Gdy obudziłem się rano to Craven'a nie było, poczułem się wtedy dziwnie. Niby wiedziałem, że poszedł do tego piekła, ale czułem się strasznie nieswojo. Przez to nie zjadłem śniadania i w sumie wstałem tylko po to by się ubrać, potem znowu położyłem się na jego łóżku.
Po godzinie bezczynnego gapienia się w sufit wrócił Craven. Niestety z niemiłą wieścią.
- To koniec!- warknął.
Cały zdrętwiałem i po plecach przeszedł mi zimny dreszcz, czy on mówił poważnie?! Dopiero co... Ale przecież... Co ja takiego zrobiłem?!
Spojrzałem na niego bardzo poważnie.
- Żartujesz sobie?
- Nie. To koniec, wynocha, bo cię zabiję.
Zaśmiałem się, ale we wnętrzu serce mi pękało.
- Myślisz, że się ciebie boję?- przyjrzałem mu się dokładnie.- Nie mówisz prawdy, coś kombinujesz Craven i mi to zaraz powiesz.
- Nic nie będę gadał!
Moje oczy zalśniły na czerwono, drzwi zostały zablokowane ciężką szafą, a z podłogi wyłoniły się cztery, żelazne i grube łańcuchy. W jednej chwili oplotły demona i zacisnęły się na jego skórze, oczywiście tak by mu nie zrobić krzywdy, ale i tak by był unieruchomiony.
- Gadaj o co chodzi, wczoraj mnie podobno jeszcze kochałeś.- moje oczy cały czas nie traciły swojego czerwonego blasku.
[Craven?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz