Nie wiem dlaczego, ale bardzo nie chciałam, żeby sobie
poszedł. Wydawało mi się, że wtedy będzie tu zbyt pusto. Na dodatek jego słowa,
że jest normalny. Właśnie, że nie był. Nie wiem skąd, ale wiedziałam. W tym
momencie cała jego siła nagle wyparowała i wydał mi się taki delikatny,
zagubiony. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale miałam ogromną ochotę przytulić go
do siebie. Przytulić, pocałować. A ja, jak to ja, najpierw robię, później myślę.
Kiedy odwrócił się do mnie, stanęłam na palcach i musnęłam jego usta swoimi. Niestety ten manewr połączony z moją niezgrabnością skończył się tym, że wpadłam w ramiona chłopaka w znaczeniu dosłownym. To było do przewidzenia. Nie mogłam jednak przewidzieć tego co stało się później.
Kagetora chwycił mnie mocno i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie, ale nie tak jak ja przed chwilę jego. W jego pocałunku był ogień. Ogień, którego się bałam, ale o dziwo nie parzył, a jedynie rozchodził się po moim ciele przyjemnym ciepłem. Nikt mnie jeszcze tak nie całował.
Syrena, która ma osiemnaście lat to jeszcze dziecko. I tak właśnie byłam postrzegana. Najmłodsza z piętnastu sióstr. Nieporadne, rozpieszczane przez wszystkich dziecko, które urodziło się w rodzinie, w której najmłodszy członek liczył sobie pięćset lat. Nikt nigdy nie widział we mnie kobiety. Kagetora był inny. Kiedy jego dłoń przesunęła się w dół po moich plecach, zadrżałam.
Chłopak oderwała się ode mnie, choć nadal trzymał dłoń na mojej talii. A ja uniosłam dłonie do policzków, które piekły mnie strasznie. Oddech mi się rwał. Cokolwiek działo się wcześniej z Kagetorą, działo się i ze mną. Niepokoiło mnie to, ale i podobało mi się.
- Łał... – wyszeptałam.
- Tak... łał...
- Przepraszam, nie powinienem – dodał po chwili, chyba się speszył i miałam wrażenie, że chce uciec.
- Ale nie musisz przepraszać i nie chcę, żebyś sobie poszedł. Chcę wiedzieć co lubisz, co cię smuci. Chcę zobaczyć jak wyrastają ci te rogi, o których mówiłeś, chcę pomóc ci kontrolować to i chcę, żebyś znowu obudził we mnie ten ogień.
Zaczerpnęłam głośno powietrza. Jeśli uzna mnie teraz za wariatkę, to trudno.
<Kagetora? To jak, dasz się lepiej poznać?>
Kiedy odwrócił się do mnie, stanęłam na palcach i musnęłam jego usta swoimi. Niestety ten manewr połączony z moją niezgrabnością skończył się tym, że wpadłam w ramiona chłopaka w znaczeniu dosłownym. To było do przewidzenia. Nie mogłam jednak przewidzieć tego co stało się później.
Kagetora chwycił mnie mocno i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie, ale nie tak jak ja przed chwilę jego. W jego pocałunku był ogień. Ogień, którego się bałam, ale o dziwo nie parzył, a jedynie rozchodził się po moim ciele przyjemnym ciepłem. Nikt mnie jeszcze tak nie całował.
Syrena, która ma osiemnaście lat to jeszcze dziecko. I tak właśnie byłam postrzegana. Najmłodsza z piętnastu sióstr. Nieporadne, rozpieszczane przez wszystkich dziecko, które urodziło się w rodzinie, w której najmłodszy członek liczył sobie pięćset lat. Nikt nigdy nie widział we mnie kobiety. Kagetora był inny. Kiedy jego dłoń przesunęła się w dół po moich plecach, zadrżałam.
Chłopak oderwała się ode mnie, choć nadal trzymał dłoń na mojej talii. A ja uniosłam dłonie do policzków, które piekły mnie strasznie. Oddech mi się rwał. Cokolwiek działo się wcześniej z Kagetorą, działo się i ze mną. Niepokoiło mnie to, ale i podobało mi się.
- Łał... – wyszeptałam.
- Tak... łał...
- Przepraszam, nie powinienem – dodał po chwili, chyba się speszył i miałam wrażenie, że chce uciec.
- Ale nie musisz przepraszać i nie chcę, żebyś sobie poszedł. Chcę wiedzieć co lubisz, co cię smuci. Chcę zobaczyć jak wyrastają ci te rogi, o których mówiłeś, chcę pomóc ci kontrolować to i chcę, żebyś znowu obudził we mnie ten ogień.
Zaczerpnęłam głośno powietrza. Jeśli uzna mnie teraz za wariatkę, to trudno.
<Kagetora? To jak, dasz się lepiej poznać?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz