niedziela, 29 grudnia 2013

Od Mojmiry cd Kagetory

Moje ciało drżało jeszcze z rozkoszy i zmęczenia. Poczułam się jakby ten ogień mnie wypalił zabierając ze sobą wszystkie moje siły. Zasnęłam wtulona w ramiona Kagetory.
Obudziłam się pierwsza. Oddech chłopaka łaskotał mnie w kark, a jego dłoń spoczywała na moim brzuchu. Przeszył mnie mimowolny dreszcz rozkoszy, na samo wspomnienie tego co stało się wczoraj. 
Spróbowałam delikatnie wyswobodzić się z objęć ukochanego. Nie było to łatwe, bo tulił mnie do siebie dość mocno, ale w końcu dałam radę. Kagetora mruknął coś i przekręcił, ale się nie obudził.
Migiem pognałam do łazienki. Moja skóra nie miała się najlepiej, bo jakoś nie miała okazji natrzeć jej kremem, ani nawet się napić. Stanęłam więc pod prysznicem i pozwoliłam by woda spływała po moim ciele. 
Byłam taka szczęśliwa, cieszył mnie nawet lekki ucisk w podbrzuszu, który, choć nie powinien być przyjemny, przypominał mi co stało się wczoraj. Zaczęłam podśpiewywać. Nie zwykłą pieśń, ale syrenią, pieśń euforii. Robiłam to jednak tak cicho, aby Kagetora mnie nie usłyszał. Nie chciałam, mieszać mu w głowie hipnotycznymi pieśniami.
Ledwie wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, a usłyszałam dźwięk telefonu. Podbiegłam do swoich lezących na ziemi spodni, bieganie szło mi już coraz lepiej, i wygrzebałam telefon.
- Tak? – wyszeptałam.
- No hej Miri – usłyszałam śpiewny głos swojej siostry Rajli – Coś ty taka cicha? Obudziłam cię? Ile wam tam pozwalają spać?
Kagetora znów zaczął się wiercić. Chwycił poduszkę i przytulił ją. Był taki słodki.
- Jesteś tam? Miri? – usłyszałam ponaglający głos siostry.
Wycofałam się do łazienki.
- Tak, tak, przepraszam. Po prostu jeszcze nie do końca się obudziłam – miałam dodać, że miałam piękny sen, który na dodatek śni mi się nadal, ale się powstrzymałam.
- To do ciebie nie podobne. Zawsze wstawałaś skoro świt i wszędzie było cię pełno.
- Tak, wiem. Miałam wczoraj... intensywny dzień.
- Brzmi groźnie – zażartowała. – Dobra, mniejsza o to. Dzwonię, żeby cię uprzedzić, że ojciec i matka mają zamiar cię odwiedzić.
- C...co? – wyjąkałam. – Tata, na lądzie?
- Też byłam w szoku, ale wiesz. Jesteś jego najmłodszym dzieckiem i zawsze byłaś jego oczkiem w głowie. Bardzo się martwił jak matka wysłała cię na powierzchnię. No i postanowił złożyć wizytę tobie i dyrektorce akademii przy okazji. 
- Acha... – zdołałam wydukać.
- Dobra ja muszę kończyć. Zostałaś ostrzeżona więc trzymaj ludzi z dala od taty... wiesz jaki jest...
Rajla rozłączyła się, a telefon wypadł mi z dłoni. 
Mój ojciec... tutaj... To przekraczało moje pojęcia. On nie cierpiał ludzi nienawidził ich. To on był sztormem, posiadającym władzę absolutną nad żywiołem wody, za każdym razem gdy fale zmywały ludzi z powierzchni ziemi była to sprawka mojego ojca. A teraz miał stanąć twarzą w twarz z chłopakiem, którego kochałam, z człowiekiem, którego kochałam. Miałam, jedynie wątłą nadzieję, że tu w akademii nie zrobi nic strasznego.

<Kagetora?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz