Gdy Crav wyszedł sobie do piekła, to nie za bardzo mi się to podobało. No cóż... Złe wspomnienia... No ale gdy już wyszedł to od razu zabrałem się za naukę czarów. Miałem chwilę wolnego od całowania, gróźb, macania, żartowania, marudzenia i wielu innych... Czasem mnie to irytowało (no oprócz całowania i macania), ale kochałem to w nim, więc znosiłem to w falach krytycznych.
Siedziałem spokojnie przy biurku, próbując skupić się na zaklęciu, a tu nagle zjawia się Craven i przerywa ciszę.
- Witaj słodziutki!- uśmiechnął się luzując krawat.
- Czego ode mnie chcesz?- zawsze czegoś chciał, a teraz do tego miał przewagę, bo w tym mundurze wyglądał bosko.
- To oczywiste, że ktoś musi mnie rozebrać.- zrobił się zadziorny.- Wiesz do tego jest bonus...jedziemy na Karaiby na tydzień. Ale najpierw...- rozłożył ręce.
- Jakie Karaiby?- zaśmiałem się.- I do tego znów mi przerwałeś naukę Crav.
- Zaraz ci wszystko opowiem, a nauka ci nie ucieknie, rozbieraj.
Podniosłem się z krzesła i księga sama się zamknęła, podszedłem do mojego chłopaka i zacząłem mu rozwiązywać krawat.
- Masz jakieś fajki?
- Została mi ostatnia, nawet nie waż się jej brać.- warknął, ale jednocześnie pocałował mnie w szyję.
- Ty możesz pić moją krew, a ja mogę brać twoje papierosy.- z jego kieszeni wysunęła się paczka mocnych petów. Moje oczy zaświeciły się na czerwono. Jak dobrze jest znać zaklęcia~! Z paczki wyleciał papieros i znalazł się w moich ustach. Zaraz potem sam się zapalił.
Demon spojrzał na mnie wściekle, a ja dmuchnąłem mu dymem w twarz i roześmiałem się. Równocześnie też odpiąłem ostatni guzik jego marynarki
[Crav?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz