskazałem na szczyt. Na szczęścicie było ciepło o tej porze roku.
-Crav poczekaj gdzie idziemy?- złapał mnie za rękę.
-Do wielkiego maga który może ci pomóc, ma 12 lat.- on zaczął się śmiać. Ja jedynie spojrzałem na niego ostro.-Rusz tą dupę, mamy z jeden dzień drogi...
<Eizo?>
-To nie są żarty.- odruchowo wstałem.
-Wiem o tym!- zdenerwował się, po chwili ręka wróciła do normy.-Widzisz już zniknęło to chyba dobrze?- spojrzał na mnie, ja jedynie zakląłem pod nosem.
-Jest jeszcze gorzej, to wróci ale z podwojoną siłą. Trzeba cię zapieczętować...- chwyciłem go za rękę.-Spokojnie, znam pewną osobę która ci pomoże.- uśmiechnąłem się na samą myśl o uroczej dziewczynce mieszkającej w górach Himalajskich. Chociaż mała i urocza, jest wielkim wcieleniem maga o potężnej mocy.-Idziemy!- przytuliłem go i wypowiedziałem formułkę zaklęcia, niestety ale znaleźliśmy się na zboczu góry.-Dalej musimy iść, ponieważ wyżej jest bariera anty magiczna.- wskazałem na szczyt. Na szczęścicie było ciepło o tej porze roku.
-Crav poczekaj gdzie idziemy?- złapał mnie za rękę.
-Do wielkiego maga który może ci pomóc, ma 12 lat.- on zaczął się śmiać. Ja jedynie spojrzałem na niego ostro.-Rusz tą dupę, mamy z jeden dzień drogi...
<Eizo?>
wtorek, 28 stycznia 2014
Od Mojmiry cd. Kagetory
Wskoczyłam do wody z głośnym pluskiem. Kage zaśmiał się, a ja podpłynęłam do niego i zamknęłam mu usta swoimi. Kochałam go, bardzo, bardzo, bardzo! Jego dotyk i woda łaskocząca moje ciało sprawiły, że płonęłam cała od środka. Kagetora chyba też, bo oddychał ciężko.
Długo pływaliśmy razem po prostu ciesząc swoją obecnością. Później pognaliśmy do pokoju Kagetory. Chłopak puścił jakiś film, ale jakoś tak pamiętałam tylko początek, mieliśmy ciekawsze rzeczy do roboty. Wystarczyło, że dłoń mojego tygryska prześliznęła się przez moją talię i wylądowała na pośladkach, a ja już cała drżałam. Tę noc spędziliśmy razem.
Obudziłam się wczesnym rankiem i pożegnawszy z Kagetorą pognałam do swojego pokoju. Wszystko skrzętnie posprzątałam. Z każdą minutą byłam coraz bardziej zdenerwowana. Kage przychodził zaglądać do mnie, pytał czy mi w czymś pomóc, ale ja odprawiałam go z uśmiechem, licząc na to, że moje zdenerwowanie mu się nie udzieli, bo dwoje histeryków to byłaby już przesada.
Koło szesnastej poczułam znajome mrowienie na skórze. Byli blisko. Najstarsze i najpotężniejsze istoty z głębin oceanów. Po kilku minutach usłyszałam pukanie, zerwałam się by otworzyć. Pierwsza weszła moja matka, a raczej wpłynęła, bo jej długa suknia wyglądała jak tafla wody. Jej ruchy były tak samo płynne i pewne jak w wodzie. Uśmiechnęła się na mój widok i uściskała mnie.
- Hej mamo - wyszeptałam.
Zaraz za nią szedł mój ojciec. Wydawało mi się, że mój pokój nagle skurczył się, bo potężna sylwetka mojego ojca wypełniła całą niemal wolną przestrzeń.
- Witaj, tato - przywitałam go.
- Jak radzisz sobie na powierzchni? - zapytał.
- Dobrze - wydukałam. - Myliłam się co do tego miejsca. Bardzo je polubiłam.
Moja mama uśmiechnęła się moje słowa jakby mówiąc "wiedziałam, że tak będzie", ale ojciec nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Nieufni spoglądał na wszystko co go otaczało.
- Naciesz się tym światem, jeśli tak ci się podoba, bo niedługo wracasz do Atlantydy - powiedział.
- Jak to? Dlaczego? - zapytałam. Coś nieprzyjemnego ścisnęło mi serce.
- Usul pragnie twojej ręki, a ja się zgodziłem - powiedział.
Poczułam jakby ktoś wycelował do mnie z broni i pociągnął za spust. Jak to? Ojciec zgodził się na moje małżeństwo?
- Nie! - wrzasnęłam.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Kage.
- Nigdy za niego nie wyjdę! Nie ma mowy! - darłam się, łzy ciekły mi po policzkach.
Co zrobi Kagetora jak usłyszy, że mam niby wyjść za innego? Zobaczyłam złość w oczach mojego ojca. Nie mógł zdzierżyć tego, że ktoś mógł mu się sprzeciwiać. Uniósł dłoń, żeby mnie uderzyć, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, Kage skoczył między mnie, a mojego ojca.
- Jak śmiesz nam przeszkadzać?! - ryknął mój ojciec.
- Pan wybaczy, ale nie pozwolę panu uderzyć Mojmiry - powiedział.
- Co to ma znaczyć? - to pytanie ojciec skierował do mnie.
- To jest Kagetora. On i ja... jesteśmy razem, kochamy się - powiedziałam i ujęłam dłoń chłopaka.
Moja matka przyglądała się temu z zaciekawieniem, ale mój ojciec wpadł w furię. Chwycił mojego ukochanego za gardło mi potrząsnął nim.
- Tato! Nie, błagam, nie krzywdź go! - krzyczałam
- Żaden cholerny dwunóg nie będzie kładł łap na mojej córce! - wydarł się ojciec i uniósł Kage wyżej zaciskając uścisk.
Kagerora pobladł i zaczął drżeć. Jego ciało zaczęło się zmieniać gdy jego świadomość odchodziła. Właśnie chciałam zacząć śpiewać licząc na to, że dam radę choć odrobinę osłabić ojca, na tyle tylko by Kage dał radę się uwolnić, gdy usłyszałam głos mojej matki:
- Dość - powiedziała stanowczo, a wszystko w zasięgu jej głosu zamarło.
- Puść chłopca - poprosiła łagodnie, a mimo to ciało mojego ojca zaczęło drżeć. Wiedziałam, że walczy z nakazem mojej matki, ale to ona okazała się silniejsza. Kage opadł bezwładnie na podłogę, a ja nie mogłam nawet do niego podbiec, sprawdzić czy nic mu nie jest.
- Zabiję tego cholerne gnojka! - warczał mój ojciec wciąż wpatrzony w próbującego złapać oddech człowieka.
- Nie zabijesz - powiedziała mama. - Przestań płakać, Słowiczku - zwróciła się do mnie, a moje łzy momentalnie wyschły.
- A ty mała bestio? - powiedziała stając nad Kagetorą. - Co czujesz do mojej córki?
- Kocham ją. Najbardziej na świecie, kocham - wyszeptał wciąż się krztusząc.
- Mam nadzieję, że tak właśnie jest, bo jeżeli moja córka zapłacze przez ciebie, to zaśpiewam twej duszy pieśń żałobną.
- Jak możesz na to pozwolić?! - mój tata dalej szalał walcząc z nakazem mojej matki.
- Ile razy mam ci powtarzać, że moje córki, to nie twoi poddani i mają prawo decydować? A teraz wrócimy do domu - powiedziała i wyszła. Mój ojciec powlókł się za nią, a ja wreszcie mogłam się ruszyć. Podbiegłam do Kagetory i przytuliłam go.
<Kage? Możesz się spodziewać, że twój nowy rywal się kiedyś zjawi, żeby ci krwi napsuć ;)>
Długo pływaliśmy razem po prostu ciesząc swoją obecnością. Później pognaliśmy do pokoju Kagetory. Chłopak puścił jakiś film, ale jakoś tak pamiętałam tylko początek, mieliśmy ciekawsze rzeczy do roboty. Wystarczyło, że dłoń mojego tygryska prześliznęła się przez moją talię i wylądowała na pośladkach, a ja już cała drżałam. Tę noc spędziliśmy razem.
Obudziłam się wczesnym rankiem i pożegnawszy z Kagetorą pognałam do swojego pokoju. Wszystko skrzętnie posprzątałam. Z każdą minutą byłam coraz bardziej zdenerwowana. Kage przychodził zaglądać do mnie, pytał czy mi w czymś pomóc, ale ja odprawiałam go z uśmiechem, licząc na to, że moje zdenerwowanie mu się nie udzieli, bo dwoje histeryków to byłaby już przesada.
Koło szesnastej poczułam znajome mrowienie na skórze. Byli blisko. Najstarsze i najpotężniejsze istoty z głębin oceanów. Po kilku minutach usłyszałam pukanie, zerwałam się by otworzyć. Pierwsza weszła moja matka, a raczej wpłynęła, bo jej długa suknia wyglądała jak tafla wody. Jej ruchy były tak samo płynne i pewne jak w wodzie. Uśmiechnęła się na mój widok i uściskała mnie.
- Hej mamo - wyszeptałam.
Zaraz za nią szedł mój ojciec. Wydawało mi się, że mój pokój nagle skurczył się, bo potężna sylwetka mojego ojca wypełniła całą niemal wolną przestrzeń.
- Witaj, tato - przywitałam go.
- Jak radzisz sobie na powierzchni? - zapytał.
- Dobrze - wydukałam. - Myliłam się co do tego miejsca. Bardzo je polubiłam.
Moja mama uśmiechnęła się moje słowa jakby mówiąc "wiedziałam, że tak będzie", ale ojciec nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Nieufni spoglądał na wszystko co go otaczało.
- Naciesz się tym światem, jeśli tak ci się podoba, bo niedługo wracasz do Atlantydy - powiedział.
- Jak to? Dlaczego? - zapytałam. Coś nieprzyjemnego ścisnęło mi serce.
- Usul pragnie twojej ręki, a ja się zgodziłem - powiedział.
Poczułam jakby ktoś wycelował do mnie z broni i pociągnął za spust. Jak to? Ojciec zgodził się na moje małżeństwo?
- Nie! - wrzasnęłam.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Kage.
- Nigdy za niego nie wyjdę! Nie ma mowy! - darłam się, łzy ciekły mi po policzkach.
Co zrobi Kagetora jak usłyszy, że mam niby wyjść za innego? Zobaczyłam złość w oczach mojego ojca. Nie mógł zdzierżyć tego, że ktoś mógł mu się sprzeciwiać. Uniósł dłoń, żeby mnie uderzyć, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, Kage skoczył między mnie, a mojego ojca.
- Jak śmiesz nam przeszkadzać?! - ryknął mój ojciec.
- Pan wybaczy, ale nie pozwolę panu uderzyć Mojmiry - powiedział.
- Co to ma znaczyć? - to pytanie ojciec skierował do mnie.
- To jest Kagetora. On i ja... jesteśmy razem, kochamy się - powiedziałam i ujęłam dłoń chłopaka.
Moja matka przyglądała się temu z zaciekawieniem, ale mój ojciec wpadł w furię. Chwycił mojego ukochanego za gardło mi potrząsnął nim.
- Tato! Nie, błagam, nie krzywdź go! - krzyczałam
- Żaden cholerny dwunóg nie będzie kładł łap na mojej córce! - wydarł się ojciec i uniósł Kage wyżej zaciskając uścisk.
Kagerora pobladł i zaczął drżeć. Jego ciało zaczęło się zmieniać gdy jego świadomość odchodziła. Właśnie chciałam zacząć śpiewać licząc na to, że dam radę choć odrobinę osłabić ojca, na tyle tylko by Kage dał radę się uwolnić, gdy usłyszałam głos mojej matki:
- Dość - powiedziała stanowczo, a wszystko w zasięgu jej głosu zamarło.
- Puść chłopca - poprosiła łagodnie, a mimo to ciało mojego ojca zaczęło drżeć. Wiedziałam, że walczy z nakazem mojej matki, ale to ona okazała się silniejsza. Kage opadł bezwładnie na podłogę, a ja nie mogłam nawet do niego podbiec, sprawdzić czy nic mu nie jest.
- Zabiję tego cholerne gnojka! - warczał mój ojciec wciąż wpatrzony w próbującego złapać oddech człowieka.
- Nie zabijesz - powiedziała mama. - Przestań płakać, Słowiczku - zwróciła się do mnie, a moje łzy momentalnie wyschły.
- A ty mała bestio? - powiedziała stając nad Kagetorą. - Co czujesz do mojej córki?
- Kocham ją. Najbardziej na świecie, kocham - wyszeptał wciąż się krztusząc.
- Mam nadzieję, że tak właśnie jest, bo jeżeli moja córka zapłacze przez ciebie, to zaśpiewam twej duszy pieśń żałobną.
- Jak możesz na to pozwolić?! - mój tata dalej szalał walcząc z nakazem mojej matki.
- Ile razy mam ci powtarzać, że moje córki, to nie twoi poddani i mają prawo decydować? A teraz wrócimy do domu - powiedziała i wyszła. Mój ojciec powlókł się za nią, a ja wreszcie mogłam się ruszyć. Podbiegłam do Kagetory i przytuliłam go.
<Kage? Możesz się spodziewać, że twój nowy rywal się kiedyś zjawi, żeby ci krwi napsuć ;)>
Od Vivi cd. Chitose
- Eh... - westchnęłam. - Jak na dziś chyba starczy ci wrażeń, ale skoro dałaś mi wolną rękę, to jeszcze nie jedno przeżyjesz - zaszczebiotałam i zgrabnym piruetem odwróciłam się od niej, by zebrać swoje rzeczy.Bawiły mnie jej rumieńce i to jak gapiła się na mnie, ale najlepsze było to jak nieporadnie próbowała to ukryć.
Tak zaczęła się "edukacja" dziewczyny. Kiedy tylko Chitose ochłonęła ja robiłam coś nieprzewidywalnego. Kiedy posadziłam ją sobie na kolanach i przycisnąłem usta do jej aż zapiszczała. Stopniowo udawało mi się zdejmować z niej kolejne warstewki ubrań i choć dalej płonęła rumieńcem i płoszyła się, to nie była już tak spięta. W międzyczasie wrócił jej obiekt westchnień, ale baz swojego pana i władcy, który mógłby przewiesić go sobie przez ramię, zamknąć w pokoju i zerżnąć. Pan Eizo był wielce zraniony, czyli idealny, bo Chitose mogła podejść go i stopniowo wkradać się w jego łaski. Wystarczyły ciepłe uśmiechy, uściski i spoglądanie w oczy, a facecik zaufał szczerze dziewczynie. Chitose przyjęła to wszystko z radością i jej pewność siebie jeszcze podskoczyła. Dodatkowo pomagałam dziewczynie przy zaklęciach, żeby jej "ukochany" mógł ją chwalić za postępy.
Niestety wszystko się zmieniło kiedy wstrętny demon wrócił i na powrót owinął sobie czarodzieja wokół palca.
- Nie panikuj mała. To demon, prędzej czy później coś wywinie, a my możemy się postarać, żeby to było prędzej. A konkretnie ja mogę się postarać - uśmiechnęłam się, bo chodząca do tej pory w kółko dziewczyna stanęła nagle w miejscu.
- Jak? - zapytała.
- Normalnie - powiedziałam i podeszłam do niej. Pochyliłam się i pocałowałam ją żarliwie. - Wystarczy, że Eizo nas nakryje i pozamiatane - wymruczałam.
- Chcesz z nim.. chcesz, żeby cię całował? - zapytała zdenerwowana.
Nie wiedziałam skąd u niej to oburzenie.
- Zobaczy się, czy na całowaniu się skończy... dużo ciekawych rzeczy o nim słyszałam...
- Nie! - powiedziała dziewczyna.
Spojrzałam na nią zdziwiona, sądziłam, że zależy jej na tym Eizo i po trupach przejdzie, żeby go do siebie przywiązać.
<Chitose?>
Tak zaczęła się "edukacja" dziewczyny. Kiedy tylko Chitose ochłonęła ja robiłam coś nieprzewidywalnego. Kiedy posadziłam ją sobie na kolanach i przycisnąłem usta do jej aż zapiszczała. Stopniowo udawało mi się zdejmować z niej kolejne warstewki ubrań i choć dalej płonęła rumieńcem i płoszyła się, to nie była już tak spięta. W międzyczasie wrócił jej obiekt westchnień, ale baz swojego pana i władcy, który mógłby przewiesić go sobie przez ramię, zamknąć w pokoju i zerżnąć. Pan Eizo był wielce zraniony, czyli idealny, bo Chitose mogła podejść go i stopniowo wkradać się w jego łaski. Wystarczyły ciepłe uśmiechy, uściski i spoglądanie w oczy, a facecik zaufał szczerze dziewczynie. Chitose przyjęła to wszystko z radością i jej pewność siebie jeszcze podskoczyła. Dodatkowo pomagałam dziewczynie przy zaklęciach, żeby jej "ukochany" mógł ją chwalić za postępy.
Niestety wszystko się zmieniło kiedy wstrętny demon wrócił i na powrót owinął sobie czarodzieja wokół palca.
- Nie panikuj mała. To demon, prędzej czy później coś wywinie, a my możemy się postarać, żeby to było prędzej. A konkretnie ja mogę się postarać - uśmiechnęłam się, bo chodząca do tej pory w kółko dziewczyna stanęła nagle w miejscu.
- Jak? - zapytała.
- Normalnie - powiedziałam i podeszłam do niej. Pochyliłam się i pocałowałam ją żarliwie. - Wystarczy, że Eizo nas nakryje i pozamiatane - wymruczałam.
- Chcesz z nim.. chcesz, żeby cię całował? - zapytała zdenerwowana.
Nie wiedziałam skąd u niej to oburzenie.
- Zobaczy się, czy na całowaniu się skończy... dużo ciekawych rzeczy o nim słyszałam...
- Nie! - powiedziała dziewczyna.
Spojrzałam na nią zdziwiona, sądziłam, że zależy jej na tym Eizo i po trupach przejdzie, żeby go do siebie przywiązać.
<Chitose?>
Od Kagetory cd Mojmiry
- Nie ma sprawy. - powiedziałem. - Tylko pójdę po jakiś strój. - Już chciałem wstać, ale syrenka mnie zatrzymała.
- Po co ci strój?
- No bo... - załapałem o co jej chodziło i uśmiechnąłem się. Od razu poszliśmy na basen. Raczej rzadko ktoś tu przychodził, więc było małe prawdopodobieństwo, że ktoś nas zobaczy. Rozebrałem się szybko i wszedłem do wody. Musiałem jeszcze tylko poczekać na swoją kochaną Mirę.
<Mira? Sorki, że tak krótko...>
- Po co ci strój?
- No bo... - załapałem o co jej chodziło i uśmiechnąłem się. Od razu poszliśmy na basen. Raczej rzadko ktoś tu przychodził, więc było małe prawdopodobieństwo, że ktoś nas zobaczy. Rozebrałem się szybko i wszedłem do wody. Musiałem jeszcze tylko poczekać na swoją kochaną Mirę.
<Mira? Sorki, że tak krótko...>
Od Chitose cd Vivi
Zamknęłam szybko oczy. Może i była kobietą, ale i tak było to dla mnie krępujące. Zwłaszcza, że jej biust był bardzo duży... a mój? Sama nie wiem czy był duży, czy mały, ale na pewno mniejszy od Vivi. Kiedy otworzyłam ponownie oczy, myśląc, że już wszystko będzie dobrze, sferotknięta pochylała się nade mną. Moja twarz zrobiła się czerwona, kiedy zauważyłam jej nagie ciało. Mimo wszystko ja nie potrafiłam tak łatwo się obnażyć. Nie mogłam ściągnąć z niej wzroku. Jej ciało wydawało mi się idealne... nie wiem co to było za uczucie, ale na pewno nie wiąże się z tym nic dobrego. Nagle dziewczyna znalazła się niebezpiecznie blisko mnie. Odsunęłam się od niej, ale przeszkodziły mi w tym drzwi. Nie mogłam nic zrobić. Poczułam tylko jak dotyka moich ust. Chwilę później poczułam jak jej język wsuwa się między moje wargi. Wzdrygnęłam się, ale po moim ciele rozlało się też przyjemne ciepło. Mijały sekundy, a ja wdrążyłam się w rytm pocałunku. Przez głowę przeszła mi myśl, że nie powinnam tego robić. To było dziwne, złe i sprzeczne ze wszystkim czego mnie uczone, ale niestety... było też niesamowicie przyjemne. Oderwałam jednak swoje usta od jej.
-Nie... - wysapałam cicho, próbując ukryć rumieniec. Chciałam więcej, ale ona nie mogła się o tym dowiedzieć.
<Vivi?>
-Nie... - wysapałam cicho, próbując ukryć rumieniec. Chciałam więcej, ale ona nie mogła się o tym dowiedzieć.
<Vivi?>
Od Eizo c.d Craven'a
- Kurwa wyprzedziłeś mnie!- uśmiechnąłem się on rzucił się na mnie wściekły, chcąc zacząć dusić.- Dobra! Żartowałem!
Ale on nie zareagował tylko dalej na mnie leżał, a zamiast mnie bić czy dusić to zaczął mnie łaskotać. Wybuchnąłem śmiechem i zacząłem mu się wyrywać i łapać oddech.
- Takie sobie żarty robisz?!- krzyknął.- Masz nauczkę mordko!
Podciągnął moją koszulkę do góry i przyłożył usta do mojego brzucha.
- O nie Crav! Nie! Wygrałeś!- wybuchnąłem śmiechem gdy on zaczął mi robić tak zwanego "pierdziuszka". Rodzice zawsze robili tak swoim małym dzieciom by te zaczęły się śmiać. Wyrywałem się i chichotałem tak, że z oczu zaczęły lecieć mi łzy.
- Juuuuż! Zostaw! Nie będę! Wygrałeś!- wykrzyczałem to z trudem między seriami chichotu.
W końcu demon przestał, a ja bezwładnie opadłem na łóżko, ciężko dysząc.
- To była kara, a niedługo będzie następna.- jego spojrzenie stało się drapieżne i położył się na mnie.
Zaczął mnie delikatnie całować po szyi. Moje ręce powędrowały na jego plecy, ale gdy ujrzałem swoją prawą rękę, całą czarną, z drobnymi igłami i pazurami zamiast palców, to przeraziłem się nie na żarty.
- Kurwa!- krzyknąłem i odsunąłem się od Crav'a, łapiąc się za rękę.
- Eizo! Co to?!- demon spojrzał na mnie przerażony.
- To o tym ci chciałem powiedzieć! Tracę nad tym kontrolę! Na początku myślałem, że to przez to, że byłem na ciebie wściekły, ale teraz przecież było mi dobrze!- próbowałem nerwowo zrobić coś ze swoją ręką by wróciła do normy.
[Craven?]
Ale on nie zareagował tylko dalej na mnie leżał, a zamiast mnie bić czy dusić to zaczął mnie łaskotać. Wybuchnąłem śmiechem i zacząłem mu się wyrywać i łapać oddech.
- Takie sobie żarty robisz?!- krzyknął.- Masz nauczkę mordko!
Podciągnął moją koszulkę do góry i przyłożył usta do mojego brzucha.
- O nie Crav! Nie! Wygrałeś!- wybuchnąłem śmiechem gdy on zaczął mi robić tak zwanego "pierdziuszka". Rodzice zawsze robili tak swoim małym dzieciom by te zaczęły się śmiać. Wyrywałem się i chichotałem tak, że z oczu zaczęły lecieć mi łzy.
- Juuuuż! Zostaw! Nie będę! Wygrałeś!- wykrzyczałem to z trudem między seriami chichotu.
W końcu demon przestał, a ja bezwładnie opadłem na łóżko, ciężko dysząc.
- To była kara, a niedługo będzie następna.- jego spojrzenie stało się drapieżne i położył się na mnie.
Zaczął mnie delikatnie całować po szyi. Moje ręce powędrowały na jego plecy, ale gdy ujrzałem swoją prawą rękę, całą czarną, z drobnymi igłami i pazurami zamiast palców, to przeraziłem się nie na żarty.
- Kurwa!- krzyknąłem i odsunąłem się od Crav'a, łapiąc się za rękę.
- Eizo! Co to?!- demon spojrzał na mnie przerażony.
- To o tym ci chciałem powiedzieć! Tracę nad tym kontrolę! Na początku myślałem, że to przez to, że byłem na ciebie wściekły, ale teraz przecież było mi dobrze!- próbowałem nerwowo zrobić coś ze swoją ręką by wróciła do normy.
[Craven?]
Od Craven'a c.d Ezio
-No dobra.- poszliśmy do mojego pokoju, wyciągnąłem jakieś słodycze. Usiadłem na łóżku, Eizo był dość poważny.
-To co musisz mi powiedzieć?- zapytałem, on usiadł koło mnie i wziął jeden cukierek. Cieszyłem się że Jera sobie poszedł na miasto przynajmniej będę miał święty spokój przez jakiś czas.
-Crav..- ja mu przerwałem.
-Tylko nie waż mi się zrywać ze mną! Bo cię kurwa zajebię na miejscu!- warknąłem i spojrzałem na niego ostro. On się lekko uśmiechnął.
<Eizo?>
-To co musisz mi powiedzieć?- zapytałem, on usiadł koło mnie i wziął jeden cukierek. Cieszyłem się że Jera sobie poszedł na miasto przynajmniej będę miał święty spokój przez jakiś czas.
-Crav..- ja mu przerwałem.
-Tylko nie waż mi się zrywać ze mną! Bo cię kurwa zajebię na miejscu!- warknąłem i spojrzałem na niego ostro. On się lekko uśmiechnął.
<Eizo?>
Od Eizo c.d Craven'a
- Po pierwsze zrób coś z tym głupkiem by nie nazywał mnie brzydalem bo obije mu gębę, tak, że nie go nie poznasz.- spojrzałem gniewnie w stronę odchodzącego demona.
- Obiecuję.- zaczął się śmiać i otworzył boks bym wprowadził do niego konia.- Dla jego bezpieczeństwa.
- No to cudownie.- uśmiechnąłem się i przewiesiłem siodło przez ściankę boksu. Potem wszedłem stamtąd i zamknąłem boks.
- To co będziemy robić?- Crav zamruczał mi do ucha, przytulając od tyłu.
- Może zjemy coś słodkiego?- zachichotałem na samą myśl.- Tak wiesz... Razem.
- Kusząca propozycja. Masz jeszcze jakieś życzenia?
Demon złapał mnie za rękę i powoli ruszyliśmy do akademii. Wyglądaliśmy jak para nastolatków zakochanych w sobie, a jeszcze półtorej godziny temu go nienawidziłem.
- Chcę żebyś odpoczął i muszę ci coś powiedzieć jak będziemy w pokoju.
[Crav?]
- Obiecuję.- zaczął się śmiać i otworzył boks bym wprowadził do niego konia.- Dla jego bezpieczeństwa.
- No to cudownie.- uśmiechnąłem się i przewiesiłem siodło przez ściankę boksu. Potem wszedłem stamtąd i zamknąłem boks.
- To co będziemy robić?- Crav zamruczał mi do ucha, przytulając od tyłu.
- Może zjemy coś słodkiego?- zachichotałem na samą myśl.- Tak wiesz... Razem.
- Kusząca propozycja. Masz jeszcze jakieś życzenia?
Demon złapał mnie za rękę i powoli ruszyliśmy do akademii. Wyglądaliśmy jak para nastolatków zakochanych w sobie, a jeszcze półtorej godziny temu go nienawidziłem.
- Chcę żebyś odpoczął i muszę ci coś powiedzieć jak będziemy w pokoju.
[Crav?]
Od Jery
Zostawiłem
ich samych, niech gruchają sobie gołąbeczki albo raczej rucha...Dobra
muszę się czasem powstrzymywać. Poszedłem do miasta się zabawić,
wylądowałem w paru klubach i spotkałem znajomych. Potem wróciłem do
akademii. Jakoś nie widziałem żadnych fajnych foczek. Crav ma faceta, ja
też parę razy miałem ale wolę laski. Poszedłem do pokoju po gitarę i
poszedłem sobie na dwór pod fajny, duży dąb. I zaczęłam sobie śpiewać,
jedną z moich ulubionych kawałków.
Nagle przede mną stanęła jakaś laska, uśmiechnąłem się do niej. -Siema mała. Zgubiłaś się?- wyszczerzyłem się, naprawdę była mała. <Jakaś dziewczyna?> |
Od Craven'a c.d Eizo
Pocałowałem go, na całe szczęście wszystko jest dobrze...no cóż pozostał tylko Jera.
-Mam nadzieję że nie będziesz zazdrosny o Jere? To mój przyjaciel, traktujemy się jak bracia.- spojrzałem na niego.
-Dobra, ale nie będzie cię podrywał?- zapytał, ja jedynie się zaśmiałem.
-Coś ty, on jedynie mnie wkurza. Menda jedna!- wróciliśmy do akademii, Jera podbiegł do nas.
-Pogodziłeś się wreszcie z brzydalem. To fajnie Crav.- przytulił się do mnie.
-A skąd ci się wzięło na te czułości.- odkleiłem się od niego.
-Dawno się nie widzieliśmy stary. Dobra ja lecę na miasto.- machnął ręką i poszedł sobie.
-To co chcesz robić?- spojrzałem na Eizo.
<Eizo?>
-Mam nadzieję że nie będziesz zazdrosny o Jere? To mój przyjaciel, traktujemy się jak bracia.- spojrzałem na niego.
-Dobra, ale nie będzie cię podrywał?- zapytał, ja jedynie się zaśmiałem.
-Coś ty, on jedynie mnie wkurza. Menda jedna!- wróciliśmy do akademii, Jera podbiegł do nas.
-Pogodziłeś się wreszcie z brzydalem. To fajnie Crav.- przytulił się do mnie.
-A skąd ci się wzięło na te czułości.- odkleiłem się od niego.
-Dawno się nie widzieliśmy stary. Dobra ja lecę na miasto.- machnął ręką i poszedł sobie.
-To co chcesz robić?- spojrzałem na Eizo.
<Eizo?>
Od Eizo c.d Craven'a
Gdy na początku go zobaczyłem to myślałem, że go zabiję, ale gdy mnie przytulił i zaczął płakać... To do niego nie podobne, Crav nigdy nie płakał.
- Eizo... Kocham cię.- wyszeptał i pocałował mnie w czubek głowy.
Nadal byłem wtulony w jego tors i podobało mi się, moja złość momentalnie minęła, chciałem by było już tak zawsze.
Jednak muszę się upewnić czy nie kłamie.
Odsunąłem się od niego i spojrzałem w załzawione oczy, nie zmieniałem swojego wyrazu twarzy.
- Craven... Przestań płakać. Wyglądasz jak sierota.
- I tak się czuję.- uśmiechnął się lekko i wytarł łzy rękawem.- Nie rób mi tego, proszę.
Dotknąłem delikatnie dłonią jego policzka i moje oczy zabłysły na czerwono. Momentalnie zobaczyłem wszystko co się wtedy tam wydarzyło. On go czymś naćpała i porwała, a on starał się mnie odzyskać.
Odsunąłem dłoń i spojrzałem mu w oczy, były napuchnięte i czerwone od łez.
- Widzę, że już lepiej się czujesz...- szepnąłem.
Przyłożyłem dłonie do jego oczu i przesunąłem je delikatnie w dół. Czerwone ślady po płakaniu zniknęły.
-Przepraszam, że ci nie uwierzyłem.- przytuliłem się do niego i zaciągnąłem jego zapachem.- Też cię kocham.
[Crav?]
- Eizo... Kocham cię.- wyszeptał i pocałował mnie w czubek głowy.
Nadal byłem wtulony w jego tors i podobało mi się, moja złość momentalnie minęła, chciałem by było już tak zawsze.
Jednak muszę się upewnić czy nie kłamie.
Odsunąłem się od niego i spojrzałem w załzawione oczy, nie zmieniałem swojego wyrazu twarzy.
- Craven... Przestań płakać. Wyglądasz jak sierota.
- I tak się czuję.- uśmiechnął się lekko i wytarł łzy rękawem.- Nie rób mi tego, proszę.
Dotknąłem delikatnie dłonią jego policzka i moje oczy zabłysły na czerwono. Momentalnie zobaczyłem wszystko co się wtedy tam wydarzyło. On go czymś naćpała i porwała, a on starał się mnie odzyskać.
Odsunąłem dłoń i spojrzałem mu w oczy, były napuchnięte i czerwone od łez.
- Widzę, że już lepiej się czujesz...- szepnąłem.
Przyłożyłem dłonie do jego oczu i przesunąłem je delikatnie w dół. Czerwone ślady po płakaniu zniknęły.
-Przepraszam, że ci nie uwierzyłem.- przytuliłem się do niego i zaciągnąłem jego zapachem.- Też cię kocham.
[Crav?]
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Od Craven'a c.d Eizo
Gdy się obudziłem, od razu wypiłem wodę która stała na szafce. Od razu
poczułem się lepiej, wyszedłem z pokoju i pobiegłem do Eizo. Jednak go
tam nie było, szukałem go po całej akademii jednak na próżno. Na dworze
Jera powiedział mi że pojechał koniem do lasu. Skupiłem się i użyłem
swojej mocy by go znaleźć. Musiałem z nim pogadać i wszystko wytłumaczyć.
Wreszcie go ujrzałem stał przy koniu.
-Eizo!- podszedłem do niego, jednak on od razu mnie odrzucił.
-Słuchaj! Ona mnie porwała i naćpała czymś bym nie mógł uciec! Jera mnie uratował od tej wariatki...- chwyciłem go.
-Ja naprawdę cię kocham i nie chce stracić! Błagam nie rób tego...- zacząłem ryczeć.
-Eizo! Proszę cię!- przytuliłem go mocno do siebie.
-Przez ciebie rycze jak idiota!
<Eizo?>
-Eizo!- podszedłem do niego, jednak on od razu mnie odrzucił.
-Słuchaj! Ona mnie porwała i naćpała czymś bym nie mógł uciec! Jera mnie uratował od tej wariatki...- chwyciłem go.
-Ja naprawdę cię kocham i nie chce stracić! Błagam nie rób tego...- zacząłem ryczeć.
-Eizo! Proszę cię!- przytuliłem go mocno do siebie.
-Przez ciebie rycze jak idiota!
<Eizo?>
Od Eizo c.d Jery
Po wyjściu tego gostka, starałem się uspokoić. Nie mogę tracić nad sobą kontroli. Przy nikim, bo może się skończyć o wiele gorzej.
Potem szybko poszedłem do Craven'a spał słodko, słyszałem jak jego serce nierówno pracuje. Pewnie się czegoś naćpał z tą laską, żeby im weselej było. Może i byłem na niego wściekły, ale nadal się o niego martwiłem i przejmowałem się nim.
Cicho do niego podszedłem, by się nie obudził i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Fajnie było gdy byliśmy razem, gnido.- uśmiechnąłem się lekko i wziąłem szklankę wody.- A żyj sobie dalej i wyrywaj panienki.- stuknąłem szklankę i woda w niej najpierw zaświeciła na niebiesko, a potem znów przybrała swój naturalny kolor.
To powinno polepszyć jego stan, na pewno będzie się po ty lepiej czuł.
Odstawiłem szklankę na miejsce i wyszedłem z pokoju. Ruszyłem w stronę wyjścia z akademii.
Na dziedzińcu spotkałem Chitose i zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy o jakiś błahostkach. Poprawiło mi to humor i rozluźniłem się, a moja ręka wróciła do normy. Pośmialiśmy się chwilę i ruszyłem dalej. Dziewczyna była na prawdę bardzo fajna i miła, traktowałem ją jak przyjaciółkę, której mogę się wygadać i która mi powie, że po prostu niedługo będzie lepiej.
Poszedłem do stajni i wyprowadziłem z boksu czarnego ogiera. Piękny, koń, a ja miałem ochotę pojeździć, do późnej nocy.
Osiodłałem go, wsiadłem i od razu ruszyłem kłusem do lasu.
Cały czas miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
[Jery? Crav, śpisz tam?]
Potem szybko poszedłem do Craven'a spał słodko, słyszałem jak jego serce nierówno pracuje. Pewnie się czegoś naćpał z tą laską, żeby im weselej było. Może i byłem na niego wściekły, ale nadal się o niego martwiłem i przejmowałem się nim.
Cicho do niego podszedłem, by się nie obudził i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Fajnie było gdy byliśmy razem, gnido.- uśmiechnąłem się lekko i wziąłem szklankę wody.- A żyj sobie dalej i wyrywaj panienki.- stuknąłem szklankę i woda w niej najpierw zaświeciła na niebiesko, a potem znów przybrała swój naturalny kolor.
To powinno polepszyć jego stan, na pewno będzie się po ty lepiej czuł.
Odstawiłem szklankę na miejsce i wyszedłem z pokoju. Ruszyłem w stronę wyjścia z akademii.
Na dziedzińcu spotkałem Chitose i zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy o jakiś błahostkach. Poprawiło mi to humor i rozluźniłem się, a moja ręka wróciła do normy. Pośmialiśmy się chwilę i ruszyłem dalej. Dziewczyna była na prawdę bardzo fajna i miła, traktowałem ją jak przyjaciółkę, której mogę się wygadać i która mi powie, że po prostu niedługo będzie lepiej.
Poszedłem do stajni i wyprowadziłem z boksu czarnego ogiera. Piękny, koń, a ja miałem ochotę pojeździć, do późnej nocy.
Osiodłałem go, wsiadłem i od razu ruszyłem kłusem do lasu.
Cały czas miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
[Jery? Crav, śpisz tam?]
Od Jery c.d Eizo
Spojrzałem na niego ostro, myśli że się boję? Że jestem słaby? Chwyciłem
go za rękę i mu ją wykręciłem tak że automatycznie mnie puścił.
-Jestem trochę aniołem.- warknąłem. Powoli zaczynał mnie wkurzać ten gość. Poprawiłem włosy i chrząknąłem.
-Rób co chcesz, ja w każdej chwili mogę mu kogoś znaleźć...śmiertelnicy są naprawdę debilami.- machnąłem obojętnie ręką i sobie poszedłem sprawdzić co z Crav'em. Spał i odpoczywał nie dziwię się po takiej mocnej dawce nie będzie mógł się pozbierać przez długi czas. Poszedłem do swojego nowego pokoju by pograć trochę na gitarze. Nie mam zamiaru gadać z tym rozhisteryzowanym bachorem. Jestem ciekawy czy w ogóle się przejął ciężkim stanem Crav'a. Nadal jestem w szoku że jego serce to przeżyło. Po godzinie wyszedłem na spacer i by zapalić.
-Stresujące to wszystko.- westchnąłem głęboko na dworze. Kątem oka zauważyłem tego całego Eizo, gadał z jakąś laską. Pewnie szuka pocieszenia, gnida jedna!
<Eizo?>
-Jestem trochę aniołem.- warknąłem. Powoli zaczynał mnie wkurzać ten gość. Poprawiłem włosy i chrząknąłem.
-Rób co chcesz, ja w każdej chwili mogę mu kogoś znaleźć...śmiertelnicy są naprawdę debilami.- machnąłem obojętnie ręką i sobie poszedłem sprawdzić co z Crav'em. Spał i odpoczywał nie dziwię się po takiej mocnej dawce nie będzie mógł się pozbierać przez długi czas. Poszedłem do swojego nowego pokoju by pograć trochę na gitarze. Nie mam zamiaru gadać z tym rozhisteryzowanym bachorem. Jestem ciekawy czy w ogóle się przejął ciężkim stanem Crav'a. Nadal jestem w szoku że jego serce to przeżyło. Po godzinie wyszedłem na spacer i by zapalić.
-Stresujące to wszystko.- westchnąłem głęboko na dworze. Kątem oka zauważyłem tego całego Eizo, gadał z jakąś laską. Pewnie szuka pocieszenia, gnida jedna!
<Eizo?>
Od Eizo c.d Jery
- Wyjdź stąd.- warknąłem i trzymałem się mocno za rękę. Ten gościu mi nie pomagał się uspokoić.- Myślisz, że ci uwierzę?! Jesteście demonami! Umiecie dobrze kłamać! I nie nazywaj mnie brzydalem, bo sam piękny nie jesteś.
- Wybacz mu, on cię kocha.- zaczął sobie oglądać sobie moje rzeczy, które leżały na biurku.- I nie kłamie.
- Spieprzaj stąd! Nie chce go widzieć! Ciebie też!- krzyknąłem . Ale ten dupek mnie nie słuchał. Musiałem się uspokoić i to jak najszybciej bo może być źle. Całą rękę miałem już czarną, z drobnymi kolcami, a palce to były długie pazury.
- Eizo, pogadaj z nim.- spojrzał mi w oczy.
Zaśmiałem się i naprawiłem drzwi zaklęciem.
- I ty sobie myślisz, że mu wybaczę? Chyba sobie żarty robisz. Wiesz, co? Siedź tu sobie, ja wychodzę, oboje jesteście gówno warci.
Ruszyłem w stronę drzwi, ale ten czubek znów mnie zatrzymał kładąc mi dłoń na ramieniu. Szybko się odwróciłem i złapałem go tą czarną ręką za szyję.
W sumie to dlaczego nie mogę użyć troszkę więcej swojej mocy?
- Mówiłem ci byś mnie nie dotykał.- podniosłem go do góry i mocno zakleszczyłem pazury na jego szyi.
Moje oczy rozbłysły na czerwono.
[Jera? Crav?]
- Wybacz mu, on cię kocha.- zaczął sobie oglądać sobie moje rzeczy, które leżały na biurku.- I nie kłamie.
- Spieprzaj stąd! Nie chce go widzieć! Ciebie też!- krzyknąłem . Ale ten dupek mnie nie słuchał. Musiałem się uspokoić i to jak najszybciej bo może być źle. Całą rękę miałem już czarną, z drobnymi kolcami, a palce to były długie pazury.
- Eizo, pogadaj z nim.- spojrzał mi w oczy.
Zaśmiałem się i naprawiłem drzwi zaklęciem.
- I ty sobie myślisz, że mu wybaczę? Chyba sobie żarty robisz. Wiesz, co? Siedź tu sobie, ja wychodzę, oboje jesteście gówno warci.
Ruszyłem w stronę drzwi, ale ten czubek znów mnie zatrzymał kładąc mi dłoń na ramieniu. Szybko się odwróciłem i złapałem go tą czarną ręką za szyję.
W sumie to dlaczego nie mogę użyć troszkę więcej swojej mocy?
- Mówiłem ci byś mnie nie dotykał.- podniosłem go do góry i mocno zakleszczyłem pazury na jego szyi.
Moje oczy rozbłysły na czerwono.
[Jera? Crav?]
Od Jery c.d Eizo
Spojrzałem na wściekłą twarz Crav'a. No cóż nie dziwię mu się, wiem że
on go naprawdę kocha...Dziwak jest z tego Eizo zamiast posłuchać on
zamyka przed nami drzwi.
-Stary wracaj do pokoju, nadal te świństwo działa co ci a szmata podała!- on załamany wrócił do swojego pokoju. Taki nasz już los, jak się prześpimy z wariatką to mamy problemy.
-Eizo? Brzydalu otwórz te drzwi.- delikatnie zapukałem. Jednak on mnie zlekceważył, no to się wkurzyłem.
-Jak nie to nie! Wypierdolę te drzwi!- krzyknąłem i z całej siły je kopnąłem, drzwi natychmiast obaliły na ziemię.
-Słuchaj no ty brzydalu jeden!- wparowałem jak szalony i chwyciłem go za szmaty.
-Jestem jego najlepszym kumplem i też bracholem! Jak widzę że ktoś go tak traktuje to mnie krew zalewa! Weź się w garść! On został porwany, ta wariatka coś mu podawała jakieś dragi! A ty tak po protu zamykasz przed nim drzwi? Mam cię ochotę zajebać. On naprawdę cię kocha!- nie wiem dlaczego ale lubiłem wtryniać się w czyjeś problemy.
-Wiesz ile on miał przygód z pięknymi ludźmi? A wybrał ciebie, miłość naprawdę jest ślepa! Wiesz jak szybko wyrzucał swoje zabawki max to były 2 miesiące a ile w jesteście razem? Kurwa opanuj się człowieku.- puściłem go i rozejrzałem się po pokoju.
<Eizo?>
-Stary wracaj do pokoju, nadal te świństwo działa co ci a szmata podała!- on załamany wrócił do swojego pokoju. Taki nasz już los, jak się prześpimy z wariatką to mamy problemy.
-Eizo? Brzydalu otwórz te drzwi.- delikatnie zapukałem. Jednak on mnie zlekceważył, no to się wkurzyłem.
-Jak nie to nie! Wypierdolę te drzwi!- krzyknąłem i z całej siły je kopnąłem, drzwi natychmiast obaliły na ziemię.
-Słuchaj no ty brzydalu jeden!- wparowałem jak szalony i chwyciłem go za szmaty.
-Jestem jego najlepszym kumplem i też bracholem! Jak widzę że ktoś go tak traktuje to mnie krew zalewa! Weź się w garść! On został porwany, ta wariatka coś mu podawała jakieś dragi! A ty tak po protu zamykasz przed nim drzwi? Mam cię ochotę zajebać. On naprawdę cię kocha!- nie wiem dlaczego ale lubiłem wtryniać się w czyjeś problemy.
-Wiesz ile on miał przygód z pięknymi ludźmi? A wybrał ciebie, miłość naprawdę jest ślepa! Wiesz jak szybko wyrzucał swoje zabawki max to były 2 miesiące a ile w jesteście razem? Kurwa opanuj się człowieku.- puściłem go i rozejrzałem się po pokoju.
<Eizo?>
Od Eizo c.d Craven'a
Nawet nie chce mi się o tym wszystkim opowiadać. Zostawił mnie samego na tej plaży. Ta... To było do przewidzenia, przecież to demon. Wypłakałem się i wróciłem do akademii, bo po co niby miałem siedzieć w tej willi.
Powoli dochodziłem do siebie, pomoagał mi w tym trochę Chitose, często rozmawialiśmy i umiała sprawić, że chociaż przez chwilę, zapominałem o demonie, którego nawiasem mówiąc dalej kocham. Ale przez to to wszystko bardziej boli.
Pewnego dnia się jednak zjawił z jakim niebieskowłosym gościem. Zdziwiłem się nieco, ale też wkurwiłem jak nie wiem. Miałem wrażenie, że zaraz go zabiję! Zostawił mnie i ma jeszcze czelność tu przychodzić!
Oczy mi zabłysły na czerwono, a na moją rękę zaczął wlatywać ciemny dymek. Coraz częściej mi się to zdarzało, moja moc chciała się uwolnić i zaczynała od ręki by zaraz potem opanować całe moje ciało. Starałem się jednak z całych sił do tego nie dopuścić.
- Siemaneczko brzydalu, jestem Jera i przyniosłem ci braciszka.- uśmiechnął się ten drugi demon.
- To sobie go zabierz.- mruknąłem i cofnąłem się by zamknąć drzwi.- Nie chcę was widzieć.
Już miałem zamknąć drzwi, ale Crav zablokował je stopą, potem złapał mnie za nadgarstek.
- Eizo daj mi...- zaczął.
Gdy mnie dotknął to dostałem gęsiej skórki, zatęskniłem za nim i chciałem by mnie przytulił, ale z drugiej strony byłym tak na niego zły, że robiło mi się nie dobrze. Zostawił mnie już drugi raz, nie dostanie kolejnej szansy.
- Nie dotykaj mnie!- krzyknąłem i oba demony z impetem uderzyły o równoległą ścianę.- Idź do swojej Izy!
Poczułem, że czarny dymek dotarł do mojego łokcia. Moja dłoń zrobiła się czarna, a palce zmieniły się w pazury. Schowałem szybko rękę za plecami i wycofałem się do pokoju. Drzwi same się zamknęły i zamek też sam się przekręcił. Muszę się uspokoić, by zapanować nad tą cholerną magią. Nie pomagał mi w tym Craven i jego obecność.
Do oczu napłynęły mi łzy, ale szybko je wytarłem, nie będę płakał. Już zbyt długo to robiłem.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na swoją rękę, była już prawie cała czarna. Nie mogę do tego dopuścić, nie mogę uwolnić swojej mocy i stracić kontroli.
Starałem się uspokoić i zaczęło działać.
[Crav? Jera?]
Powoli dochodziłem do siebie, pomoagał mi w tym trochę Chitose, często rozmawialiśmy i umiała sprawić, że chociaż przez chwilę, zapominałem o demonie, którego nawiasem mówiąc dalej kocham. Ale przez to to wszystko bardziej boli.
Pewnego dnia się jednak zjawił z jakim niebieskowłosym gościem. Zdziwiłem się nieco, ale też wkurwiłem jak nie wiem. Miałem wrażenie, że zaraz go zabiję! Zostawił mnie i ma jeszcze czelność tu przychodzić!
Oczy mi zabłysły na czerwono, a na moją rękę zaczął wlatywać ciemny dymek. Coraz częściej mi się to zdarzało, moja moc chciała się uwolnić i zaczynała od ręki by zaraz potem opanować całe moje ciało. Starałem się jednak z całych sił do tego nie dopuścić.
- Siemaneczko brzydalu, jestem Jera i przyniosłem ci braciszka.- uśmiechnął się ten drugi demon.
- To sobie go zabierz.- mruknąłem i cofnąłem się by zamknąć drzwi.- Nie chcę was widzieć.
Już miałem zamknąć drzwi, ale Crav zablokował je stopą, potem złapał mnie za nadgarstek.
- Eizo daj mi...- zaczął.
Gdy mnie dotknął to dostałem gęsiej skórki, zatęskniłem za nim i chciałem by mnie przytulił, ale z drugiej strony byłym tak na niego zły, że robiło mi się nie dobrze. Zostawił mnie już drugi raz, nie dostanie kolejnej szansy.
- Nie dotykaj mnie!- krzyknąłem i oba demony z impetem uderzyły o równoległą ścianę.- Idź do swojej Izy!
Poczułem, że czarny dymek dotarł do mojego łokcia. Moja dłoń zrobiła się czarna, a palce zmieniły się w pazury. Schowałem szybko rękę za plecami i wycofałem się do pokoju. Drzwi same się zamknęły i zamek też sam się przekręcił. Muszę się uspokoić, by zapanować nad tą cholerną magią. Nie pomagał mi w tym Craven i jego obecność.
Do oczu napłynęły mi łzy, ale szybko je wytarłem, nie będę płakał. Już zbyt długo to robiłem.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na swoją rękę, była już prawie cała czarna. Nie mogę do tego dopuścić, nie mogę uwolnić swojej mocy i stracić kontroli.
Starałem się uspokoić i zaczęło działać.
[Crav? Jera?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Spokojnie ja to załatwię, dobra ale tylko na chwilę.- spojrzałem na
dziewczynę. Ona się ucieszyła i razem poszliśmy do baru. Zamówiłem dwa
drinki.
-Dobra czego chcesz?- wziąłem łyka. Ona się szeroko uśmiechnęła, powoli widziałem podwójnie a oczy mi się zamykały, kurwa coś mi dodała do drinka.
-Ciebie.- powiedziała i odleciałem. Obudziłem się związany na łóżku, nie mogłem się ruszać...
-Cholera głupia baba wypuść mnie! Eizo!- warknąłem. Ona spojrzała na mnie,
-On już raczej jest w akademii spałeś dobre parę dni słodko.- pocałowała mnie na siłę. Ja jedynie próbowałem coś robić, jednak na marne.
-Co mi dałaś szmato?- zapytałem wściekły. Ona jedynie na mnie spojrzała i zaśmiała się głośno.
-Musiałam ci podać dawkę dla wieloryba byś mi nie uciekł, od teraz będziemy żyć długo i szczęśliwie...- jakaś wariatka, dobra w łóżku ale totalnie walnięta na łeb.
-Zamorduję cię suko!- krzyknąłem. Ona jedynie wstała i zaczęła się śmiać.
-I tak nie masz gdzie wracać! Zostawiłeś Eizo samego i zniknąłeś ze mną na zawsze...biedaczek szkoda że nie widziałeś jego rozpłakanej miny gdy na ciebie czekał godzinami na plaży.- wtedy to już nie wytrzymałem. Pewnie myśli że go zostawiłem dla niej a to nie prawda. Nagle drzwi zostały wyważone a do nich wpadł Jera.
-A jednak, ploteczki czasem pokazują się prawdziwe!- od razu się głupio wyszczerzył.
-Debilu co ty tutaj robisz?- wydarła się dziewczyna na niego, Jera, to mój przyjaciel nawet brat.
-Co? Nie nazywaj mnie tak szmato! Twoje psiapsióły wszystko wyśpiewały w łóżku gdy dochodziły.- w ogóle się nie zmienił.
-Przybyłem uratować mego braciszka.- pokazał jej język. Ona chciała go uderzyć jednak Jera zrobił szybki unik i ją poskromił. Chwycił mnie i szybko uciekł.
-Co tam stary? Teraz jedziemy do tej twojej akademii ja też tam zamieszkam.- myślałem że jebne. No cóż w akademii Jera pomógł mi dojść do pokoju Eizo, zapukałem a gdy chłopak mnie zobaczył powiększyły mu się oczy.
-Siemaneczko brzydalu, jestem Jera i przyniosłem ci braciszka.- od razu wystrzelił.
<Eizo xD>
-Dobra czego chcesz?- wziąłem łyka. Ona się szeroko uśmiechnęła, powoli widziałem podwójnie a oczy mi się zamykały, kurwa coś mi dodała do drinka.
-Ciebie.- powiedziała i odleciałem. Obudziłem się związany na łóżku, nie mogłem się ruszać...
-Cholera głupia baba wypuść mnie! Eizo!- warknąłem. Ona spojrzała na mnie,
-On już raczej jest w akademii spałeś dobre parę dni słodko.- pocałowała mnie na siłę. Ja jedynie próbowałem coś robić, jednak na marne.
-Co mi dałaś szmato?- zapytałem wściekły. Ona jedynie na mnie spojrzała i zaśmiała się głośno.
-Musiałam ci podać dawkę dla wieloryba byś mi nie uciekł, od teraz będziemy żyć długo i szczęśliwie...- jakaś wariatka, dobra w łóżku ale totalnie walnięta na łeb.
-Zamorduję cię suko!- krzyknąłem. Ona jedynie wstała i zaczęła się śmiać.
-I tak nie masz gdzie wracać! Zostawiłeś Eizo samego i zniknąłeś ze mną na zawsze...biedaczek szkoda że nie widziałeś jego rozpłakanej miny gdy na ciebie czekał godzinami na plaży.- wtedy to już nie wytrzymałem. Pewnie myśli że go zostawiłem dla niej a to nie prawda. Nagle drzwi zostały wyważone a do nich wpadł Jera.
-A jednak, ploteczki czasem pokazują się prawdziwe!- od razu się głupio wyszczerzył.
-Debilu co ty tutaj robisz?- wydarła się dziewczyna na niego, Jera, to mój przyjaciel nawet brat.
-Co? Nie nazywaj mnie tak szmato! Twoje psiapsióły wszystko wyśpiewały w łóżku gdy dochodziły.- w ogóle się nie zmienił.
-Przybyłem uratować mego braciszka.- pokazał jej język. Ona chciała go uderzyć jednak Jera zrobił szybki unik i ją poskromił. Chwycił mnie i szybko uciekł.
-Co tam stary? Teraz jedziemy do tej twojej akademii ja też tam zamieszkam.- myślałem że jebne. No cóż w akademii Jera pomógł mi dojść do pokoju Eizo, zapukałem a gdy chłopak mnie zobaczył powiększyły mu się oczy.
-Siemaneczko brzydalu, jestem Jera i przyniosłem ci braciszka.- od razu wystrzelił.
<Eizo xD>
niedziela, 26 stycznia 2014
Od Mojmiry cd. Kagetory
Grzebałam widelcem w swoim jedzeniu myśląc nad tym wszystkim.
- Mój ojciec bywa.... nerwowy, delikatnie mówiąc. Wolałabym jakoś go przygotować, zanim mu cię przedstawię - dłonie mi drżały.
- Hej, wszystko będzie dobrze - powiedział i ujął moją dłoń.
Uśmiechnęłam się do niego. Miałam nadzieję, że Kage się nie myli i wszystko pójdzie dobrze.
- To co robimy resztę dnia? - zapytał.
- Może najpierw pójdziemy popływać? - zaproponowałam.
Niedawne odwodnienie nadal dawało mi się lekko we znaki, a chciałam być jutro w dobrej kondycji.
<Kage?>
- Mój ojciec bywa.... nerwowy, delikatnie mówiąc. Wolałabym jakoś go przygotować, zanim mu cię przedstawię - dłonie mi drżały.
- Hej, wszystko będzie dobrze - powiedział i ujął moją dłoń.
Uśmiechnęłam się do niego. Miałam nadzieję, że Kage się nie myli i wszystko pójdzie dobrze.
- To co robimy resztę dnia? - zapytał.
- Może najpierw pójdziemy popływać? - zaproponowałam.
Niedawne odwodnienie nadal dawało mi się lekko we znaki, a chciałam być jutro w dobrej kondycji.
<Kage?>
Od Kagetory cd Mojmiry
Delikatnie przerzuciłem jedną nogę ukochanej na drugą stronę, tak że teraz siedziała na mnie rozkrokiem.
- Mam pewną propozycję... - powiedziałem i włożyłem jej ręce pod koszulkę na jej kształtne biodra. Przysunąłem się do niej i delikatnie musnąłem jej usta swoimi. Syrenka od razu przejęła kontrolę. Nie zwlekając za długo złapała moją twarz w swoje dłonie i zaczęła mnie namiętnie całować. Chętnie odwzajemniałem jej pocałunki, a moje ręce błądziły po jej plecach i pośladkach. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy minęło 30 minut. dzwonek piekarnika powiadomił nas, że jedzenie już gotowe. Mira przyszykowała wszystko i zaczęliśmy jeść.
- Naprawdę dobre... - powiedziałem do niej z podziwem.
- Dziękuje. - Uśmiechnęła się do mnie jednak po chwili jej radość zniknęła. Domyśliłem się dlaczego.
- Myślisz o rodzicach, tak? Masz jakiś plan, jak ich przywitać? - zapytałem. - Może ukryjemy przed nimi parę rzeczy?
<Mira?>
- Mam pewną propozycję... - powiedziałem i włożyłem jej ręce pod koszulkę na jej kształtne biodra. Przysunąłem się do niej i delikatnie musnąłem jej usta swoimi. Syrenka od razu przejęła kontrolę. Nie zwlekając za długo złapała moją twarz w swoje dłonie i zaczęła mnie namiętnie całować. Chętnie odwzajemniałem jej pocałunki, a moje ręce błądziły po jej plecach i pośladkach. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy minęło 30 minut. dzwonek piekarnika powiadomił nas, że jedzenie już gotowe. Mira przyszykowała wszystko i zaczęliśmy jeść.
- Naprawdę dobre... - powiedziałem do niej z podziwem.
- Dziękuje. - Uśmiechnęła się do mnie jednak po chwili jej radość zniknęła. Domyśliłem się dlaczego.
- Myślisz o rodzicach, tak? Masz jakiś plan, jak ich przywitać? - zapytałem. - Może ukryjemy przed nimi parę rzeczy?
<Mira?>
Od Vivi cd. Chitose
Pokręciłam w niedowierzaniu głową. Ta dziewczyna była naprawdę szurnięta... A to, że mówi to ktoś równie pogięty jak ja o czymś świadczyło.
- Masz jakiekolwiek doświadczenie w tej dziedzinie?
- To znaczy? - zapytała.
- Wymieniałaś z kimś ślinę, macał cię ktoś?
Dziewczyna przekręciła przecząco głową. Czyli dziewica kompletna. Będzie gorzej niż myślałam.
- Posłuchaj jak zaczniesz płonąć rumieńcem i zapowietrzać się w jego obecności, to wszystko szlag trafi. Takie akcje bardzo łatwo eliminują wszelkie iskrzenie, a biorąc pod uwagę to, że twój niedoszły kochaś prowadza się z demonem, to nie jest amatorem delikatesików. Znając życie to on robi za tego słabego i uległego, więc potrzebuje kogoś kto przy nim pomajstruje.
- Więc co mam zrobić? - zapytała błagalnie.
- Musisz przestać być taką cnotką - wyjaśniłam. - Rozbieraj się - zarządałam stanowczo.
- C...Co!? - zapytała.
- To co słyszałaś. Ściągaj ciuchy. Musisz przestać się wstydzić własnego ciała, zaczniesz od mojej osoby. Jak naga będziesz czuła się przy mnie swobodnie, to założenie bluzki z dekoltem przestanie być dla ciebie szczytem perwersji.
Dziewczyna popatrzyła na mnie niepewnie, ale drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać sobie bluzkę.
- O mamusiu! - mruknęłam. - Mam ci pomóc?
- N....nie... - wyszeptała.
Za cicho jak dla mnie, żebym usłuchała. Podeszłam do niej i rozpięłam szybko jej bluzkę. Po czym zdjęłam ją z niej. Chitose odruchowo zasłoniła dłońmi biust, choć nagi przecież nie był, miała jeszcze biustonosz.
- Nie masz się czego wstydzić. Jestem kobietą jak, ty i mogą się gapić na swoje cycki ile wlezie, twoje na mnie wrażenia nie robię - powiedziałam i szybkim ruchem zdjęłam bluzkę.
- Widzisz? - powiedziałam rozkładając ręce. - To nie boli. Kawałek odkrytego ciała, nic więcej. Choć facetów kręci jak cholera.
<Chitose?>
- Masz jakiekolwiek doświadczenie w tej dziedzinie?
- To znaczy? - zapytała.
- Wymieniałaś z kimś ślinę, macał cię ktoś?
Dziewczyna przekręciła przecząco głową. Czyli dziewica kompletna. Będzie gorzej niż myślałam.
- Posłuchaj jak zaczniesz płonąć rumieńcem i zapowietrzać się w jego obecności, to wszystko szlag trafi. Takie akcje bardzo łatwo eliminują wszelkie iskrzenie, a biorąc pod uwagę to, że twój niedoszły kochaś prowadza się z demonem, to nie jest amatorem delikatesików. Znając życie to on robi za tego słabego i uległego, więc potrzebuje kogoś kto przy nim pomajstruje.
- Więc co mam zrobić? - zapytała błagalnie.
- Musisz przestać być taką cnotką - wyjaśniłam. - Rozbieraj się - zarządałam stanowczo.
- C...Co!? - zapytała.
- To co słyszałaś. Ściągaj ciuchy. Musisz przestać się wstydzić własnego ciała, zaczniesz od mojej osoby. Jak naga będziesz czuła się przy mnie swobodnie, to założenie bluzki z dekoltem przestanie być dla ciebie szczytem perwersji.
Dziewczyna popatrzyła na mnie niepewnie, ale drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać sobie bluzkę.
- O mamusiu! - mruknęłam. - Mam ci pomóc?
- N....nie... - wyszeptała.
Za cicho jak dla mnie, żebym usłuchała. Podeszłam do niej i rozpięłam szybko jej bluzkę. Po czym zdjęłam ją z niej. Chitose odruchowo zasłoniła dłońmi biust, choć nagi przecież nie był, miała jeszcze biustonosz.
- Nie masz się czego wstydzić. Jestem kobietą jak, ty i mogą się gapić na swoje cycki ile wlezie, twoje na mnie wrażenia nie robię - powiedziałam i szybkim ruchem zdjęłam bluzkę.
- Widzisz? - powiedziałam rozkładając ręce. - To nie boli. Kawałek odkrytego ciała, nic więcej. Choć facetów kręci jak cholera.
<Chitose?>
Od Eizo c.d Craven'a
Gdy ujrzałem tą babę to od razu zaczęło się we mnie gotować i miałem ogromną ochotę jej coś zrobić. Czułem jak moja moc próbuje się wydostać i zacząć działać, ale skutecznie ją powstrzymywałem. Ta Iza znów coś zaczęła piszczeć:
- Ale Cravuś to zajmie tylko chwilkę!
- Spieprzaj pókim dobry.- demon warknął i odwrócił się do mnie.- Przepraszam cię Eizo.
- Ależ nic nie szkodzi.- mruknąłem, nie mogłem powstrzymać tego, że moje oczy zaczęły świecić na czerwono.- Ale jak ona zaraz stąd nie pójdzie to wypruje, jej flaki.
Chłopak zaczął się śmiać, a dziewczyna nadal nie odpuszczała. Mój wyraz twarzy stał się jeszcze straszniejszy i gdybym mógł zabijać wzrokiem to by połowa plaży była martwa. A nie... Przepraszam... Ja potrafię zabijać wzrokiem.
- Crav zrób z nią coś bo zaraz tutaj będzie nieprzyjemnie.- warknąłem, a moją dłoń zaczął oplatać ciemny dymek. Strzepnąłem go jednak szybko. Nie mogę stracić kontroli nad swoją mocą.
[Crav?]
- Ale Cravuś to zajmie tylko chwilkę!
- Spieprzaj pókim dobry.- demon warknął i odwrócił się do mnie.- Przepraszam cię Eizo.
- Ależ nic nie szkodzi.- mruknąłem, nie mogłem powstrzymać tego, że moje oczy zaczęły świecić na czerwono.- Ale jak ona zaraz stąd nie pójdzie to wypruje, jej flaki.
Chłopak zaczął się śmiać, a dziewczyna nadal nie odpuszczała. Mój wyraz twarzy stał się jeszcze straszniejszy i gdybym mógł zabijać wzrokiem to by połowa plaży była martwa. A nie... Przepraszam... Ja potrafię zabijać wzrokiem.
- Crav zrób z nią coś bo zaraz tutaj będzie nieprzyjemnie.- warknąłem, a moją dłoń zaczął oplatać ciemny dymek. Strzepnąłem go jednak szybko. Nie mogę stracić kontroli nad swoją mocą.
[Crav?]
Chitose cd Vivi
- W takim razie chodźmy do mojego pokoju... - wyszeptałam i poszłam w stronę akademii. Kiedy byłyśmy już w środku, przeszłyśmy cicho koło kuchni. Na szczęście Kagetora, który tam przebywał był za bardzo zajęty obściskiwaniem się z Mojmirą, aby cokolwiek zauważyć. Cholerni szczęściarze... u mnie zawsze jest coś nie tak z tą miłością. Albo jest nieodwzajemniona... albo i nieodwzajemniona i dany osobnik jest do tego jeszcze zajęty. Normalnie porażka. Wspięłyśmy się po schodach na górę i weszłyśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i odwróciłam się w stronę sferotkniętej.
- Rób co chcesz... - szepnęłam, a na moją twarz wpłynął powoli rumieniec.
- Rób co chcesz... - szepnęłam, a na moją twarz wpłynął powoli rumieniec.
Od Craven'a c.d Eizo
-Dobra chodźmy na plażę.- Eizo się ucieszył i razem się przygotowaliśmy.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz od razu się rozebrałem i byłem w samych kąpielówkach. Oczy dziewczyn zatrzymały się na moim dobrze zbudowanym ciele.
-Eizo chodźmy do wody.- zaproponowałem, jednak on patrzył na mnie z wyrzutami.
-Dlaczego jesteś taki boski?- mruknął, ja jedynie go mocno przytuliłem i zawlokłem do wody.
-Jestem demonem, który dba o siebie.- cmoknąłem go w nos.
-Nie umiem pływać.- jęknął i się do mnie przytulił.
Siedzieliśmy w wodzie a potem przenieśliśmy się na piasek.
-Hej Cravuś!- pobiegła do mnie ta suka Iza.
-Czego chcesz?- spojrzałem na nią.
-Chciałam cię prosić o prywatną rozmowę.- zaproponowała.
-Spadaj, jestem z Eizo, idź do nieba!- warknąłem.
<Eizo>
Gdy wyszliśmy na zewnątrz od razu się rozebrałem i byłem w samych kąpielówkach. Oczy dziewczyn zatrzymały się na moim dobrze zbudowanym ciele.
-Eizo chodźmy do wody.- zaproponowałem, jednak on patrzył na mnie z wyrzutami.
-Dlaczego jesteś taki boski?- mruknął, ja jedynie go mocno przytuliłem i zawlokłem do wody.
-Jestem demonem, który dba o siebie.- cmoknąłem go w nos.
-Nie umiem pływać.- jęknął i się do mnie przytulił.
Siedzieliśmy w wodzie a potem przenieśliśmy się na piasek.
-Hej Cravuś!- pobiegła do mnie ta suka Iza.
-Czego chcesz?- spojrzałem na nią.
-Chciałam cię prosić o prywatną rozmowę.- zaproponowała.
-Spadaj, jestem z Eizo, idź do nieba!- warknąłem.
<Eizo>
Od Eizo c.d Craven'a
- O nie Crav, nie będziemy leżeć i marnować wakacji. Idziemy coś porobić.- zacząłem się wyplątywać z objęć demona, choć było mi bardzo przyjemnie.
- Eizo, masz odpocząć do jasnej cholery, pogorszysz swój stan.
- Żebym doszedł do siebie potrzebuje co najmniej trzech miesięcy, krew się trochę długo uzupełnia, wiesz? Musisz mi pomóc.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na chłopaka. Najpierw był chyba zły, ale potem ustąpił i podniósł się.
- Co mam robić?
- Pomóż mi wstać.- uśmiechnąłem się i wyciągnąłem do niego ręce.- Czuję się jak stary dziadek.
Złapał mnie delikatnie za ręce i pomógł zejść z łóżka. Nogi miałem jak z waty i ledwo chodziłem, do tego kręciło mi się w głowie i ogólnie źle się czułem.
- To nie jest dobry pomysł, wracaj do...
- Nie!- przerwałem mu.- Nie jestem sierotą, dalej dam sobie radę sam.- wyrwałem ręce i powoli poczłapałem do szafy gdzie mieliśmy swoje rzeczy. Demon podążał za mną chcąc mnie złapać jakbym miał osłabnąć czy coś.
Otworzyłem drzwi szafy, pogrzebałem w swojej torbie i wyjąłem księgę czarnej magii. Nigdzie się bez niej ruszam. Zacząłem ją kartkować, aż w końcu znalazłem odpowiednie zaklęcie.
Moje oczy zabłysły na czerwono i narysowałem w szybko w powietrzu odpowiednie znaki. Mój stan od razu wrócił do normy, no, może nadal mam anemię, ale o wile mniejszą niż przed chwilą. Wszystkiego czarami nie załatwię. To znaczy załatwię, ale nigdy nie chciałem używać pełnej swojej mocy, tracę wtedy nad sobą kontrolę i... Nieważne... Po prostu zawsze posługuje się małą częścią swoich umiejętności magicznych.
Spojrzałem na Craven'a i uśmiechnąłem się.
- To co robimy?
[Crav?]
- Eizo, masz odpocząć do jasnej cholery, pogorszysz swój stan.
- Żebym doszedł do siebie potrzebuje co najmniej trzech miesięcy, krew się trochę długo uzupełnia, wiesz? Musisz mi pomóc.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na chłopaka. Najpierw był chyba zły, ale potem ustąpił i podniósł się.
- Co mam robić?
- Pomóż mi wstać.- uśmiechnąłem się i wyciągnąłem do niego ręce.- Czuję się jak stary dziadek.
Złapał mnie delikatnie za ręce i pomógł zejść z łóżka. Nogi miałem jak z waty i ledwo chodziłem, do tego kręciło mi się w głowie i ogólnie źle się czułem.
- To nie jest dobry pomysł, wracaj do...
- Nie!- przerwałem mu.- Nie jestem sierotą, dalej dam sobie radę sam.- wyrwałem ręce i powoli poczłapałem do szafy gdzie mieliśmy swoje rzeczy. Demon podążał za mną chcąc mnie złapać jakbym miał osłabnąć czy coś.
Otworzyłem drzwi szafy, pogrzebałem w swojej torbie i wyjąłem księgę czarnej magii. Nigdzie się bez niej ruszam. Zacząłem ją kartkować, aż w końcu znalazłem odpowiednie zaklęcie.
Moje oczy zabłysły na czerwono i narysowałem w szybko w powietrzu odpowiednie znaki. Mój stan od razu wrócił do normy, no, może nadal mam anemię, ale o wile mniejszą niż przed chwilą. Wszystkiego czarami nie załatwię. To znaczy załatwię, ale nigdy nie chciałem używać pełnej swojej mocy, tracę wtedy nad sobą kontrolę i... Nieważne... Po prostu zawsze posługuje się małą częścią swoich umiejętności magicznych.
Spojrzałem na Craven'a i uśmiechnąłem się.
- To co robimy?
[Crav?]
sobota, 25 stycznia 2014
Od Craven'a c.d Eizo
-Właśnie o to chodzi głupku.- uśmiechnąłem się do niego i namiętnie
pocałowałem. Jednak czułem że jest niepewny i nad czymś uciążliwie
myśli. Pewnie o tej głupiej babie i o tych bzdurach co mu naopowiadała.
-Eizo, nie słuchaj tej baby. Ja nigdy ciebie nie zostawię. Jesteś moim skarbem.- wyszeptałem mu do ucha. Gdy na niego spojrzałem to miał łzy w oczach i mocno się do mnie przytulił. Pewnie jest zmęczony i nie będę naciskał na seks, niech sobie odpocznie.
-Crav...- jęknął ja jedynie pogłaskałem go po włosach.
-Spokojnie, jak będziesz się lepiej czuł to wtedy się zabawimy.- uśmiechnąłem się do niego ciepło i położyłem obok mocno się do niego przytulając.
-Teraz sobie razem odpoczniemy, byś się czuł lepiej.- zamruczałem.
<Eizo?>
-Eizo, nie słuchaj tej baby. Ja nigdy ciebie nie zostawię. Jesteś moim skarbem.- wyszeptałem mu do ucha. Gdy na niego spojrzałem to miał łzy w oczach i mocno się do mnie przytulił. Pewnie jest zmęczony i nie będę naciskał na seks, niech sobie odpocznie.
-Crav...- jęknął ja jedynie pogłaskałem go po włosach.
-Spokojnie, jak będziesz się lepiej czuł to wtedy się zabawimy.- uśmiechnąłem się do niego ciepło i położyłem obok mocno się do niego przytulając.
-Teraz sobie razem odpoczniemy, byś się czuł lepiej.- zamruczałem.
<Eizo?>
czwartek, 23 stycznia 2014
Od Eizo c.d Craven'a
Jego dotyk był bardzo przyjemny, rozgrzewał moje słabe ciało i sprawiał, że drżałem. Jęknąłem cicho i mocniej się do niego przytuliłem, naprawdę go kochałem. Jednak cały czas miałem w głowie tą laskę. Jakiej tam było? Iza?
Przypominając sobie o niej znów zacząłem myśleć, że Crav zaraz mnie zostawi. To była jego eks, nie? Do tego była z nim w ciąży. A jeśli do niej wróci? Przecież demony takie są, że zmieniają sobie zabaweczki jak rękawiczki. Wystarczy, że się nimi znudzą i albo je zabijają, albo porzucają. Zadrżałem na tę myśl i schowałem twarz, przyciskając ją do jego piersi. Nie chciałem by zobaczył wyrazu mojej twarzy.
W pewnym momencie jednak przewrócił mnie na plecy i zdjął mi koszulkę. Potem zaczął błądzić swoimi dłońmi po moim torsie. Poczułem mrowienie między nogami, ale nie byłem pewny czy mam siłę na seks.
Demon nachylił się nade mną i zaczął całować.
- Ała!- jęknąłem.- Crav co ty robisz?
- Naznaczam cię.- uśmiechnął się i zrobił kolejną dużą malinkę.- I pobudzam twoją krew do krążenia.
- No weź! Będę jak dalmatyńczyk wygadał!- zacząłem protestować, ale on nie przestawał.
- Smaczny jesteś.- polizał mnie i zaczął mi robić malinki na szyi (tam gdzie nie było opatrunku) i obojczyku.
- Ej! Tam będzie widać! Nie rób mi tu! Wiesz przez ile to nie będzie schodzić?!
[Craven?]
Przypominając sobie o niej znów zacząłem myśleć, że Crav zaraz mnie zostawi. To była jego eks, nie? Do tego była z nim w ciąży. A jeśli do niej wróci? Przecież demony takie są, że zmieniają sobie zabaweczki jak rękawiczki. Wystarczy, że się nimi znudzą i albo je zabijają, albo porzucają. Zadrżałem na tę myśl i schowałem twarz, przyciskając ją do jego piersi. Nie chciałem by zobaczył wyrazu mojej twarzy.
W pewnym momencie jednak przewrócił mnie na plecy i zdjął mi koszulkę. Potem zaczął błądzić swoimi dłońmi po moim torsie. Poczułem mrowienie między nogami, ale nie byłem pewny czy mam siłę na seks.
Demon nachylił się nade mną i zaczął całować.
- Ała!- jęknąłem.- Crav co ty robisz?
- Naznaczam cię.- uśmiechnął się i zrobił kolejną dużą malinkę.- I pobudzam twoją krew do krążenia.
- No weź! Będę jak dalmatyńczyk wygadał!- zacząłem protestować, ale on nie przestawał.
- Smaczny jesteś.- polizał mnie i zaczął mi robić malinki na szyi (tam gdzie nie było opatrunku) i obojczyku.
- Ej! Tam będzie widać! Nie rób mi tu! Wiesz przez ile to nie będzie schodzić?!
[Craven?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Widać że się lepiej czujesz, więc sam sobie dasz radę.- spojrzałem na niego. On jedynie zaczął się do mnie łasić.
-Proszę jestem, taki zmęczony.- jęknął. Ja spojrzałem na niego i chwyciłem jedzenie, dlaczego jestem taki uległy jeśli chodzi o niego. Powoli go nakarmiłem.
-No a teraz odpocznij, przecież mamy wakacje.- pocałowałem go namiętnie. Był taki słodki, że miałem ochotę go zjeść.
-Dziękuję.- położył się i spojrzał na mnie jakoś dziwnie.
-Ja wychodzę, wrócę za parę godzin...- wstałem z łóżka, jednak Eizo mnie zatrzymał. Spojrzałem na niego z zdziwieniem.
-Proszę, zostań przy mnie.- wyszeptał. Ja domyśliłem się że się boi tego że go zostawię, jednak nie ma takiej opcji. Wskoczyłem do łóżka i się do niego przytuliłem.
-Dobrze.- zacząłem całować i lizać go po karku a on przyjemnie zadrżał. Powoli go gryzłem po prawym uchu, a moja ręka powędrowała pod jego koszulę. Pieściłem jego sutki, czułem jak drży i powstrzymuje się.
-Chcę się usłyszeć Eizo, nie krepuj się.- wyszeptałem.
<Eizo>
-Proszę jestem, taki zmęczony.- jęknął. Ja spojrzałem na niego i chwyciłem jedzenie, dlaczego jestem taki uległy jeśli chodzi o niego. Powoli go nakarmiłem.
-No a teraz odpocznij, przecież mamy wakacje.- pocałowałem go namiętnie. Był taki słodki, że miałem ochotę go zjeść.
-Dziękuję.- położył się i spojrzał na mnie jakoś dziwnie.
-Ja wychodzę, wrócę za parę godzin...- wstałem z łóżka, jednak Eizo mnie zatrzymał. Spojrzałem na niego z zdziwieniem.
-Proszę, zostań przy mnie.- wyszeptał. Ja domyśliłem się że się boi tego że go zostawię, jednak nie ma takiej opcji. Wskoczyłem do łóżka i się do niego przytuliłem.
-Dobrze.- zacząłem całować i lizać go po karku a on przyjemnie zadrżał. Powoli go gryzłem po prawym uchu, a moja ręka powędrowała pod jego koszulę. Pieściłem jego sutki, czułem jak drży i powstrzymuje się.
-Chcę się usłyszeć Eizo, nie krepuj się.- wyszeptałem.
<Eizo>
Od Eizo c.d Craven'a
Obudziły mnie promienie słonica i ciepło. Czułem się jakbym był przeżuty przez jakiegoś potwora i potem wypluty. Szyja mnie bolała, ale dało się to wytrzymać, oprócz tego kręciło mi się trochę w głowie i czułem się raczej jak marionetka, którą ktoś zostawił na środku drogi.
Otworzyłem powoli oczy i pierwsze co ujrzałem to twarz Craven'a, spał, przynajmniej tak mi się wydawało.
Uwielbiałem jego bliskość i dziękowałem mu, że mnie uratował. W tamtym momencie czułem się troszkę jak księżniczka, którą rycerz ratuje od oprawcy.
- Cudowny widok na początek dnia.- uśmiechnąłem się lekko.
- O, moja księżniczka się obudziła.- otworzył oczy i pocałował mnie w czoło.- Jak się czujesz?
- Chujowo. Ile spałem?
- Można powiedzieć, że cały dzień.- pogłaskał mnie po policzku.- Musisz coś zjeść.
- I pić, mam wrażenie, że mi pustynia powstaje na języku.
Craven podniósł się z łóżka i wyszedł z sypialni. Usiadłem sobie i przeczesałem ręką włosy. Może nie będzie tak ze mną źle? Trochę zbladłem i wyglądam jak żywy trup, ale oprócz tego nic mi nie jest. Nie chce by z mojego powodu te nasz wakacje przepadły. Ale z drugie strony, wczoraj dowiedziałem się, że poczynania Craven'a to może być kolejna gra, przecież ta dziewczyna dokładnie opisała to co działo się u nas. Może nie zacznę od razu histeryzować, ale na pewno zwiększę swoją czujność i jakby co, to przygotuję się na ewentualne jego odejście.
Wtedy do pokoju wszedł demon ze srebrną tacą, były na niej poustawiane jakieś talerzyki i filiżanki.
Uśmiechnąłem się do niego i poklepałem miejsce obok siebie by się pospieszył. Chłopak zrobił tak i od razu wcisnął mi szklankę wody.
- Serce ci szybciej bije.- mruknął.- Nie podoba mi się twój stan.
- Zaraz użyję jakiegoś zaklęcia i będzie lepiej.- wypiłem całą szklankę duszkiem.- Tylko zjem. Nakarmisz mnie?- zrobiłem maślane oczka.- Podobno jestem twoją zabawką, a o zabawki trzeba dbać.
[Craven?]
Otworzyłem powoli oczy i pierwsze co ujrzałem to twarz Craven'a, spał, przynajmniej tak mi się wydawało.
Uwielbiałem jego bliskość i dziękowałem mu, że mnie uratował. W tamtym momencie czułem się troszkę jak księżniczka, którą rycerz ratuje od oprawcy.
- Cudowny widok na początek dnia.- uśmiechnąłem się lekko.
- O, moja księżniczka się obudziła.- otworzył oczy i pocałował mnie w czoło.- Jak się czujesz?
- Chujowo. Ile spałem?
- Można powiedzieć, że cały dzień.- pogłaskał mnie po policzku.- Musisz coś zjeść.
- I pić, mam wrażenie, że mi pustynia powstaje na języku.
Craven podniósł się z łóżka i wyszedł z sypialni. Usiadłem sobie i przeczesałem ręką włosy. Może nie będzie tak ze mną źle? Trochę zbladłem i wyglądam jak żywy trup, ale oprócz tego nic mi nie jest. Nie chce by z mojego powodu te nasz wakacje przepadły. Ale z drugie strony, wczoraj dowiedziałem się, że poczynania Craven'a to może być kolejna gra, przecież ta dziewczyna dokładnie opisała to co działo się u nas. Może nie zacznę od razu histeryzować, ale na pewno zwiększę swoją czujność i jakby co, to przygotuję się na ewentualne jego odejście.
Wtedy do pokoju wszedł demon ze srebrną tacą, były na niej poustawiane jakieś talerzyki i filiżanki.
Uśmiechnąłem się do niego i poklepałem miejsce obok siebie by się pospieszył. Chłopak zrobił tak i od razu wcisnął mi szklankę wody.
- Serce ci szybciej bije.- mruknął.- Nie podoba mi się twój stan.
- Zaraz użyję jakiegoś zaklęcia i będzie lepiej.- wypiłem całą szklankę duszkiem.- Tylko zjem. Nakarmisz mnie?- zrobiłem maślane oczka.- Podobno jestem twoją zabawką, a o zabawki trzeba dbać.
[Craven?]
Od Craven'a c.d Eizo
Siedziałem przy barze cały wkurwiony, co ta wredna baba sobie wyobraża.
Znam Eizo, pewnie sobie to wziął do serca i wymyśla coś, że jednak jest
tylko tymczasową zabawką. Nagle poczułem, że coś jest nie tak. Wstałem i
ruszyłem do łazienki, moja demoniczna aura powoli stawała się
straszniejsza, odkąd jestem dowódcą armii Lucyfera posiadam większą
siłę. Drzwi były zastawione. Mój wkurw przekraczał skale. Więc tak chcesz
się bawić debilu? Proszę bardzo!
- Debilu jeszcze mnie unikasz!- krzyknąłem i wyważyłem drzwi, które poleciały na drugą stronę pomieszczenia. Stał tam mój kumpel, który próbował się dobrać do ledwo żywego Eizo.
- Eryk! Kurwa ty debilu, on jest mój!- wydarłem się i chwyciłem go za szmaty.
- Ej? Przecież to tylko zabawka, nie podzielisz się?- próbował mnie uspokoić.
- Co kurwa? Ja się z nikim nie będę dzielić Eizo! Jest mój koniec kropka, a teraz oberwiesz w mordę, że próbowałeś mi go zabrać.- aż oczy mi zaświeciły intensywnym szkarłatem. Moja demoniczna aura powiększyła się, widać że się przestraszył. Puściłem go i poraniłem sobie rękę, moja krew uniosła się w powietrze i obtoczyła ręce Eryka.
- Od teraz nie będziesz go macać.- moja krew powoli odcinała mu dłonie.
- Kurwa! Co ty robisz? Crav!- próbował powstrzymać ból.
- To jest kara, nie zapomnij, że jestem dowódcą wojsk Lucyfera!- machnąłem ręką a jego odcięte dłonie opadły na ziemię. I tak za parę miesięcy się zregeneruje. Podszedłem do Eizo i wziąłem go na ręce. Wyszedłem z tego miejsca i kierowałem się do naszego domku.
- Głupi jesteś! Było trzeba mu skręcić kark.- warknąłem i spojrzałem na jego pół przytomną twarz. W domu go umyłem i przebrałem a potem położyłem do łóżka.
- Jesteś mój i nie zapominaj o tym!- delikatnie go pocałowałem i też się położyłem. Był tak zmęczony, że nawet nie miał siły mówić. Przytuliłem się do niego jak do pluszowego misia i zasnąłem wsłuchując się w jego bicie serca.
<Eizo?>
- Debilu jeszcze mnie unikasz!- krzyknąłem i wyważyłem drzwi, które poleciały na drugą stronę pomieszczenia. Stał tam mój kumpel, który próbował się dobrać do ledwo żywego Eizo.
- Eryk! Kurwa ty debilu, on jest mój!- wydarłem się i chwyciłem go za szmaty.
- Ej? Przecież to tylko zabawka, nie podzielisz się?- próbował mnie uspokoić.
- Co kurwa? Ja się z nikim nie będę dzielić Eizo! Jest mój koniec kropka, a teraz oberwiesz w mordę, że próbowałeś mi go zabrać.- aż oczy mi zaświeciły intensywnym szkarłatem. Moja demoniczna aura powiększyła się, widać że się przestraszył. Puściłem go i poraniłem sobie rękę, moja krew uniosła się w powietrze i obtoczyła ręce Eryka.
- Od teraz nie będziesz go macać.- moja krew powoli odcinała mu dłonie.
- Kurwa! Co ty robisz? Crav!- próbował powstrzymać ból.
- To jest kara, nie zapomnij, że jestem dowódcą wojsk Lucyfera!- machnąłem ręką a jego odcięte dłonie opadły na ziemię. I tak za parę miesięcy się zregeneruje. Podszedłem do Eizo i wziąłem go na ręce. Wyszedłem z tego miejsca i kierowałem się do naszego domku.
- Głupi jesteś! Było trzeba mu skręcić kark.- warknąłem i spojrzałem na jego pół przytomną twarz. W domu go umyłem i przebrałem a potem położyłem do łóżka.
- Jesteś mój i nie zapominaj o tym!- delikatnie go pocałowałem i też się położyłem. Był tak zmęczony, że nawet nie miał siły mówić. Przytuliłem się do niego jak do pluszowego misia i zasnąłem wsłuchując się w jego bicie serca.
<Eizo?>
środa, 22 stycznia 2014
Od Eizo c.d Craven'a
Tego było kurwa za wiele! Co to ma niby być?! Jakaś lala podchodzi do nas i zaczyna coś pierdolić o dziecku, o tym, że to tylko gra. Może miałem już trochę procentów we krwi, ale wiedziałem, że się nie przesłyszałem.
Wszedłem do łazienki i oparłem się o umywalkę. Byłem wykończony i bolała mnie głowa, do tego czułem wszędzie zapach demonów. W porównaniu do Craven'a one wręcz cuchnęły.
Spojrzałem w lustro i zobaczyłem bladego chłopaka, z lekkimi cieniami pod oczami i czarnymi włosami które nigdy nie chciały się jakoś ładnie ułożyć. Do tego moje czerwone oczy był ciemniejsze niż zwykle. Tego jest dla mnie za wiele, trzy razy seks, podróż do świata koszmarów, potem lot samolotem i jeszcze teraz impreza. I do tego dobiły mnie słowa tej dziuni, znowu straciłem czujność myśląc, że wszystko będzie już dobrze. A jeśli ona ma racje i tak naprawdę to jego kolejna gra? Tym razem mu nie wybaczę jeśli coś zrobi.
Odkręciłem kran i ochlapałem twarz zimną wodą, dzięki temu poczułem się trochę lepiej. Znów spojrzałem w lustro i ujrzałem chłopaka stojącego za mną. Był demonem bo śmierdział jak wnętrze worka ze zwłokami, miał brązowe włosy niesfornie opadające na twarz i był ode mnie wyższy i tęższy. Chociaż ostatnio schudłem i prawdopodobnie mam anemię, więc może to mi się tylko wydawało, że gość ma nadwagę.
Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi.
Przeczesałem ręką włosy i odwróciłem się do wyjścia, jednak w tamtym momencie facet do mnie podszedł i mocno złapał za nadgarstek.
- Znasz Craven'a?
- Nie.- burknąłem.- Pomyliłeś mnie z kimś.- próbowałem wyrwać rękę, ale nie wychodziło.
- Kłamiesz.- uśmiechnął się.- Jesteś jego zabawką, nie?
- Nie twój interes.
Przyciągnął mnie do siebie i powąchał po szyi.
- Myślisz, że zgodzi się podzielić swoją własnością?
- Wkurwi się i cię zabije.- mruknąłem i moje oczy zaczęły świecić na czerwono.
- Zaryzykuje.- zamruczał mi do ucha i mocno wgryzł w szyję.
Poczułem paraliżujący ból, Craven robił to o wiele delikatniej. Krzyknąłem głośno i próbowałem się wyrwać, jednak szybko traciłem siły, bo koleś pił zachłannie.
Nie mogłem zginąć, bo czułem, że to do tego prowadzi. Zacząłem wypowiadać różne zaklęcia po kolei.
Wszystkie lustra pękły, potem kafelki na ścianie i podłodze.
Coraz bardziej traciłem siły. W pewnej chwili umywalka oderwała się od ściany i z impetem uderzyła w demona. Puścił mnie wyrywając mi przy tym trochę skóry. Złapałem się za wciąż krwawiącą ranę i przyległem do ściany osuwając się po niej na podłodze. Przydałby się tu teraz Crav.
Napastnik pozbierał się z ziemi, otrzepał z kurzu i ruszył w moim kierunku z uśmieszkiem na twarzy.
- Twoja magia tylko dodaje smaku.- oblizał się.
- Jeszcze zobaczymy.- mruknąłem słabo.
Wypowiedziałem zaklęcie i próbowałem nim wyrwać kły chłopaka. Krzyczał przez chwilę, ale moje zaklęcie straciło na sile z powodu mojego znacznego osłabienia.
Zacząłem ciężko oddychać i z nadzieją patrzeć na drzwi od łazienki. Przecież ktoś do cholery musiał to słyszeć! Chyba, że muzyka zagłuszyła...
Kurwa.
[Crav?]
Wszedłem do łazienki i oparłem się o umywalkę. Byłem wykończony i bolała mnie głowa, do tego czułem wszędzie zapach demonów. W porównaniu do Craven'a one wręcz cuchnęły.
Spojrzałem w lustro i zobaczyłem bladego chłopaka, z lekkimi cieniami pod oczami i czarnymi włosami które nigdy nie chciały się jakoś ładnie ułożyć. Do tego moje czerwone oczy był ciemniejsze niż zwykle. Tego jest dla mnie za wiele, trzy razy seks, podróż do świata koszmarów, potem lot samolotem i jeszcze teraz impreza. I do tego dobiły mnie słowa tej dziuni, znowu straciłem czujność myśląc, że wszystko będzie już dobrze. A jeśli ona ma racje i tak naprawdę to jego kolejna gra? Tym razem mu nie wybaczę jeśli coś zrobi.
Odkręciłem kran i ochlapałem twarz zimną wodą, dzięki temu poczułem się trochę lepiej. Znów spojrzałem w lustro i ujrzałem chłopaka stojącego za mną. Był demonem bo śmierdział jak wnętrze worka ze zwłokami, miał brązowe włosy niesfornie opadające na twarz i był ode mnie wyższy i tęższy. Chociaż ostatnio schudłem i prawdopodobnie mam anemię, więc może to mi się tylko wydawało, że gość ma nadwagę.
Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi.
Przeczesałem ręką włosy i odwróciłem się do wyjścia, jednak w tamtym momencie facet do mnie podszedł i mocno złapał za nadgarstek.
- Znasz Craven'a?
- Nie.- burknąłem.- Pomyliłeś mnie z kimś.- próbowałem wyrwać rękę, ale nie wychodziło.
- Kłamiesz.- uśmiechnął się.- Jesteś jego zabawką, nie?
- Nie twój interes.
Przyciągnął mnie do siebie i powąchał po szyi.
- Myślisz, że zgodzi się podzielić swoją własnością?
- Wkurwi się i cię zabije.- mruknąłem i moje oczy zaczęły świecić na czerwono.
- Zaryzykuje.- zamruczał mi do ucha i mocno wgryzł w szyję.
Poczułem paraliżujący ból, Craven robił to o wiele delikatniej. Krzyknąłem głośno i próbowałem się wyrwać, jednak szybko traciłem siły, bo koleś pił zachłannie.
Nie mogłem zginąć, bo czułem, że to do tego prowadzi. Zacząłem wypowiadać różne zaklęcia po kolei.
Wszystkie lustra pękły, potem kafelki na ścianie i podłodze.
Coraz bardziej traciłem siły. W pewnej chwili umywalka oderwała się od ściany i z impetem uderzyła w demona. Puścił mnie wyrywając mi przy tym trochę skóry. Złapałem się za wciąż krwawiącą ranę i przyległem do ściany osuwając się po niej na podłodze. Przydałby się tu teraz Crav.
Napastnik pozbierał się z ziemi, otrzepał z kurzu i ruszył w moim kierunku z uśmieszkiem na twarzy.
- Twoja magia tylko dodaje smaku.- oblizał się.
- Jeszcze zobaczymy.- mruknąłem słabo.
Wypowiedziałem zaklęcie i próbowałem nim wyrwać kły chłopaka. Krzyczał przez chwilę, ale moje zaklęcie straciło na sile z powodu mojego znacznego osłabienia.
Zacząłem ciężko oddychać i z nadzieją patrzeć na drzwi od łazienki. Przecież ktoś do cholery musiał to słyszeć! Chyba, że muzyka zagłuszyła...
Kurwa.
[Crav?]
Od Craven'a c.d Eizo
Byłem zadowolony z całego toku wydarzeń. Jeszcze nigdy Eizo nie brał
inicjatywy a tutaj proszę, nawet go nie prosiłem o to. Spojrzałem na
zdesperowaną twarz chłopaka.
-Już nie, ale możemy się jeszcze pobawić.- uśmiechnąłem się do niego chytrze. Rzuciłem się na niego i dotknąłem jego krocza, on także był podniecony.
-Eizo, zrobiłeś się twardy od robienia mi loda?- zaśmiałem się cicho i szybko go rozebrałem. Sam nie wierzyłem że był już mokry. Nawet nie musiałem go do tego przygotowywać. Jedynie co wszedłem w niego powoli. On głośno jęknął. Był taki uroczy, gdy przyśpieszyłem on wił się z rozkoszy i głośno jęczał. Po chwili oznajmił mi że dochodzi, spiąłem się i doszedłem w nim. On sam wytrysnął na nasze torsy.
-A teraz idziemy myju, myju bo późnym wieczorem idziemy do klubu.- razem wzięliśmy prysznic, ostatecznie skończyło się to na tym że znów przeleciałem Eizo. Wieczorem wyszliśmy do jednego z najlepszych klubów w mieście. Gdy bramkarz nas przepuścił poszliśmy razem do baru po drinki. Niestety ale podeszła do mnie moja eks...
-Widzę że masz nową zabaweczkę Crav.- zaśmiała się i spojrzała na mnie prowokująco.
-Wal się Iza, to było dawno i chodziło tylko o seks.- warknąłem, nie chciałem by mu coś nagadała.
-Właśnie byłam w ciąży ale usunęłam bo nagle zniknąłeś.- myślałem że zamorduję po co ta baba to gada.
-Nie nagle zniknąłem tylko wyjechałem i zawsze się zabezpieczałem. To nie moja sprawa a teraz spadaj!- spojrzałem na Eizo.
-A tobie też mówił że cię kocha i ty go zmieniłeś? Albo że zniknął dla twojego "bezpieczeństwa" to tylko jego gra słodziutki.- uśmiechnęła się podle i odeszła.
-Eizo to nie tak...- próbowałem mu coś powiedzieć, jednak po wstał.
-Sory, idę do łazienki.- rzucił i podszedł w tańczący tłum ludzi.
<Eizo?>
-Już nie, ale możemy się jeszcze pobawić.- uśmiechnąłem się do niego chytrze. Rzuciłem się na niego i dotknąłem jego krocza, on także był podniecony.
-Eizo, zrobiłeś się twardy od robienia mi loda?- zaśmiałem się cicho i szybko go rozebrałem. Sam nie wierzyłem że był już mokry. Nawet nie musiałem go do tego przygotowywać. Jedynie co wszedłem w niego powoli. On głośno jęknął. Był taki uroczy, gdy przyśpieszyłem on wił się z rozkoszy i głośno jęczał. Po chwili oznajmił mi że dochodzi, spiąłem się i doszedłem w nim. On sam wytrysnął na nasze torsy.
-A teraz idziemy myju, myju bo późnym wieczorem idziemy do klubu.- razem wzięliśmy prysznic, ostatecznie skończyło się to na tym że znów przeleciałem Eizo. Wieczorem wyszliśmy do jednego z najlepszych klubów w mieście. Gdy bramkarz nas przepuścił poszliśmy razem do baru po drinki. Niestety ale podeszła do mnie moja eks...
-Widzę że masz nową zabaweczkę Crav.- zaśmiała się i spojrzała na mnie prowokująco.
-Wal się Iza, to było dawno i chodziło tylko o seks.- warknąłem, nie chciałem by mu coś nagadała.
-Właśnie byłam w ciąży ale usunęłam bo nagle zniknąłeś.- myślałem że zamorduję po co ta baba to gada.
-Nie nagle zniknąłem tylko wyjechałem i zawsze się zabezpieczałem. To nie moja sprawa a teraz spadaj!- spojrzałem na Eizo.
-A tobie też mówił że cię kocha i ty go zmieniłeś? Albo że zniknął dla twojego "bezpieczeństwa" to tylko jego gra słodziutki.- uśmiechnęła się podle i odeszła.
-Eizo to nie tak...- próbowałem mu coś powiedzieć, jednak po wstał.
-Sory, idę do łazienki.- rzucił i podszedł w tańczący tłum ludzi.
<Eizo?>
wtorek, 21 stycznia 2014
Od Vivi cd. Chitose
Było tak zabawnie, ale z tą dziewczyną też może być niezły ubaw. Kiedy zaczerwieniła się spoglądając na mój dekolt miałam już mały, szatański plan w głowie.
- Wiesz maleńka, to nie ja mam za mało ubrań tylko ty zdecydowanie za dużo - powiedziałam i nachyliłam się sięgając przez stolik i szybkim ruchem rozsuwając suwak jej bluzki.
Dziewczyna krzyknęła zasłaniając się, a ja poczułam silny zapach podniecających się mężczyzn. Nic tak nie działało na wyobraźnię facetów jak dwie laski razem, nagie, w niedwuznacznej sytuacji. Chitose podniosła się i chciała uciec, ale jakiś koleś ją złapał. Oglądać, spoko, dotykać... NIE! Facecik zarobił w szczękę i przefrunął ładny kawałek uderzając w dwóch innych i przewracając ich.
- Nie uczyła mamusia, że cudzego się nie tyka? - zapytałam.
Wszyscy, z dziewczyną włącznie spoglądali na mnie zdezorientowani. Czyli czas się ulatniać.
- Widzieliście kiedyś dwie znikające dziewczyny? - zapytałam z milusim uśmieszkiem.
Chwyciłam dziewczynę za rękę i przeniosłam nas do akademii....? Rozejrzałam się dla pewności... no tak, stałyśmy na dziedzińcu akademii.
- Jesteś jakaś zboczona i chora! - wydarła się dziewczyna.
- Taaa... Cała ja. A ty nie bądź taka nietykalska, bo ktoś jeszcze pomyśli, że... - spojrzałam na rumieniec na twarzy dziewczyny i to jak zasłaniała biust. - No bez jaj, jesteś dziewicą? I chcesz się brać za zabaweczkę demona? - myślałam, że zdechnę ze śmiechu. - Ty sobie zdajesz sprawę jakie "potrzeby" musi mieć ten koleś, że wytrzymuje z demonem? Spooore, naprawdę spooore.
Chitose stała zawstydzona i miętoliła w dłoniach swoją koszulkę.
- To.... to mnie naucz - wymamrotała.
- Że słucham? - zapytałam, bo miałam wrażenie, że się przesłyszałam.
- Naucz mnie jak te jego "potrzeby" zaspokoić...
Wybuchnęłam śmiechem. Ta dziewuszka myślała, że się za nią wezmę czy jak? Chociaż z jednej strony to mogłoby być ciekawe, taki eksperyment.
Dziewczyna czekała cierpliwie, aż minie mi napad śmiechu. To znaczyło, że miała niezłe samozaparcie. Ktoś inny poszedłby sobie i poszukał innego wyjścia. Desperatka, co?
- Dobra... - wymamrotałam przez łzy, bo popłakałam się ze śmiechu.
<Chitose?>
- Wiesz maleńka, to nie ja mam za mało ubrań tylko ty zdecydowanie za dużo - powiedziałam i nachyliłam się sięgając przez stolik i szybkim ruchem rozsuwając suwak jej bluzki.
Dziewczyna krzyknęła zasłaniając się, a ja poczułam silny zapach podniecających się mężczyzn. Nic tak nie działało na wyobraźnię facetów jak dwie laski razem, nagie, w niedwuznacznej sytuacji. Chitose podniosła się i chciała uciec, ale jakiś koleś ją złapał. Oglądać, spoko, dotykać... NIE! Facecik zarobił w szczękę i przefrunął ładny kawałek uderzając w dwóch innych i przewracając ich.
- Nie uczyła mamusia, że cudzego się nie tyka? - zapytałam.
Wszyscy, z dziewczyną włącznie spoglądali na mnie zdezorientowani. Czyli czas się ulatniać.
- Widzieliście kiedyś dwie znikające dziewczyny? - zapytałam z milusim uśmieszkiem.
Chwyciłam dziewczynę za rękę i przeniosłam nas do akademii....? Rozejrzałam się dla pewności... no tak, stałyśmy na dziedzińcu akademii.
- Jesteś jakaś zboczona i chora! - wydarła się dziewczyna.
- Taaa... Cała ja. A ty nie bądź taka nietykalska, bo ktoś jeszcze pomyśli, że... - spojrzałam na rumieniec na twarzy dziewczyny i to jak zasłaniała biust. - No bez jaj, jesteś dziewicą? I chcesz się brać za zabaweczkę demona? - myślałam, że zdechnę ze śmiechu. - Ty sobie zdajesz sprawę jakie "potrzeby" musi mieć ten koleś, że wytrzymuje z demonem? Spooore, naprawdę spooore.
Chitose stała zawstydzona i miętoliła w dłoniach swoją koszulkę.
- To.... to mnie naucz - wymamrotała.
- Że słucham? - zapytałam, bo miałam wrażenie, że się przesłyszałam.
- Naucz mnie jak te jego "potrzeby" zaspokoić...
Wybuchnęłam śmiechem. Ta dziewuszka myślała, że się za nią wezmę czy jak? Chociaż z jednej strony to mogłoby być ciekawe, taki eksperyment.
Dziewczyna czekała cierpliwie, aż minie mi napad śmiechu. To znaczyło, że miała niezłe samozaparcie. Ktoś inny poszedłby sobie i poszukał innego wyjścia. Desperatka, co?
- Dobra... - wymamrotałam przez łzy, bo popłakałam się ze śmiechu.
<Chitose?>
Od Chitose cd Vivi
Patrzyłam ze złością jak sferotknięta odchodzi. Jak ona miała na imię? Vivi? Coś takiego... Krzyknęłam za nia raz, a potem drugi, ale nawet nie raczyła się odwrócić. Nie uszło mej uwadze, że ta letnia prześwitująca bluzeczka, odkrywała jej pokaźne walory. Odwróciłam się szybko na pięcie i pobiegłam do akademii. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju i wygrzebałam z szafy jakiś długi, ale cienki szal. Powinien skrzętnie wszystko zasłonić... Z powrotem pobiegłam na dziedziniec, a potem stanęłam na chwilę. Vivi zniknęła mi z oczu, ale czułam unoszący się za nią trop. Nie wiem co się stało w tej koszmarnej krainie, ale czułam, że moja magia się przebudza. Od Eizo czułam silną aurę mocy. Tak silną... A teraz nie będę mogła go zobaczyć przez tak długi czas... Żałowałam, że nie wzięłam się za niego wcześniej. Teraz moje miejsce zajął jakiś idiotyczny demon, który w ogóle nie powinien tu być. Poszłam za tropem dziewczyny. Daleko nie zaszła, ale dostać się do niej było strasznie trudno. Sferotknięta wybrała sobie jakiś mało oblegany lokal. Znaczy... wcześniej był mało oblegany, o teraz było tam mnóstwo facetów, którzy z zadowoleniem patrzyli na wystawione na światło dzienny atuty kobiety. Ktoś co chwila podchodził do jej stolika, zagadać, ale ona odrzucała każdego z nieskrytą miną rozbawienia na twarzy. Przed nią stała mała filiżanka. Domyśliłam się, że kawy. Podeszłam do niej od tyłu i nałożyłam jej szal na ramiona, zawiązując go z przodu, aby ukryć jej piersi. Kilku facetów spojrzało się na mnie z zawiedzioną miną, a ja tylko posłałam i kipiące wściekłością spojrzenia. Usiadłam na przeciwko niej.
- Ładnie to tak śledzić ludzi? - zapytała z kpiną w głosie.
- Nie jesteś człowiekiem... - odpowiedziałam. - Mogłabyś z łaski swojej ukrywać... - spojrzałam na jej dekolt, gdzie niedawno było widać jej wystające piersi. Na moje policzki mimowolnie wpadł rumieniec. - ...swoje atuty?
<Vivi?>
- Ładnie to tak śledzić ludzi? - zapytała z kpiną w głosie.
- Nie jesteś człowiekiem... - odpowiedziałam. - Mogłabyś z łaski swojej ukrywać... - spojrzałam na jej dekolt, gdzie niedawno było widać jej wystające piersi. Na moje policzki mimowolnie wpadł rumieniec. - ...swoje atuty?
<Vivi?>
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Od Mojmiry
Czekałam dość długo. Przez myśl przeszło mi, że stało się coś złego. Nakreśliłam znak zaklęcia na nadgarstku i wyszłam z wanny. Wypiłam jeszcze trzy szklanki wody i ubrałam się. Właśnie chciałam wyjść, gdy drzwi otworzyły się. Wszedł przez nie Kage, oczy miał dziwnie rozbiegane, dłonie mu drżały i był blady.
- Co się stało? - zapytałam ujmując jego dłoń w swoje.
- Nie nic... to znaczy, już nic. Był mały problem z Chitose, ale wszystko już w porządku.
Nie wyglądało mi to na "mały problem".
- Wszystko z nią w porządku? - zapytałam.
Polubiłam dziewczynę i nie chciałam, żeby stało jej się coś złego.
- Tak, wszystko już ok... - powiedział.
Czułam, że coś jeszcze leży mu na sercu, ale nie miałam zamiaru naciskać. Tak czy inaczej wieść, że z Chitose wszystko w porządku sprawiła mi sporą ulgę.
- No to jak z tym jedzeniem? - zapytałam zmieniając temat.
- Wybacz... - wymamrotał Kagetora ze skruszoną miną.
- Da się nadrobić - powiedziałam, cmoknęłam go w usta i pociągnęła za sobą na dół, do kuchni. - I uśmiechnij się do mnie, proszę - powiedziałam i gdy zrównał się ze mną szturchnęłam go szybkim ruchem bioder. Mój tygrysek zaśmiała się i chwyciła mnie w talii. Takiego go wolałam, z uśmiechem na twarzy, spokojnego.
- Teraz moja kolej gotować - powiedziałam i nieco chwiejnym krokiem podbiegłam do lodówki, tak ta czynność dalej wychodziła mi dość pokracznie. Jeszcze niedawno bałabym się, że Kage wybuchnie śmiechem widząc moje drżące nogi w akcji, ale widział mnie już w tak zawstydzających sytuacjach, że byłam pewna, że moja niezgrabność nie robi na nim wrażenia.
Z lodówki wyjęłam najróżniejsze warzywa, brokuły i kalafior, które mogłabym jeść tonami, pomidory, marchewkę i fasolkę i co tylko wpadło mi w dłonie, zalałam je beszamelem, zasypałam żółtym serem i wstawiłam do piekarnika.
- No to teraz mamy pół godziny oczekiwania - powiedziałam i usiadłam na kolanach chłopaka, były o wiele wygodniejsze od krzesła.
<Kage? To co robimy przez te pół godziny?>
- Co się stało? - zapytałam ujmując jego dłoń w swoje.
- Nie nic... to znaczy, już nic. Był mały problem z Chitose, ale wszystko już w porządku.
Nie wyglądało mi to na "mały problem".
- Wszystko z nią w porządku? - zapytałam.
Polubiłam dziewczynę i nie chciałam, żeby stało jej się coś złego.
- Tak, wszystko już ok... - powiedział.
Czułam, że coś jeszcze leży mu na sercu, ale nie miałam zamiaru naciskać. Tak czy inaczej wieść, że z Chitose wszystko w porządku sprawiła mi sporą ulgę.
- No to jak z tym jedzeniem? - zapytałam zmieniając temat.
- Wybacz... - wymamrotał Kagetora ze skruszoną miną.
- Da się nadrobić - powiedziałam, cmoknęłam go w usta i pociągnęła za sobą na dół, do kuchni. - I uśmiechnij się do mnie, proszę - powiedziałam i gdy zrównał się ze mną szturchnęłam go szybkim ruchem bioder. Mój tygrysek zaśmiała się i chwyciła mnie w talii. Takiego go wolałam, z uśmiechem na twarzy, spokojnego.
- Teraz moja kolej gotować - powiedziałam i nieco chwiejnym krokiem podbiegłam do lodówki, tak ta czynność dalej wychodziła mi dość pokracznie. Jeszcze niedawno bałabym się, że Kage wybuchnie śmiechem widząc moje drżące nogi w akcji, ale widział mnie już w tak zawstydzających sytuacjach, że byłam pewna, że moja niezgrabność nie robi na nim wrażenia.
Z lodówki wyjęłam najróżniejsze warzywa, brokuły i kalafior, które mogłabym jeść tonami, pomidory, marchewkę i fasolkę i co tylko wpadło mi w dłonie, zalałam je beszamelem, zasypałam żółtym serem i wstawiłam do piekarnika.
- No to teraz mamy pół godziny oczekiwania - powiedziałam i usiadłam na kolanach chłopaka, były o wiele wygodniejsze od krzesła.
<Kage? To co robimy przez te pół godziny?>
Od Vivi cd. Kagetory
- Milusio, że twój pieseczek cię przede mną ostrzega, mała, ciekawska dziewuszko - mruknęłam. - I następnym razem nie radzę się tak wlepiać w siedzenie łupu demona. Te typy są bardzo wrażliwe na tym punkcie... Chociaż chwila... nikt się nie lubi dzielić zabawkami.
Chitose,... ugh.. trudno mi przyszło zapamiętanie jej imienia, jak z resztą wszystkiego co było dla mnie mało istotne, spojrzała na mnie jakby chciała wzrokiem spalić mnie żywcem.
- Dobra, już dobra, bo ci temperatura podskoczy - powiedziałam i machając na pożegnanie odeszłam.
- Dokąd idziesz? - zawołała za mną dziewczyna.
W miarę jak się oddalałam jej wzrok robił się jakiś mętny. "Na zadnią część Lilith, co z tym bachorem nie tak?" - zastanawiałam się. A z resztą, to nie mój problem.
- Pozwiedzać - odkrzyknąłem i ruszyłam dalej.
Z lubością przyglądałam się mijanym istotom, bo niektórzy ludźmi nie byli. Wszyscy wlepiali we mnie gały, a szczególnie w przeźroczystą koszulę, którą miałam na sobie, poprawka, w to co było pod nią. Uwielbiałam doprowadzać ludzi do skrajnych emocji, droczyć się z nimi.
<Cóż lub któż to mnie dalej spotkał?>
Chitose,... ugh.. trudno mi przyszło zapamiętanie jej imienia, jak z resztą wszystkiego co było dla mnie mało istotne, spojrzała na mnie jakby chciała wzrokiem spalić mnie żywcem.
- Dobra, już dobra, bo ci temperatura podskoczy - powiedziałam i machając na pożegnanie odeszłam.
- Dokąd idziesz? - zawołała za mną dziewczyna.
W miarę jak się oddalałam jej wzrok robił się jakiś mętny. "Na zadnią część Lilith, co z tym bachorem nie tak?" - zastanawiałam się. A z resztą, to nie mój problem.
- Pozwiedzać - odkrzyknąłem i ruszyłam dalej.
Z lubością przyglądałam się mijanym istotom, bo niektórzy ludźmi nie byli. Wszyscy wlepiali we mnie gały, a szczególnie w przeźroczystą koszulę, którą miałam na sobie, poprawka, w to co było pod nią. Uwielbiałam doprowadzać ludzi do skrajnych emocji, droczyć się z nimi.
<Cóż lub któż to mnie dalej spotkał?>
Od Kagetory
Myślałem, że poćwiartuje gościa. Jak on mógł coś takiego zrobić!? Naraził moją Chitose dla własnej zabawy! Fakt że uratował ja... Ale... Nienawidzę go! Dobrze że wyjeżdża z tym swoim kochasiem, bo inaczej to bym go chyba zabił w czasie snu... Najważniejsze że Księżniczce nic nie jest. Podbiegłem do niej i dokładnie obejrzałem ze wszystkich stron. Chciałem ją przytulić, ale odepchnęła mnie brutalnie i gniewny wzrok wbiła w odchodzącego Carvena, który niósł Eizo. Miałem przeczucie, że to na demona była zła, a nie na czarownika. Ale dlaczego? Nie mówcie że... Moje przemyślenia przerwała mi demonica. Powoli zleciała z dachu i znalazła się na ziemi. Jak zbliżała się do ziemi, jej postać zaczęła się zmieniać. Teraz obok nas stała kobieta.
- Kim jesteś? - warknąłem na początku. Nie polubiłem jej od samego początku. Dziwnym wzrokiem patrzyła na Chitose.
- To sferotknięta. Mieszaniec człowieka i demona, dokładniej. Jest magiem i potrafi przenosić się między światami. - Wtrąciła się Chitose patrząc na kobietę odważnie.
- A ty skąd to wiesz? - rzuciła demonica.
- Po prostu wiem... ja czuje takie rzeczy.
- Hej jaka sferotknieta!? O co chodzi!? - Krzyknął do nich przerywając ich paplaninę. Dziewczyny spojrzały na mnie jakby dopiero co mnie zauważyły.
- Czy twoja syrenka nie została przypadkiem sama w wannie? - zapytała Chitose. Faktycznie.... jak mogłem o niej zapomnieć!? Spojrzałem na Księżniczkę.
- Skąd to wiesz?
- Wiem. Czuje to. - To było dziwne, bo wcześniej nic nie czuła. Jakby nagle jej moc się ujawniła. Może to przez wizytę w tej krainie w której była?
- Jasne... Uważaj na nią.... - wsakzałem sferotknieta. - jest podejrzana.
- Wiem. - Powiedziała, więc szybko pobiegłem do swojej syrenki.
<Vivi?Mojmira? We dwie? xD>
Od Eizo c.d Craven'a
A temu tylko jedno w głowie, lecz wiedziałem, że już się na mnie nie złości, jego aura trochę zelżała, a do tego jeśli on mi to proponował to znaczy, że już jest dobrze. Gdyby nadal był zły to złapał by mnie sam.
- Nie mam siły Crav, nawet nie wiesz jaki jestem zmęczony.- opadłem na skórzaną kanapę.
Bardzo podobał mi się ten dom, o wiele bardziej różnił się od tych wszystkich zamków w których do tej pory mieszkałem. Gdy wyprowadzę się z akademii to skombinuję sobie taką chatę.
- No to nadal jestem zły.- wzruszył ramionami i poszedł do naszej tymczasowej sypialni.
On to wszystko robi specjalnie! Chce wywołać u mnie wyrzuty sumienia! Uh... Może jak zrobię mu loda to mu wystarczy?
Podniosłem się z kanapy i też poszedłem do pokoju w którym zniknął demon. Wlazłem do środka i ujrzałem go leżącego na łóżku, czytał sobie książkę.
Wywróciłem oczami i wlazłem powoli na łóżko, a potem na niego. Usiadłem mu na brzuchu okrakiem, ale on mnie nadal ignorował.
Zrobiłem grymaśną minę i zabrałem mu książkę, rzucając gdzieś za siebie. Pochyliłem się nad nim i zacząłem delikatnie całować w usta. Dopiero wtedy zorientowałem się, że to JA mam kontrolę. Pierwszy raz od początku naszego związku panuje nad sytuacją.
Wsunąłem język między jego wargi, uwielbiałem się z nim całować. Może oddawał pocałunek, lecz jego ręce nie drgnęły, a już myślałem, że się nie powstrzyma, złapie mnie i przewali na łóżko brutalnie całując.
Zlizałem stróżkę śliny która spłynęła mu po brodzie i zacząłem schodzić z pocałunkami w dół. Zrobiłem mu soczyście czerwoną malinkę na szyi i szybko odpiąłem jego koszulę. Zacząłem lizać i ssać jego skórę. Dlaczego ja tak kochałem tego demona? Przecież ja jestem jego zabaweczką. Którą podobno też kocha.
Zacząłem powoli odpinać jego spodnie, jeszcze trochę i zaraz będzie nagi. Wreszcie on będzie pierwszy bez ubrań, a nie odwrotnie. Zrobiłem mu dużą malinkę na brzuchu i ściągnąłem jego spodnie i bokserki jednocześnie. Dopiero wtedy usłyszałem, że demon cicho sapie i pojękuję. Czuję się dumny, że doprowadziłem go do takiego stanu! Jego członek dumnie się prężył.
Oblizałem usta i od razu włożyłem go całego do ust, a Crav niewyraźnie jęknął. Czułem jak w moich spodniach też zaczyna się robić ciasno. Teraz jednak chciałem zająć się tylko demonem.
Poruszałem głową by dać mu jak najwięcej przyjemności. Czasami przestawałem by oblizać go całego i troszkę przygryźć. Potem znów powracałem do pieszczenia go ustami, pomagałem sobie też ręką.
Słyszałem słodkie lecz ciche jęknięcia mojego kochanka i to mnie jeszcze bardziej podniecało.
- Dochodzę...- sapnął głośniej i spuścił się w moich ustach.
Połknąłem całą białą ciecz i oblizałem jego penisa. Potem podniosłem głowę i uśmiechnąłem się do niego.
- Nadal jesteś na mnie zły?
[Craven?]
- Nie mam siły Crav, nawet nie wiesz jaki jestem zmęczony.- opadłem na skórzaną kanapę.
Bardzo podobał mi się ten dom, o wiele bardziej różnił się od tych wszystkich zamków w których do tej pory mieszkałem. Gdy wyprowadzę się z akademii to skombinuję sobie taką chatę.
- No to nadal jestem zły.- wzruszył ramionami i poszedł do naszej tymczasowej sypialni.
On to wszystko robi specjalnie! Chce wywołać u mnie wyrzuty sumienia! Uh... Może jak zrobię mu loda to mu wystarczy?
Podniosłem się z kanapy i też poszedłem do pokoju w którym zniknął demon. Wlazłem do środka i ujrzałem go leżącego na łóżku, czytał sobie książkę.
Wywróciłem oczami i wlazłem powoli na łóżko, a potem na niego. Usiadłem mu na brzuchu okrakiem, ale on mnie nadal ignorował.
Zrobiłem grymaśną minę i zabrałem mu książkę, rzucając gdzieś za siebie. Pochyliłem się nad nim i zacząłem delikatnie całować w usta. Dopiero wtedy zorientowałem się, że to JA mam kontrolę. Pierwszy raz od początku naszego związku panuje nad sytuacją.
Wsunąłem język między jego wargi, uwielbiałem się z nim całować. Może oddawał pocałunek, lecz jego ręce nie drgnęły, a już myślałem, że się nie powstrzyma, złapie mnie i przewali na łóżko brutalnie całując.
Zlizałem stróżkę śliny która spłynęła mu po brodzie i zacząłem schodzić z pocałunkami w dół. Zrobiłem mu soczyście czerwoną malinkę na szyi i szybko odpiąłem jego koszulę. Zacząłem lizać i ssać jego skórę. Dlaczego ja tak kochałem tego demona? Przecież ja jestem jego zabaweczką. Którą podobno też kocha.
Zacząłem powoli odpinać jego spodnie, jeszcze trochę i zaraz będzie nagi. Wreszcie on będzie pierwszy bez ubrań, a nie odwrotnie. Zrobiłem mu dużą malinkę na brzuchu i ściągnąłem jego spodnie i bokserki jednocześnie. Dopiero wtedy usłyszałem, że demon cicho sapie i pojękuję. Czuję się dumny, że doprowadziłem go do takiego stanu! Jego członek dumnie się prężył.
Oblizałem usta i od razu włożyłem go całego do ust, a Crav niewyraźnie jęknął. Czułem jak w moich spodniach też zaczyna się robić ciasno. Teraz jednak chciałem zająć się tylko demonem.
Poruszałem głową by dać mu jak najwięcej przyjemności. Czasami przestawałem by oblizać go całego i troszkę przygryźć. Potem znów powracałem do pieszczenia go ustami, pomagałem sobie też ręką.
Słyszałem słodkie lecz ciche jęknięcia mojego kochanka i to mnie jeszcze bardziej podniecało.
- Dochodzę...- sapnął głośniej i spuścił się w moich ustach.
Połknąłem całą białą ciecz i oblizałem jego penisa. Potem podniosłem głowę i uśmiechnąłem się do niego.
- Nadal jesteś na mnie zły?
[Craven?]
Od Cravena c.d Eizo
Gdy wreszcie z łaski swojej Eizo wrócił chwyciłem go i zawlokłem na
lotnisko. Pewnie myślał że mam focha, jednak jakoś musiałem ochłonąć
bardzo się o niego martwiłem. A on jak zawsze ma z wszystkiego radochę.
Jakie to niedojrzałe, wreszcie po odprawie siedzieliśmy na swoich
miejscach. Ja zasnąłem i dopiero się obudziłem gdy wylądowaliśmy. Eizo
wziął nasze bagaże a ja wynająłem samochód.
-Wskakuj.- powiedziałem a on mnie posłuchał. Tylko chwile jechaliśmy, jak ja kocham Karaiby. Zatrzymałem się przed chatą na plaży.
-Tutaj będziemy mieszkać.- oprowadziłem go po naszym obecnym domu. Wróciliśmy i rozpakowaliśmy się.
-Nadal jesteś na mnie zły?- spytał się Eizo. Nie byłem tylko byłem ciekawy co robi.
-Tak, musisz mnie jakoś udobruchać- uśmiechnąłem się do niego.
<Eizo>
-Wskakuj.- powiedziałem a on mnie posłuchał. Tylko chwile jechaliśmy, jak ja kocham Karaiby. Zatrzymałem się przed chatą na plaży.
-Tutaj będziemy mieszkać.- oprowadziłem go po naszym obecnym domu. Wróciliśmy i rozpakowaliśmy się.
-Nadal jesteś na mnie zły?- spytał się Eizo. Nie byłem tylko byłem ciekawy co robi.
-Tak, musisz mnie jakoś udobruchać- uśmiechnąłem się do niego.
<Eizo>
Od Eizo c.d Vivi
- Tak, to dach naszej akademii.- mruknąłem, nie spuszczając wzroku z tej baby. Nie spodobała mi się.- Możesz już sobie iść.
- A może jakieś "dziękuję"?
- Nie mam za co.- parsknąłem i objąłem Chitose w pasie.- Idziemy na dół najszybszą drogą.
Spojrzała się na mnie zszokowana, po czym zaczęła się wyrywać, że nie chce. Wiedziałem, że po tej całej podróży była wystraszona i osłabiona, ale nie musi się bać. Przecież ja z nią będę.
Nie zważając na jej protesty zrzuciłem ją z budynku i zaraz skoczyłem za nią.
W locie objąłem ją i wypowiedziałem zaklęcie teleportacji, w jednej chwili znaleźliśmy się na dziedzińcu obok przyjaciół. Dziewczyna nadal mnie przytulała.
- Jesteśmy już na ziemi Chitose.- uśmiechnąłem się i spojrzałem na innych, Kage i Crav patrzyli się na mnie jakby chcieli mnie zabić.- Dobra puść mnie.
Oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
- Dlaczego od razu nie mogliśmy się teleportować?! Tylko musiałeś mnie zepchnąć z dachu?!
- No właśnie!- dokrzyczał Kage.
- Żeby było zabawniej.- zaśmiałem się.- A ty się tak nie wkurzaj bo zrobiłem co miałem zrobić.- wzruszyłem ramionami.
Chciałem jeszcze z nimi pogadać i wyjaśnić parę rzeczy, ale Craven do mnie podszedł, złapał mnie jak lalkę i przerzucił sobie przez ramię. Znów poczułem ból w dolnych partiach ciała.
- Crav co ty, kurw... Puść mnie!- zacząłem walić go po plecach pięściami, jednak on szedł dalej i nawet mi nie odpowiadał, spojrzałem na innych.- Tam na dachu chyba jest jeszcze taka jedna laska, wyczuwam jej energię. Chitose wam wytłumaczy!- i drzwi budynku się za nami zamknęły.
Byliśmy sami w hallu, słyszałem tylko jego kroki i szybki oddech, czułem też jego złość.
- O co się wkurzasz? Przecież zdążymy na samolot.- stwierdziłem.- Mam fajny widok na twój tyłek.- już chciałem go dotknąć tam, ale ten poprawił mnie na swoim ramieniu przez co zostałem brutalnie podrzucony.
- To nie zmienia faktu, że nadal mam super widok.- zachichotałem.- Crav... Co ty tak kwasem na mnie plujesz, co? A raczej nie plujesz, bo się nie odzywasz!
[Craven? Albo inni? Co tam porabiacie?]
- A może jakieś "dziękuję"?
- Nie mam za co.- parsknąłem i objąłem Chitose w pasie.- Idziemy na dół najszybszą drogą.
Spojrzała się na mnie zszokowana, po czym zaczęła się wyrywać, że nie chce. Wiedziałem, że po tej całej podróży była wystraszona i osłabiona, ale nie musi się bać. Przecież ja z nią będę.
Nie zważając na jej protesty zrzuciłem ją z budynku i zaraz skoczyłem za nią.
W locie objąłem ją i wypowiedziałem zaklęcie teleportacji, w jednej chwili znaleźliśmy się na dziedzińcu obok przyjaciół. Dziewczyna nadal mnie przytulała.
- Jesteśmy już na ziemi Chitose.- uśmiechnąłem się i spojrzałem na innych, Kage i Crav patrzyli się na mnie jakby chcieli mnie zabić.- Dobra puść mnie.
Oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
- Dlaczego od razu nie mogliśmy się teleportować?! Tylko musiałeś mnie zepchnąć z dachu?!
- No właśnie!- dokrzyczał Kage.
- Żeby było zabawniej.- zaśmiałem się.- A ty się tak nie wkurzaj bo zrobiłem co miałem zrobić.- wzruszyłem ramionami.
Chciałem jeszcze z nimi pogadać i wyjaśnić parę rzeczy, ale Craven do mnie podszedł, złapał mnie jak lalkę i przerzucił sobie przez ramię. Znów poczułem ból w dolnych partiach ciała.
- Crav co ty, kurw... Puść mnie!- zacząłem walić go po plecach pięściami, jednak on szedł dalej i nawet mi nie odpowiadał, spojrzałem na innych.- Tam na dachu chyba jest jeszcze taka jedna laska, wyczuwam jej energię. Chitose wam wytłumaczy!- i drzwi budynku się za nami zamknęły.
Byliśmy sami w hallu, słyszałem tylko jego kroki i szybki oddech, czułem też jego złość.
- O co się wkurzasz? Przecież zdążymy na samolot.- stwierdziłem.- Mam fajny widok na twój tyłek.- już chciałem go dotknąć tam, ale ten poprawił mnie na swoim ramieniu przez co zostałem brutalnie podrzucony.
- To nie zmienia faktu, że nadal mam super widok.- zachichotałem.- Crav... Co ty tak kwasem na mnie plujesz, co? A raczej nie plujesz, bo się nie odzywasz!
[Craven? Albo inni? Co tam porabiacie?]
sobota, 18 stycznia 2014
Od Vivi cd Chitose
No ładnie. Nie dość, że dziwna, rozhisteryzowana dziewuszka
to jeszcze równie dziwny chłopak. Na dodatek gapił się na mnie jakbym mu ojca
gitarą zajebała.
- Vivi. Ukłoniłabym się, ale jakoś mi się nie chce –
powiedziałam i oparłam się o swoją kosę.
- A jesteś tu bo... – zaczął.
- Zwiedzam, siekę potworki i ratuję księżniczki z opresji
jak widać – mruknęłam. – Jeszcze tylko zakutego łba mi brakuje...
Oboje spojrzeli na mnie dziwnie jakby wiedzieli coś czego ja
już nie bardzo, albo jakby mnie o coś podejrzewali.
- No co? – zapytałam zdezorientowana.
- Nie, nic – mruknął chłopak. – Wracajmy do domu –
powiedział do dziewczyny.
- To się spieszcie, bo idzie do nas coś nieładnego –
powiedziałam.
- Jak to?! – pisnęła Chito... jak jej tam.
- Tak to – mruknęłam.
Chwyciłam kosę i z uśmieszkiem na ustach przywitałam
biegnącego w naszą stronę potwora. To był Terrentak, istota żywiąca się magią.
Czyli cierpki zapaszek od tej dwójki to jednak była magia.
Poskoczyłam i przefrunęłam nad potworem dalej szarżującym na
dwójkę magów. Chłopak machał łapkami chyba rzucał zaklęcie, ale ubiegłam go.
Wbiłam ostrze kosy tuż poniżej czaszki stwora i rozplatałam go praktycznie na
dwoje.
- No to dokąd się wybieracie? – zapytałam podchodząc do
nich.
Dziewczyna spoglądała na mnie szeroko otwartymi oczyma i
chyba myślała gdzie by się tu przede mną schować.
- Do Akademii Excal w świecie ludzi – powiedział chłopak,
choć bacznie mnie obserwował.
- No to hop – powiedziałam i wbiłam kosę w ziemię.
Cała trójką staliśmy na jakimś dachu.
- To dach tek waszej akademii czy znowu się zgubiłam? –
zapytałam. Na dziedzińcu stali jacyś ludzie, pomachałam im radośnie.
<Chitose? Eizo?>
Od Chitose cd Eizo
Poprosiłam Yuki, żeby trochę ze mną poćwiczyła. Byłam strasznie zmęczona po ostatniej nocy, ale chciałam w końcu poczynić jakieś postępy. A dlaczego byłam zmęczona? Co noc śnią mi się koszmary. Nie żebym się bała, czy coś, ale dręczyło mnie to. Budziłam się w środku nocy, a potem nie mogłam zasnąć. Mam już tak od tygodnia, więc moje zasoby energii dziennej, trochę się zmniejszyły. Robiłam coraz więcej błędów na treningach, przez co Kage na mnie krzyczał. Nie lubię jak krzyczy... jest wtedy... nie jak on. Przez to, że tak intensywnie myślałam o koszmarach, nie mogłam się skupić na bieżącym zadaniu. Miałam spróbować stworzyć małego kwiatka. Kucałam przed trawą, w miejscy gdzie wyczułam małe nasionko utknięte w ziemi. Powinno być to proste. W końcu zarodek już jest. Wystarczy tylko obudzić roślinkę do życia. Pomimo łatwości zaklęcia, i tak nie mogłam sobie z nim poradzić. Moje myśli były za bardzo rozbiegane, bym mogła cokolwiek zdziałać. Yuki na początku bacznie się wszystkiemu przyglądała, ale potem odeszła parę kroków i wystawiła twarz do wczesnego słońca. Potem wszystko potoczyło się niezwykle szybko. Wokół mnie zaczęły się zbierać kłęby ciemnych chmur. Próbowałam krzyczeć do Yuki, ale ona mnie nie słyszała. Ciemne warstwy skutecznie niwelowały wszystkie odgłosy. Przez chwilę nie widziałam zupełnie nic, ale jak chmury zaczęły się powoli rozjaśniać, zdałam sobie sprawę, że nie jestem już na dziedzińcu akademii. Znalazłam się... nie wiem gdzie. Najgorsze było to, że dziwnie się czułam. Patrzyłam na potwory i miejsce jak wyjęte prosto z piekła. Zdałam sobie sprawę, że to samo widziałam w swoich snach. A może zasnęłam? Byłam tak zmęczona, że po prostu położyłam się na trawie i zamknęłam oczy? Nie... teraz wszystko było dziwnie realne i zdawało się być bliżej niż wcześniej. /czułam dziwne uczucie rozrywające mnie od środka. Kazało mi uciekać jak najdalej i zamknąć oczy by nie wiedzieć przerażającego świata. Strach? Nigdy go nie odczuwałam... ale tu było inaczej. O ile w czasie snu wszystko mogłam zakończyć w jednej chwili, to tutaj nie byłam w stanie. Nie wiedziałam jak mam wrócić do akademii. W końcu moje nogi uległy sparaliżowanemu mózgowi i ruszyły się do ucieczki. Biegłam z zamkniętymi oczami, by nie widzieć zupełnie nic z tego dziwnego miejsca. W pewnej chwili jednak poczułam, że coś mnie podnosi do góry. Usłyszałam pełen pogardy, kobiecy głos.
- Nie uczyła cię mama, że takim dziewuszkom nie wolno bawić się w takich miejscach? - Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jakieś stworzenie. Może nie była tym, co chciałam zobaczyć, ale była moją jedyną deską ratunku. Wyciągnęłam ręce i przytuliłam się do dziewczyny. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam... na pewno było to dawno, bo moje oczy miały w zanadrzu dużo słonej cieczy do wypuszczenia.
- Zabierz mnie stąd! - Krzyknęłam szlochając. Stworzenie na początku nie zareagowało. Jej ciało stało jak wryte i się nie ruszało. Dopiero po chwili poczułam jak siłą odrywa mnie od siebie i stawia na ziemi.
- Nie dotykaj mnie! - Wrzasnęła, a ja skuliłam się lekko.
- Chitose! - usłyszałam i odwróciłam głowę do źródła głosu. Otworzyłam szeroko oczy w zdumieniu, a potem pobiegłam do Eizo. Rzuciłam się mu niespodziewanie na szyję i zaczęłam mu dziękować. Przyszedł po mnie... przyszedł po mnie...
- Dobra, dobra! Puść mnie już! - zaśmiał się. Niechętnie, ale zsunęłam się z jego ramion na ziemie. Chłopak spojrzał na dziwna kobietę, która podeszła do nas.
- Kim jesteś? - zapytał.
<Eizo? Vivi?>
- Nie uczyła cię mama, że takim dziewuszkom nie wolno bawić się w takich miejscach? - Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jakieś stworzenie. Może nie była tym, co chciałam zobaczyć, ale była moją jedyną deską ratunku. Wyciągnęłam ręce i przytuliłam się do dziewczyny. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam... na pewno było to dawno, bo moje oczy miały w zanadrzu dużo słonej cieczy do wypuszczenia.
- Zabierz mnie stąd! - Krzyknęłam szlochając. Stworzenie na początku nie zareagowało. Jej ciało stało jak wryte i się nie ruszało. Dopiero po chwili poczułam jak siłą odrywa mnie od siebie i stawia na ziemi.
- Nie dotykaj mnie! - Wrzasnęła, a ja skuliłam się lekko.
- Chitose! - usłyszałam i odwróciłam głowę do źródła głosu. Otworzyłam szeroko oczy w zdumieniu, a potem pobiegłam do Eizo. Rzuciłam się mu niespodziewanie na szyję i zaczęłam mu dziękować. Przyszedł po mnie... przyszedł po mnie...
- Dobra, dobra! Puść mnie już! - zaśmiał się. Niechętnie, ale zsunęłam się z jego ramion na ziemie. Chłopak spojrzał na dziwna kobietę, która podeszła do nas.
- Kim jesteś? - zapytał.
<Eizo? Vivi?>
sobota, 4 stycznia 2014
Od Amber Midnight
-Mamo muszę iść akurat na tą uczelnię?
-Tak kochanie.To jedna z najlepszych i najdroższych akademii.
-Pewnie tu są same bogate i rozpieszczeni ludzie.
-Nie możesz tak myśleć.No idź bo ja muszę jechać na naradę.Będę cię czasem odwiedzać.
Mama pożegnała się ze mną.Stanęłam przed wielkim gmachem uczelni.Prowadziłam za uzdę moją klacz Charlottę i Margaret która siedziała na jej grzbiecie.Zaprowadziła Charlottę do wynajętego boksu a moje walizki zabrał portier.Ja weszłam niepostrzeżona,szybko przesmyknęłam się na górę gdzie był mój pokój.Tam już czekały moje bagaże.Zamknęłam się aby mi nikt nie przeszkadzał.Margaret wskoczyła na łóżko aby je wypróbować.Chyba było miękkie skoro kotka od razu zasnęła.Rozpakowywanie zajęła mi prawie cały dzień.Resztę dnia spędziłam na oglądaniu uczelni.Wkrótce wróciłam do mojego pokoju.Miło było widzieć mój pokój w idealnym ładzie.
Obudziłam się następnego ranka dość wcześnie.To była sobota więc zajęć nie było.Połowa ludziów pewnie leniuchowała w łóżkach lecz ja delikatnie wymknęłam się do księgarni.Tam kupiłam wielką stertę książek i zeszytów po czym udałam się do miejscowej bibliotek i wypożyczyłam parę książek.Kiedy wróciłam do pokoju coś było nie tak.Odłożyłam książki i zobaczyłam że na łóżku coś leży.To była czarna suknia:
Coś było z nią nie tak.Ostrożnie wyrzuciłam ją przez okno i nagle...tak huknęła tak głośno że chyba cała akademia słyszała.Pomyślałam:
-Głupi żart,ale ja im pokażę ze mną się nie zadziera!
Wytworzyłam pole ochronne które nie przepuszczało przedmiotów zaczarowanych przez czarną magię ani osób które nią się posługują.Ciekawe jaki kawał teraz mi zrobią?W niedzielę szłam korytarzem też dość wcześnie bo około 6:00.Czytając ostatni rozdział książki nie zauważyłam gdzie idę aż w końcu w kogoś wpadłam ale na szczęście pole ochronne zadziałało.Ten ktoś posługiwał się czarną magią.Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej.Po tym zajściu całą niedzielę spędziłam w bibliotece po czym wróciłam do pokoju.
-Tak kochanie.To jedna z najlepszych i najdroższych akademii.
-Pewnie tu są same bogate i rozpieszczeni ludzie.
-Nie możesz tak myśleć.No idź bo ja muszę jechać na naradę.Będę cię czasem odwiedzać.
Mama pożegnała się ze mną.Stanęłam przed wielkim gmachem uczelni.Prowadziłam za uzdę moją klacz Charlottę i Margaret która siedziała na jej grzbiecie.Zaprowadziła Charlottę do wynajętego boksu a moje walizki zabrał portier.Ja weszłam niepostrzeżona,szybko przesmyknęłam się na górę gdzie był mój pokój.Tam już czekały moje bagaże.Zamknęłam się aby mi nikt nie przeszkadzał.Margaret wskoczyła na łóżko aby je wypróbować.Chyba było miękkie skoro kotka od razu zasnęła.Rozpakowywanie zajęła mi prawie cały dzień.Resztę dnia spędziłam na oglądaniu uczelni.Wkrótce wróciłam do mojego pokoju.Miło było widzieć mój pokój w idealnym ładzie.
Obudziłam się następnego ranka dość wcześnie.To była sobota więc zajęć nie było.Połowa ludziów pewnie leniuchowała w łóżkach lecz ja delikatnie wymknęłam się do księgarni.Tam kupiłam wielką stertę książek i zeszytów po czym udałam się do miejscowej bibliotek i wypożyczyłam parę książek.Kiedy wróciłam do pokoju coś było nie tak.Odłożyłam książki i zobaczyłam że na łóżku coś leży.To była czarna suknia:
Coś było z nią nie tak.Ostrożnie wyrzuciłam ją przez okno i nagle...tak huknęła tak głośno że chyba cała akademia słyszała.Pomyślałam:
-Głupi żart,ale ja im pokażę ze mną się nie zadziera!
Wytworzyłam pole ochronne które nie przepuszczało przedmiotów zaczarowanych przez czarną magię ani osób które nią się posługują.Ciekawe jaki kawał teraz mi zrobią?W niedzielę szłam korytarzem też dość wcześnie bo około 6:00.Czytając ostatni rozdział książki nie zauważyłam gdzie idę aż w końcu w kogoś wpadłam ale na szczęście pole ochronne zadziałało.Ten ktoś posługiwał się czarną magią.Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej.Po tym zajściu całą niedzielę spędziłam w bibliotece po czym wróciłam do pokoju.
piątek, 3 stycznia 2014
Od Eizo c.d Craven'a & Kagetory
To było jak zwykle cudowne, ale oprócz tego, że byłem zmęczony (dupa mnie bolała jak diabli) i brudny, to byłem też głodny. Craven się najadł, a ja od śniadania nie miałem nic w ustach.
- Carv, tyłek mnie przez ciebie boli jak nie wiem i muszę się wykąpać...
- Mogę ci wymasować, chcesz? Albo później, zbieramy się!
- Nie chce masażu.- wyplątałem się z objęć demona i podniosłem się chwiejnie.- Idziemy coś zjeść i potem jedziemy, może być?- zacząłem szukać swoich bokserek.
- Ty będziesz jadł skarbie, ja mogę popatrzeć jak to robisz, albo cię nakarmię.- uśmiechnął się i też wstał.- Już się nie mogę doczekać jak tam pojedziemy, będę cię pieprzył w dzień i w nocy.- mruknął mi do ucha i ścisnął moje pośladki.
- Nie będę mógł chodzić.- skrzywiłem się.- I będę kwiczał z bólu. Tak jak teraz.- jęknąłem.
- To będę cię nosił i masował, mordko.
Wsunąłem na siebie znalezione bokserki i czarne spodnie rurki. Potem założyłem swój T-shirt który demon wrzucił pod łóżko. To wszystko nie było takie proste, ledwo się ruszałem.
- Brzmi zachęcająco, ale wole nie czuć tego bólu. Ubieraj się i idziemy na obiad.- cmoknąłem go w nos.
Chłopak uśmiechnął się i szybko ubrał. Potem złapał mnie za rękę i powoli poszliśmy do kuchni. Siedział tam Kagetora i Yuki. No i chyba gadali o mnie bo usłyszałem swoje imię. Oczywiście od razu zaciekawiłem się tą sprawą, więc chłopak mi wszystko wyjaśnił. I to nie było o mnie, no, ja miałem brać w tym udział.
- I co myślisz? Dasz radę coś zrobić?- zapytał kończąc gadać.
- Mogę po nią iść, to nie jest takie trudne, gdy byłem mały to też kiedyś się przeniosłem do krainy koszmarów, szybko wróciłem.-zaśmiałem się na tamto wspomnienie, chociaż wtedy cholernie się bałem.- Lecz jeśli jest w krainie marzeń, to może być ciężko by ją przekonać by wróciła...
- Wierzę w ciebie.- czarnowłosy spojrzał na mnie prosząco.
Westchnąłem. Przecież mieliśmy jechać z Craven'em na małe wakacje, ale cóż, muszę uratować Chitose. Demon pewnie będzie zły ale ja chce jej pomóc.
- Mam nadzieję, że został po niej jakiś trop. To idziemy na dziedziniec, nie?
- Hej!- warknął mój ukochany.- Ja tutaj też mam coś do powiedzenia. Sam nie możesz tam iść, tylko jego wysyłasz? A jak mu się coś stanie?!- krzyknął do Kage.
- Craven, nic mi się nie stanie, jestem dość potężnym czarnoksiężnikiem, wiesz?
- Nie obchodzi mnie to, nie będziesz się narażał. A do tego ledwo chodzisz!
- Uspokój się, poradzę sobie.- wyrwałem swoją rękę z jego uścisku.- Jak wrócę z Chitose to pojedziemy na te wakacje.
- Kiedy wrócisz?- Yuki wyprzedziła pytanie demona.
- Postaram się jak najszybciej, z powrotem nie będę miał problemu.
- O nie! Spóźnimy się na samolot!- Crav zaczął się denerwować.- Albo idę z tobą, albo nie idziesz wcale!
Przewróciłem oczami i ruszyłem w stronę dziedzińca, słyszałem, że wszyscy ruszyli za mną. Wkurzało mnie to, że Craven we mnie nie wierzy, martwi się o mnie jak o jakiegoś bachora, którym nie jestem. To znaczy w jego mniemaniu pewnie jestem, bo on jest ode mnie o wiele starszy, no ale co zrobić? Nikt jeszcze nie widział co naprawdę potrafię, to co zwykle wszystkim pokazuje to proste sztuczki których nauczyłem się będąc dzieckiem. Jakbym chciał, to mógłbym jednym zaklęciem zniszczyć całą akademię, a z uczniów zrobić moich zombie podwładnych.
Wyszliśmy na dziedziniec i od razu uderzyła we mnie magia której użyła Chitose, trop był bardzo silny, nie powinienem mieć problemów ze znalezieniem jej świata.
- Niestety Crav, ale nie znasz odpowiednich zaklęć i zaburzyłbyś całą krainę. Muszę iść tam sam.- moje oczy zaczęły błyszczeć na czerwono.- Niedługo z nią wrócę.- uśmiechnąłem się i przytuliłem się do demona, czułem całą jego złość i znów poczułem duże ukłucie bólu w okolicach dolnych partii ciała.
Blondyn się nie odzywał, pocałował mnie w czubek głowy i puścił. Odsunąłem się od niego by nic mu się nie stało i zacząłem wymawiać zaklęcia. Zaczął wiać silny wiatr, naokoło mnie pojawiła się czarna smuga jakby dymu, takiej ciemnej energii. Otoczyła mnie całego i zniknąłem z dziedzińca.
Gdy otworzyłem oczy, znalazłem się w dość dziwnym miejscu, wyglądało mi to na krainę koszmarów, jednak mogło być odwrotnie. Każda kraina jest inna. Przeszedłem się chwilę, w tempie który nie sprawiał mi dużego bólu (nie czułem się najlepiej). Jak wrócę to od razu pewnie pojedziemy na lotnisko, a jak tam dotrzemy to od razu muszę się umyć. Trochę jednak dziwiło mnie to, że nic mnie nie atakuje. Moja magia powinna przyciągać róże stworzenia, czy to dobre, czy złe. Z tego co wiem jestem dobrym kąskiem. W końcu człowiek parający się tak wielką magią i umiejący tak wiele jest rzadkością. Gdy tak rozmyślałem to ujrzałem Chitose, stała przy jakiejś zakrwawionej dziewczynie. Na początku pomyślałem, że to jakiś potwór, bo od razu poczułem jej magię, jednak dziewczyny rozmawiały więc, to musi być jakiś mag czy ktoś... Ale po co tutaj jest? Dobra... Jakby co to jej coś zrobię. Muszę się spieszyć by zdążyć na samolot i na wakacje z Craven'em.
- Chitose!- krzyknąłem i pomachałem do księżniczki która się odwróciła.
[Chitose?]
- Carv, tyłek mnie przez ciebie boli jak nie wiem i muszę się wykąpać...
- Mogę ci wymasować, chcesz? Albo później, zbieramy się!
- Nie chce masażu.- wyplątałem się z objęć demona i podniosłem się chwiejnie.- Idziemy coś zjeść i potem jedziemy, może być?- zacząłem szukać swoich bokserek.
- Ty będziesz jadł skarbie, ja mogę popatrzeć jak to robisz, albo cię nakarmię.- uśmiechnął się i też wstał.- Już się nie mogę doczekać jak tam pojedziemy, będę cię pieprzył w dzień i w nocy.- mruknął mi do ucha i ścisnął moje pośladki.
- Nie będę mógł chodzić.- skrzywiłem się.- I będę kwiczał z bólu. Tak jak teraz.- jęknąłem.
- To będę cię nosił i masował, mordko.
Wsunąłem na siebie znalezione bokserki i czarne spodnie rurki. Potem założyłem swój T-shirt który demon wrzucił pod łóżko. To wszystko nie było takie proste, ledwo się ruszałem.
- Brzmi zachęcająco, ale wole nie czuć tego bólu. Ubieraj się i idziemy na obiad.- cmoknąłem go w nos.
Chłopak uśmiechnął się i szybko ubrał. Potem złapał mnie za rękę i powoli poszliśmy do kuchni. Siedział tam Kagetora i Yuki. No i chyba gadali o mnie bo usłyszałem swoje imię. Oczywiście od razu zaciekawiłem się tą sprawą, więc chłopak mi wszystko wyjaśnił. I to nie było o mnie, no, ja miałem brać w tym udział.
- I co myślisz? Dasz radę coś zrobić?- zapytał kończąc gadać.
- Mogę po nią iść, to nie jest takie trudne, gdy byłem mały to też kiedyś się przeniosłem do krainy koszmarów, szybko wróciłem.-zaśmiałem się na tamto wspomnienie, chociaż wtedy cholernie się bałem.- Lecz jeśli jest w krainie marzeń, to może być ciężko by ją przekonać by wróciła...
- Wierzę w ciebie.- czarnowłosy spojrzał na mnie prosząco.
Westchnąłem. Przecież mieliśmy jechać z Craven'em na małe wakacje, ale cóż, muszę uratować Chitose. Demon pewnie będzie zły ale ja chce jej pomóc.
- Mam nadzieję, że został po niej jakiś trop. To idziemy na dziedziniec, nie?
- Hej!- warknął mój ukochany.- Ja tutaj też mam coś do powiedzenia. Sam nie możesz tam iść, tylko jego wysyłasz? A jak mu się coś stanie?!- krzyknął do Kage.
- Craven, nic mi się nie stanie, jestem dość potężnym czarnoksiężnikiem, wiesz?
- Nie obchodzi mnie to, nie będziesz się narażał. A do tego ledwo chodzisz!
- Uspokój się, poradzę sobie.- wyrwałem swoją rękę z jego uścisku.- Jak wrócę z Chitose to pojedziemy na te wakacje.
- Kiedy wrócisz?- Yuki wyprzedziła pytanie demona.
- Postaram się jak najszybciej, z powrotem nie będę miał problemu.
- O nie! Spóźnimy się na samolot!- Crav zaczął się denerwować.- Albo idę z tobą, albo nie idziesz wcale!
Przewróciłem oczami i ruszyłem w stronę dziedzińca, słyszałem, że wszyscy ruszyli za mną. Wkurzało mnie to, że Craven we mnie nie wierzy, martwi się o mnie jak o jakiegoś bachora, którym nie jestem. To znaczy w jego mniemaniu pewnie jestem, bo on jest ode mnie o wiele starszy, no ale co zrobić? Nikt jeszcze nie widział co naprawdę potrafię, to co zwykle wszystkim pokazuje to proste sztuczki których nauczyłem się będąc dzieckiem. Jakbym chciał, to mógłbym jednym zaklęciem zniszczyć całą akademię, a z uczniów zrobić moich zombie podwładnych.
Wyszliśmy na dziedziniec i od razu uderzyła we mnie magia której użyła Chitose, trop był bardzo silny, nie powinienem mieć problemów ze znalezieniem jej świata.
- Niestety Crav, ale nie znasz odpowiednich zaklęć i zaburzyłbyś całą krainę. Muszę iść tam sam.- moje oczy zaczęły błyszczeć na czerwono.- Niedługo z nią wrócę.- uśmiechnąłem się i przytuliłem się do demona, czułem całą jego złość i znów poczułem duże ukłucie bólu w okolicach dolnych partii ciała.
Blondyn się nie odzywał, pocałował mnie w czubek głowy i puścił. Odsunąłem się od niego by nic mu się nie stało i zacząłem wymawiać zaklęcia. Zaczął wiać silny wiatr, naokoło mnie pojawiła się czarna smuga jakby dymu, takiej ciemnej energii. Otoczyła mnie całego i zniknąłem z dziedzińca.
Gdy otworzyłem oczy, znalazłem się w dość dziwnym miejscu, wyglądało mi to na krainę koszmarów, jednak mogło być odwrotnie. Każda kraina jest inna. Przeszedłem się chwilę, w tempie który nie sprawiał mi dużego bólu (nie czułem się najlepiej). Jak wrócę to od razu pewnie pojedziemy na lotnisko, a jak tam dotrzemy to od razu muszę się umyć. Trochę jednak dziwiło mnie to, że nic mnie nie atakuje. Moja magia powinna przyciągać róże stworzenia, czy to dobre, czy złe. Z tego co wiem jestem dobrym kąskiem. W końcu człowiek parający się tak wielką magią i umiejący tak wiele jest rzadkością. Gdy tak rozmyślałem to ujrzałem Chitose, stała przy jakiejś zakrwawionej dziewczynie. Na początku pomyślałem, że to jakiś potwór, bo od razu poczułem jej magię, jednak dziewczyny rozmawiały więc, to musi być jakiś mag czy ktoś... Ale po co tutaj jest? Dobra... Jakby co to jej coś zrobię. Muszę się spieszyć by zdążyć na samolot i na wakacje z Craven'em.
- Chitose!- krzyknąłem i pomachałem do księżniczki która się odwróciła.
[Chitose?]
Od Craven'a c.d Eizo
-Zostawię to na sam koniec.- wyszczerzyłem się szeroko. Aż cały płonąłem
z podniecenia. Zacząłem go gryźć po uchu a moja ręka zaczęła miętosić
jego pośladki. Powoli włożyłem w niego palcem, on głośno jęknął. Powoli
nim poruszałem, czułem jak w środku powoli się rozluźnia. Zacząłem
pieścić jego sutki, Eizo mocno sapał i od czasu do czasu jęczał głośno.
Był cały mokry, już nie mogłem czekać.
-Eizo nadchodzę.- szybko wszedłem w niego. Poczułem jak mnie ściska, największa przyjemność na całym świecie. On głośno jęknął. Powoli zacząłem się w nim poruszać, jego głos był taki zmysłowy.
-Jest ci dobrze?- zapytałem dysząc. On pomachał potwierdzająco głową. To był dla mnie znak że mogę szybciej i tak postąpiłem. Może się z nim trochę podroczę.
-Aż tak mnie pragniesz? Czuję jak mnie całego wciągasz do środka...- on zrobił się cały czerwony.
-Crav...ah..- próbował coś powiedzieć, jednak jęki mu w tym przeszkadzały.
-Ja zaraz...- wyjęczał i wtedy czułem jak zaczyna mnie ściskać. Spiąłem się i wypełniłem go całego spermą. On sam wygiął się w łuk i doszedł, i właśnie w tym samym monecie się w niego wgryzłem i znów doszedłem. Wyszedłem z niego.
-No to się ubieraj za chwilę musimy wychodzić na samolot!- uśmiechnąłem się i szybko się ubrałem. Wiedziałem że Eizo musi się wykąpać po tym bo przecież jest cały wypełniony, ale nie ma na to czasu.
<Eizo?>
-Eizo nadchodzę.- szybko wszedłem w niego. Poczułem jak mnie ściska, największa przyjemność na całym świecie. On głośno jęknął. Powoli zacząłem się w nim poruszać, jego głos był taki zmysłowy.
-Jest ci dobrze?- zapytałem dysząc. On pomachał potwierdzająco głową. To był dla mnie znak że mogę szybciej i tak postąpiłem. Może się z nim trochę podroczę.
-Aż tak mnie pragniesz? Czuję jak mnie całego wciągasz do środka...- on zrobił się cały czerwony.
-Crav...ah..- próbował coś powiedzieć, jednak jęki mu w tym przeszkadzały.
-Ja zaraz...- wyjęczał i wtedy czułem jak zaczyna mnie ściskać. Spiąłem się i wypełniłem go całego spermą. On sam wygiął się w łuk i doszedł, i właśnie w tym samym monecie się w niego wgryzłem i znów doszedłem. Wyszedłem z niego.
-No to się ubieraj za chwilę musimy wychodzić na samolot!- uśmiechnąłem się i szybko się ubrałem. Wiedziałem że Eizo musi się wykąpać po tym bo przecież jest cały wypełniony, ale nie ma na to czasu.
<Eizo?>
czwartek, 2 stycznia 2014
Od Vivi
Siedziałam na dachu
jakiejś budowli, sporej i ładnej, a mimo to nieciekawej, tak samo jak ruchliwe
ulice pode mną i stado rozwrzeszczanych kukiełek nazywanych ludźmi.
Stanęłam na krawędzi i czekała, aż mnie ktoś
zauważy. Trochę to trwało, bo ludzie to istoty ogromnie ograniczone i to co nad
nimi jest w większości niewidzialne, no chyba, że im na łeb zleci. No właśnie,
co do zlatywania komuś na łeb... a z resztą zaraz do tego dojdziemy.
Na dole zebrało się ładne stadko gapiów. Jedni zakrywali usta przerażeni, drudzy byli wyraźnie żądni sensacji i krwi oczywiście.
- Proszę stać spokojnie – usłyszałam za sobą.
Jakiś mężczyzna wszedł a dach i stał kawałek dalej. Zaraz zacznie się gadka psychologa do potencjonalnego samobójcy.
- Zostaw mnie – powiedziałam udając szloch.
- To nie musi się tak skończyć, proszę cofnij się, nie rób nic głupiego – przemawiał łagodnie, delikatnie zbliżył się, a ja zrobiłam pół kroku w stronę przepaści.
- Mówiłam, żebyś się nie zbliżał! – wrzasnęłam.
- Tak, wybacz. Porozmawiajmy, mogę ci pomóc...
Posłałam mu uśmiech i zrobiłam krok do tyłu. Mina gościa była wzruszająca, niemal uwierzyłam, że zależało mu na moim losie. Było już jednak za późno. Leciałam w dół na spotkanie śmierci napawając się krzykami tłumu. Zanim jednak moje ciało rąbnęło w asfalt przeniosłam się do domu.
No dobra, miało być do domu, ale nie było. Rozejrzałam się wokół, widoczek był dość swojski. Przez swojski miałam na myśli łeb wbity na pikę, stado kruków i bajorko lawy opodal. Prawie jak w domu, czyli jestem blisko.
Nie uszłam daleko, a wypadło na mnie stadko dziwnych stworzeń o twarzach, które mogły być dziełem jedynie mieszaniny podpalonej benzyny, którą ktoś gasił z buta. Rozsieczenie potworków na plasterki ni zajęło mi dużo czasu. Niestety monstra krwawiły obficie.
- Świetnie – mruknęłam.
Byłam cała oblepiona juchą.
Coś mignęło mi z prawej. Coś mnie tknęło i zamiast ciąć od razu złapałam owo coś. Moim oczom ukazała się przerażona dziewczyna.
- Nie uczyła cię mama, że takim małym dziewuszkom nie wolno bawić się w takich miejscach? – zapytałam.
<Chitose?>
Na dole zebrało się ładne stadko gapiów. Jedni zakrywali usta przerażeni, drudzy byli wyraźnie żądni sensacji i krwi oczywiście.
- Proszę stać spokojnie – usłyszałam za sobą.
Jakiś mężczyzna wszedł a dach i stał kawałek dalej. Zaraz zacznie się gadka psychologa do potencjonalnego samobójcy.
- Zostaw mnie – powiedziałam udając szloch.
- To nie musi się tak skończyć, proszę cofnij się, nie rób nic głupiego – przemawiał łagodnie, delikatnie zbliżył się, a ja zrobiłam pół kroku w stronę przepaści.
- Mówiłam, żebyś się nie zbliżał! – wrzasnęłam.
- Tak, wybacz. Porozmawiajmy, mogę ci pomóc...
Posłałam mu uśmiech i zrobiłam krok do tyłu. Mina gościa była wzruszająca, niemal uwierzyłam, że zależało mu na moim losie. Było już jednak za późno. Leciałam w dół na spotkanie śmierci napawając się krzykami tłumu. Zanim jednak moje ciało rąbnęło w asfalt przeniosłam się do domu.
No dobra, miało być do domu, ale nie było. Rozejrzałam się wokół, widoczek był dość swojski. Przez swojski miałam na myśli łeb wbity na pikę, stado kruków i bajorko lawy opodal. Prawie jak w domu, czyli jestem blisko.
Nie uszłam daleko, a wypadło na mnie stadko dziwnych stworzeń o twarzach, które mogły być dziełem jedynie mieszaniny podpalonej benzyny, którą ktoś gasił z buta. Rozsieczenie potworków na plasterki ni zajęło mi dużo czasu. Niestety monstra krwawiły obficie.
- Świetnie – mruknęłam.
Byłam cała oblepiona juchą.
Coś mignęło mi z prawej. Coś mnie tknęło i zamiast ciąć od razu złapałam owo coś. Moim oczom ukazała się przerażona dziewczyna.
- Nie uczyła cię mama, że takim małym dziewuszkom nie wolno bawić się w takich miejscach? – zapytałam.
<Chitose?>
środa, 1 stycznia 2014
Od Kagetory cd Mojmiry
- To dobrze... - Czułem jak cały strach i stres ze mnie powoli schodzi. "Może powinniśmy trochę przystopować?" przeszło mi przez myśl. Jeżeli tak bardzo ją to wykańcza... Nie mogę sprawić, żeby taka sytuacja się powtórzyła.
- Wiedziałem...
- Co wiedziałeś? - Zapytała Mira. Spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Z ogonem jesteś równie piękna. - Dziewczyna nie odpowiedziała, ale zarumieniła się delikatnie. Nie mogę nawet określić swojego szczęścia. Parę dni temu nawet bym nie pomyślał, że poznam kobietę swojego życia. W ogóle mnie to nie interesowało... A ona wywróciła całe moje życie do góry nogami.
- Może przyniosę ci coś do jedzenia? Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny...
- Będę wdzięczna. - Powiedziała, a ja pocałowałem ją w mokre czółko i wyszedłem z łazienki. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. O dziwo nikogo tam nie było. O tej porze zwykle kuchnia jest cała zapełniona. "Czy coś się stało?" Gdy tylko zadałem sobie to pytanie do kuchni wpadła zdyszana Yuki.
- Chi... Chi-Chitose... - Wysapała.
- Co z nią!? - Podbiegłem do dziewczyny i pomogłem jej usiąść. Nalałem jej szklankę zimnej wody, żeby trochę ochłonęła. Yuki wypiła ją duszkiem i od razu zaczęła mówić.
- Namówiła mnie żebym z nią chwilę poćwiczyła, więc poszłyśmy na dziedziniec. Odwróciłam się dosłownie na sekundę, a jej już nie było. Przybiegłam tu najszybciej jak mogłam. Nie mam pojęcia co się stało... Czy to ona zrobiła? Nieświadomie przeniosła się gdzieś? Myślisz, że mogłaby coś takiego zrobić? - Zacząłem się zastanawiać. Chwilę potrwało zanim wymyśliłem pasującą teorię.
- To jest możliwe. Matka Chitose zaginęła w podobnych okolicznościach. Wróciła po paru dniach ni stąd, ni zowąd pojawiając się w zamku. kobieta była wtedy w szoku i mówiła niestworzone rzeczy. Tak się dzieję jak nie panuje nad swoją mocą. Czasami jak o czymś pomyśli, lub czegoś zapragnie, może przenieść się w miejsce w którym to dostanie. Lub... jeśli się czegoś naprawdę boi... To może znaleźć się w miejscu z najgorszych koszmarów. Przedstawiające jej najgłębsze obawy i paranoje. - Zatrzymałem się na chwilę.
- Nic nie możemy na to poradzić. Chitose sama musi znaleźć wyjście z tego miejsca i wrócić do nas. Jednak jeśli nie odnajdzie wyjścia szybko... może zostać tam na zawsze. - Yuki popatrzyła na mnie z przerażeniem w oczach. Widocznie bardzo się bała. Ja także się martwiłem, ale wierzyłem, że dziewczyna sobie poradzi. Wszystko zależy od tego w jakiej krainie się znalazła... jeżeli w krainie marzeń to może już nigdy nie wrócić... a jeżeli w koszmarze... to może jakoś uda jej się wrócić.
- Jest jedna możliwość. Trzeba zbadać miejsce gdzie zniknęła i może uda nam się ustalić gdzie jest... czasami zostaje jakiś trop. Jeżeli coś znajdziemy to możemy wysłać za nią doświadczonego maga. Będzie nim Eizo oczywiście...
- Co ja? - Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem Eizo i Carvena. Widocznie już się wszyscy zbierają na obiad.
- Jest sprawa... - zacząłem. Opowiedziałem im o wszystkim co się wydarzyło i jaka jest moja teoria. Obydwoje słuchali uważnie.
- I co myślisz? Dasz radę coś zrobić?
<Eizo?>
- Wiedziałem...
- Co wiedziałeś? - Zapytała Mira. Spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Z ogonem jesteś równie piękna. - Dziewczyna nie odpowiedziała, ale zarumieniła się delikatnie. Nie mogę nawet określić swojego szczęścia. Parę dni temu nawet bym nie pomyślał, że poznam kobietę swojego życia. W ogóle mnie to nie interesowało... A ona wywróciła całe moje życie do góry nogami.
- Może przyniosę ci coś do jedzenia? Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny...
- Będę wdzięczna. - Powiedziała, a ja pocałowałem ją w mokre czółko i wyszedłem z łazienki. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. O dziwo nikogo tam nie było. O tej porze zwykle kuchnia jest cała zapełniona. "Czy coś się stało?" Gdy tylko zadałem sobie to pytanie do kuchni wpadła zdyszana Yuki.
- Chi... Chi-Chitose... - Wysapała.
- Co z nią!? - Podbiegłem do dziewczyny i pomogłem jej usiąść. Nalałem jej szklankę zimnej wody, żeby trochę ochłonęła. Yuki wypiła ją duszkiem i od razu zaczęła mówić.
- Namówiła mnie żebym z nią chwilę poćwiczyła, więc poszłyśmy na dziedziniec. Odwróciłam się dosłownie na sekundę, a jej już nie było. Przybiegłam tu najszybciej jak mogłam. Nie mam pojęcia co się stało... Czy to ona zrobiła? Nieświadomie przeniosła się gdzieś? Myślisz, że mogłaby coś takiego zrobić? - Zacząłem się zastanawiać. Chwilę potrwało zanim wymyśliłem pasującą teorię.
- To jest możliwe. Matka Chitose zaginęła w podobnych okolicznościach. Wróciła po paru dniach ni stąd, ni zowąd pojawiając się w zamku. kobieta była wtedy w szoku i mówiła niestworzone rzeczy. Tak się dzieję jak nie panuje nad swoją mocą. Czasami jak o czymś pomyśli, lub czegoś zapragnie, może przenieść się w miejsce w którym to dostanie. Lub... jeśli się czegoś naprawdę boi... To może znaleźć się w miejscu z najgorszych koszmarów. Przedstawiające jej najgłębsze obawy i paranoje. - Zatrzymałem się na chwilę.
- Nic nie możemy na to poradzić. Chitose sama musi znaleźć wyjście z tego miejsca i wrócić do nas. Jednak jeśli nie odnajdzie wyjścia szybko... może zostać tam na zawsze. - Yuki popatrzyła na mnie z przerażeniem w oczach. Widocznie bardzo się bała. Ja także się martwiłem, ale wierzyłem, że dziewczyna sobie poradzi. Wszystko zależy od tego w jakiej krainie się znalazła... jeżeli w krainie marzeń to może już nigdy nie wrócić... a jeżeli w koszmarze... to może jakoś uda jej się wrócić.
- Jest jedna możliwość. Trzeba zbadać miejsce gdzie zniknęła i może uda nam się ustalić gdzie jest... czasami zostaje jakiś trop. Jeżeli coś znajdziemy to możemy wysłać za nią doświadczonego maga. Będzie nim Eizo oczywiście...
- Co ja? - Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem Eizo i Carvena. Widocznie już się wszyscy zbierają na obiad.
- Jest sprawa... - zacząłem. Opowiedziałem im o wszystkim co się wydarzyło i jaka jest moja teoria. Obydwoje słuchali uważnie.
- I co myślisz? Dasz radę coś zrobić?
<Eizo?>
Od Mojmiry cd Kagetory
- Ja ciebie też – wyszeptałam.
Starałam się być cicho, bo Kage zamknął oczy. Nie mogłam jednak uspokoić oddechu. Było mi strasznie gorąco.
Delikatnie wyswobodziłam się z objęć chłopaka i wstałam. Kiedy tylko się wyprostowałam poczułam się jak kukiełka, której ktoś odciął sznurki. Zakręciło mi się w głowie, nogi załamały się pode mną, z podłoga pospieszyła mi na spotkanie.
- Mira?! – krzyknął Kagetora.
W głosie chłopaka usłyszałam strach. W mgnieniu oka był przy mnie, rozbudzony i przerażony, a ja łapałam z trudem oddech. Czułam się jakby, ktoś wypełnił mi gardło i płuca piachem.
- Woda – wycharczałam z trudem.
Kage wziął mnie na ręce i biegiem zaniósł do łazienki, ułożył mnie w wannie i odkręcił wodę. Zakrztusiłam się. Kaszel targał moim ciałem, sprawiając mi ból. Kagetora panikował. Spoglądał na mnie z przerażeniem w oczach, ściskał moją dłoń, co chwilę spoglądał na drzwi jakby wahając się czy zostać, czy biec po pomoc.
Kiedy woda zakryła moje ciało poczułam się ciut lepiej. Na tyle przynajmniej bym mogła unieść dłoń i nakreślić znak na nadgarstku, łamiący zaklęcie transformacji. Moje nogi zmieniły się w ogon, a ja zanurzyłam głowę w wodzi. Wzięłam głęboki wdech, pozwalając by moja płuca wypełniły się wodą. To przyniosło ulgę.
- Mira, skarbie, powiedz coś – prosił Kage wciąż trzymając moją dłoń.
Wynurzyłam się i zaczerpnęłam powietrza. Nie sprawiło mi to już bólu.
- To nic... – wyszeptałam. – Troszkę się przegrzałam... Zaraz mi przejdzie.
<Kage?>
Starałam się być cicho, bo Kage zamknął oczy. Nie mogłam jednak uspokoić oddechu. Było mi strasznie gorąco.
Delikatnie wyswobodziłam się z objęć chłopaka i wstałam. Kiedy tylko się wyprostowałam poczułam się jak kukiełka, której ktoś odciął sznurki. Zakręciło mi się w głowie, nogi załamały się pode mną, z podłoga pospieszyła mi na spotkanie.
- Mira?! – krzyknął Kagetora.
W głosie chłopaka usłyszałam strach. W mgnieniu oka był przy mnie, rozbudzony i przerażony, a ja łapałam z trudem oddech. Czułam się jakby, ktoś wypełnił mi gardło i płuca piachem.
- Woda – wycharczałam z trudem.
Kage wziął mnie na ręce i biegiem zaniósł do łazienki, ułożył mnie w wannie i odkręcił wodę. Zakrztusiłam się. Kaszel targał moim ciałem, sprawiając mi ból. Kagetora panikował. Spoglądał na mnie z przerażeniem w oczach, ściskał moją dłoń, co chwilę spoglądał na drzwi jakby wahając się czy zostać, czy biec po pomoc.
Kiedy woda zakryła moje ciało poczułam się ciut lepiej. Na tyle przynajmniej bym mogła unieść dłoń i nakreślić znak na nadgarstku, łamiący zaklęcie transformacji. Moje nogi zmieniły się w ogon, a ja zanurzyłam głowę w wodzi. Wzięłam głęboki wdech, pozwalając by moja płuca wypełniły się wodą. To przyniosło ulgę.
- Mira, skarbie, powiedz coś – prosił Kage wciąż trzymając moją dłoń.
Wynurzyłam się i zaczerpnęłam powietrza. Nie sprawiło mi to już bólu.
- To nic... – wyszeptałam. – Troszkę się przegrzałam... Zaraz mi przejdzie.
<Kage?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)