Zaczęło się robić ciepło. W końcu mogłem wyjść i potrenować na dworze. Tym razem wziąłem także ze sobą Chitose. Odkąd wróciła z tego swojego wypadu do Eizo (myślałem, że zabije człowieka!) cały czas siedziała w swoim pokoju. Kiedy powiedziałem jej, że potrenujemy magię, w końcu zgodziła się stamtąd wyjść. Słońce dopiero od niedawna zaczęło podnosić naszą ziemską temperaturę, więc powietrze było jeszcze chłodne. Gdzie, nie gdzie zaczęły rosnąć pierwsze wiosenne kwiaty. Idealne warunki do treningu!
- No dobra! Skup się. Jeżeli uda ci się zrzucić ten słoik z ławki, to na dzisiaj skończymy... - Powiedziałem do Księżniczki. Od dwóch godzin nie uczyniła żadnych postępów. Jakby żyła w innym świecie... co chwila gdzieś odpływała.Teraz znowu odpłynęła. Stała i patrzyła się na słoik, ale jakoś... widać było po niej, że myśli o czymś innym.
- Chitose... - Podszedłem do niej. - Co się z tobą dzieje? - Dotknąłem czule jej ramienia.
- NIE DOTYKAJ MNIE! - Krzyknęła wściekle... jakaś magiczna siła odepchnęła mnie do tyłu. Teraz to potrafi... Dziwnym trafem nie przewróciłem się. Wpadłem na kogoś, kto przerwał moją drogę do ziemi.
- Przepraszam! - Usłyszałem damski głos. Odwróciłem się do dziewczyny. Stanąłem jak wryty. Słońce idealnie podkreślało kolor jej włosów. Blond kosmyki falowały na wietrze. Piękna istota zaczęła zbierać książki, które upuściła.
- Kagetora... - Chitose popchnęła mnie w stronę nieznajomej. Najwidoczniej już się zorientowała, co się ze mną dzieje. Otrząsnąłem się i ukucnąłem, żeby pomóc dziewczynie.
- To ja przepraszam... Ja na ciebie wpadłem. - Patrzyłem w dół. Widziałem tylko jej zgrabne dłonie przesuwające się szybko przed moją twarzą, kiedy sięgała po kolejne książki. Nie chciałem spojrzeć na jej twarz... nie mogłem. A jednak moje oczy mnie nie słuchały... Powoli podniosłem wzrok. Patrzyłem na piękną porcelanową laleczkę, która w każdej chwili może się zbić. Taka delikatna... Dziewczyna chyba poczuła, że na nią patrze, bo spojrzała na mnie. Na twarzy żadnej skazy, oczy koloru burzy. Kiedy w nie patrzyłem, czułem jakby porywała mnie trąba powietrzna... ale mi się to podobało. Zawstydzona "laleczka" szybko spuściła wzrok. Wzięła z mojej ręki ostatnią książkę i wstała. Prawię wstała... bo potknęła się o własne nogi. Na szczęście w porę zdążyłem ją złapać. Trzymałem ją teraz trochę zbyt blisko mojej twarzy, a moja ręka spoczywała na jej talii. Kiedy zdałem sobie sprawę, co się stało, szybko puściłem dziewczynę, i zacząłem drapać się po głowie.
- Przepraszam.... znowu. - Czułem jak na moje policzki wpada rumieniec. Nieznajoma, najwyraźniej nie chciała dłużej przy mnie przebywać, bo koślawym krokiem ruszyła w stronę akademii.
- Poczekaj! - Zawołałem, ale zostałem zignorowany. Nie znałem nawet jej imienia... Czy to jest ta nieszczęśliwa miłość, która sprawia, że twoje serce bije szybciej, a każdy twój ruch staje się lepszy, właśnie dla tej jedynej osoby? Bo jeśli tak, to ostro mi po ściemniali...
- Na dzisiaj koniec... następnym razem postaraj się zapanować nad emocjami. - Powiedziałem nie patrząc na Chitose.
- Jaaasnee! - Odpowiedziała śpiewnym głosem. Podeszła do mnie i pocałowała w policzek. - Powodzenia, bohaterze~! - No pięknie... Teraz jeszcze będę miał na karku dosadne uwagi Księżniczki.... Jestem wręcz wniebowzięty. Dziewczyna poszła za nieznajomą do akademii, a ja usiadłem na ławce, tym samym zwalając w końcu słoik. Potłuczone szkło leżało na ziemi, ale ja nawet nie miałem siły się schylić i go podnieść. To upokarzające...
<Majmira?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz