Dlaczego czuję się przy niej taki szczęśliwy? Dlaczego nie mogę się opanować? Czuję się jednocześnie jakby rozrywano na strzępy moją moralność i jakby w końcu zaznał czegoś prawdziwego... czystej miłości. To jest śmieszne! Wpajano mi, że nie powinienem! Że to tylko rozkojarza i niepotrzebnie stresuje! Ale... jakoś nie mogę tego zatrzymać. Nie mogę zaprzepaścić takiej szansy... takiej dziewczyny... Patrzyłem jeszcze przez jakiś czas w swoją twarz. Nie zmieniła się. Była tylko trochę bardziej zaróżowiona. W końcu wyszedłem z łazienki. Widok który zobaczyłem przy naszym stoliku, nie spodobał mi się. Nawet bardzo. Od razu poczułem wyrastającą żyłę na moim czole. Podszedłem do stolika dwoma szybkimi krokami.
- Ekhem... Przepraszam... ale to mój stolik. I moja partnerka. - Zacząłem spokojnie. Może się okażę, że to jacyś mili goście i sobie pójdą? A nie... jednak nie.
- Sary pięknisiu, ale już jest zajęty. - Jeden z facetów zbył mnie machnięciem ręki i wrócił do gnębienia Mojmiry. Spojrzałem na nią, a ona na mnie. Widziałem cień strachu w jej oczach. Zacisnąłem zęby i podszedłem do tego, który mnie zbył. Podniosłem go za fraki i przeciągnąłem przez całą knajpę, wyciągając na dwór. Krzyczał przy tym trochę... no cóż.
- Co ci stary!? Myślisz, że możesz się ze mną równać? - Zaśmiał się głośno. - No zobaczmy pięknisiu! - Ustawił się do walki, a ja zamknąłem oczy i złożyłem ręce jak do modlitwy. Facet był głośny, więc najlepszym sposobem, będzie słuchanie jego kroków.
- O!O!O! Modli się! Hahahahhaa! Modli się! - Zaczął się śmiać wraz ze swoimi koleżkami, którzy zdążyli się już wokół nas zgromadzić. Po chwili poczułem mały wstrząs z prawej. Uchyliłem się w lewo. Chybił. Potem z lewej... uchyliłem się w prawo. Znowu chybił. Zaczynał się wściekać i jego kroki stały się cięższe, a oddech bardziej narwany. Prosto, w prawo, znów w prawo. Kopnięcie w tyłu i pięść w brzuch. Leżał na ziemi skurczony. Otworzyłem oczy. Dużo ludzi się zebrało, ale nie obchodził mnie to. Widziałem tylko Mojmirę, która patrzyła się na mnie, nieodgadniętym wzrokiem. Potem rozszerzyła oczy i coś zaczęła mówić. Nie słyszałem jej. Po chwili poczułem ból w prawej nodze. Ukucnąłem lekko. Złamana. Koleś skoczył na nią cały ciężarem, więc nie ma się co dziwić. szybko odwróciłem się do niego przodem... Nie... Do nich. Przede mną stała trójka facetów. Lekko uginałem prawą nogę, i starałem się przenosić ciężar bardziej na lewą stopę. Tym razem nie pójdzie tak łatwo, więc ustawiłem się do walki. Rozprostowałem ręce i wyciągnąłem je zgięte przed siebie. Od razu rzucili się n a mnie.... wszyscy na raz mnie otoczyli. Pierwszy zaczął wysoki blondas. Zatrzymałem jego atak i odwdzięczyłem mu się kolanem na podbródku. Nieszczęśnik przyciął sobie język, bo z jego ust strumieniem zaczęła lecieć krew. Dostałem stopą w plecy i poleciałem do przodu, potykając się o nogi jednego z napastników. Upadłem na ziemię, ale szybko wstałem. Odparłem parę ataków, po czym zostałem złapany w pułapkę. Odpierałem jeden atak, a w tym czasie od tyłu naparli na mnie inni. Złapali za ręce i tak trzymali. Kazali mi na coś patrzeć, więc podniosłem wzrok do góry. Przede mną stał Koleś, którego pokonałem na początku. Widocznie otrząsł się już z bólu, a teraz przystawiał nóż, do długiej szyi Mojmiry. Wściekłem się. I to mocno. Żyła na moim czole znów się pokazała, a cały spokój ulotnił się ze mnie. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza potu. I straciłem panowanie. Czułem jak siła we mnie narasta, a z głowy powoli wyrastają rogi. Bolało jak cholera i to tylko pogorszyło sprawę. Byłem mocno wkurwiony, ale nawet już nie zdawałem sobie sprawy dlaczego. Poczułem, że ktoś mnie puszcza, a potem usłyszałem krzyki. Złapałem jednego z gówniarzy z którymi walczyłem i rzuciłem nim o ścianę. Ta ściana była po drugiej stronie ulicy i do tego zostało wgniecenie. Potem łapałem przypadkowych ludzi i rzucałem nimi na boki, lub dawałem im po mordzie. Kiedy już myślałem, że nikogo wokół mnie nie było, zacząłem się uspokajać. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę co się stało. Wszystko wróciło do normy, a ja opadłem bezwładnie na ziemie.
<Mojmira?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz