- Wyjdzie
z oceanu pewnie dziś, może jutro, jest nów, a to idealna dla niego pora. Im
bliżej pełni tym bardziej związany jest z oceanem, a podczas samej pełni nie
może opuścić wody. Magia przemiany wtedy na niego nie działa. Jeśli wyjdzie
dziś to dotrze tu jakoś jutro w...wieczorem – wyjaśniłam.
Dłonie mi drżały.
- Spokojnie – powiedział Kagetora i pogłaskał mnie po ramieniu. – A wiesz może
czego chcą twoi rodzice?
- Nie... Gdyby przyjeżdżała sama mama, albo któraś z moich sióstr, to nie byłby
problem, no przynajmniej nie duży, ale ojciec... On nie wychodził z oceanu od
jakichś czterystu lat. A to co wtedy spotkało ludzi... Cieszę się, że nie było
mnie wtedy na świecie.
- Wszystko będzie dobrze. Z każdym można się jakoś dogadać. No, a twoja mama?
Czy ona też nie przepada za ludźmi?
- Moja mama nie ma nic przeciwko wam, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie, bo
często gasi złość mojego ojca.
Przeszliśmy do pokoju. Opadłam na łóżko i westchnęłam cicho. Miałam nadzieję,
że mama i tym razem da radę wpłynąć na ojca.
- Twoje lekarstwa – powiedziałam, wskazując leżące na biurku tabletki.
Musiałam zając się czymś. Czymkolwiek.
<Kagetora, sorki, ale mnie gonią>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz