Znalazłem się w jakimś ciemnym pałacu, było tutaj gorąco i śmierdziało siarką. Musiałem jednak znaleźć Szatana i to natychmiast.
Zdziwiłem się trochę, że nie demony, czy jacyś strażnicy się na mnie jeszcze nie rzuciły.
Doszedłem do jakiś wielkich wrót, nie miałem pojęcia czy to tam on siedzi, ale tam zapach był najintensywniejszy.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem wielki tron, na którym siedziała przerażająca postać.
- Szatan?- spytałem z nadzieją.
- Dla przyjaciół Lucyfer, po coś przylazł Eizo?
- Coś wyjaśnić.
- Z kim?
- Z Craven'em.
Lucyfer wybuchł śmiechem, aż mi się jakoś dziwnie zrobiło, tak jakoś nieswojo się poczułem. Jednak nadal trwałem w miejscy i czekałem na aż coś powie.
- Zobaczymy.
Poczułem, że coś mocnego uderzyło mnie w głowę. Złapałem się za miejsce bólu i zatoczyłem się, oj jak mi się w głowie kręciło.
Ktoś przyłożył mi drugi raz, krzyknąłem i upadłem na ziemię tracąc przytomność.
[Craven? Nie miałam pomysłu :P]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz