niedziela, 22 grudnia 2013

Od Mojmiry CD Eizo

- Pomóc ci? – usłyszałam. 
Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch chłopaków. Spoglądali na mnie z zainteresowaniem. 
- Mam mały kłopot. Jakieś ptaszysko porwało mój wisiorek i zostawiło na tej gałęzi, a ja nie mogę go dosięgnąć – wydukałam żałośnie. 
Było mi wstyd, że nie potrafię radzić sobie sama, tylko muszę prosić o pomoc. 
- Nie ma sprawy – powiedział chłopak z jasną grzywą.
Jednym sprawnym ruchem zdjął mój medalik, po czym upuścił go prosto w moje dłonie. W tym chłopaku było coś co mnie niepokoiło. Nie chciałam jednak tego okazywać. Bądź co bądź, pomógł mi.
- Dziękuję – powiedziałam zapinając sobie łańcuszek na szyi.
- Nowa, co? – powiedział ten, który podszedł pierwszy.
Jego aura była spokojniejsza i cieplejsza niż tego drugiego.
- Tak. Na imię mam Mojmira – powiedziałam. 
- Ja jestem Eizo, a to Craven. 
Eizo pociągnął nosem. Chyba miał katar.
- Dobra mordko. Czas wracać pod pierzynę – stwierdził Craven.
- Mówiłem, że dobrze się już czuję.
- Ja też coś ci powiedziałem – zabrzmiało to jak groźba.
- Dobra, już dobra. To na razie – powiedział Eizo i oboje sobie poszli.
Cieszyłam się niezmiernie z odzyskanego wisiorka i zaczęłam lekko podskakiwać. Nadal bolały mnie dłonie i nogi, ale humor mi się poprawił.
Poszłam na basen.
- Haloo? – zawołałam, chcąc sprawdzić czy nikogo nie ma.
Chyba byłam sama, bo nikt mi nie odpowiedział.
Co prawda mama przestrzegała mnie, żebym w miarę możliwości nie ujawniała swojej postaci, ale przecież nikogo tu nie było.
Zdjęłam ubrania i rzuciłam je na kupkę, po czym wskoczyłam do wody. Krótki gest i moje ciało przebiegło przyjemne mrowienie, a uciążliwe nogi zmieniły się w mój ogon. Czułam się wspaniale kilka szybkich ruchów i jak delfin wyskoczyłam nad wodę, by z głośnym chlupnięciem z powrotem do niej wpaść. 
Pływałam jakiś czas, ale wiedziałam, że powinnam wracać do swojego pokoju. Znów nakreśliłam znak na nadgarstku i z żalem powitałam swoje słabe, ludzkie nogi. Usiadłam na rogu basenu i palcami rozczesałam mokre włosy. Ledwie zaczęłam się ubierać gdy usłyszałam czyjeś kroki.
Odwróciłam się i ujrzałam tego chłopaka z którym się wcześniej zderzyłam. Chyba był chory, bo miał twarz tak czerwoną, że raki mogły się schować. Na dodatek zastygł z lekko otwartymi ustami. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież jestem praktycznie zupełnie naga, nie licząc skromnych, koronkowych fig. Może to dlatego? U syren nagość to raczej normalna sprawa, ale to nie ocean.
- Przepraszam – powiedziałam zakrywając się bluzką – To nie przystoi, tak? – zapytałam. 
Chłopak migiem odwrócił wzrok i dreptał nerwowo w miejscu. 
Chyba musiałam się nauczyć więcej niż sądziłam.

<Kagetora?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz