- Ej, to nie fair! – powiedział mocniej mnie
obejmując.
- Nie martw się, to nic złego – cmoknęłam go w policzek.
Chyba nie był przekonany i sądziłam, że będzie jeszcze próbowała to ze mnie wyciągnąć. Na razie jednak odpuścił.
Zaburczało mi w brzuchu i to tak porządnie.
- Ups... – powiedziałam zakłopotana.
- No to musimy iść coś zjeść – stwierdził Kagetora.
- Tylko poczekaj chwilkę.
Podeszłam do lustra, rozczesałam włosy i sięgnęłam po swój krem.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się do niewielkiego baru. Ja zamówiłam sałatkę, Kagetora spory stek z frytkami.
- Wystarczy ci królicze jedzenie? – zapytał, spoglądając na skropioną cytryną zieleninę.
- Tak, w zupełności. Bo widzisz ja nie jadam zwierząt.
- Ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że ja owszem...
- Pewnie, że nie – uśmiechnęłam się do niego. – To, że ja czegoś nie lubię nie oznacza, że inni mają być tacy jak ja.
- Chyba pierwszy raz spotykam kogoś z takim podejściem, komu nie przeszkadza chyba zupełni nic w innych – stwierdził.
- Opowiedz mi o sobie. Skąd jesteś? – poprosił po chwili.
- Cóż urodziłam się w Atlantydzie, mój ojciec zaczął kontrolować ją gdy zatonęła, to z resztą mój ojciec ją zatopił, ale to stare dzieje. W każdym bądź razie mieszkałam tam z matką, ojcem i siostrami. I... – zawahałam się.
Zaczęłam miętosić widelec w palcach.
- Co się stało? – zapytał z troską.
- Chodzi o to, że byłam wściekła na mamę, że kazała mi się tu uczyć. Tak strasznie chciałam wracać do domu, ale.. już nie chcę.
- Dlaczego?
- Bo ty tu jesteś.
Chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie w odpowiedzi.
Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Kagetora przeprosił mnie i poszedł do toalety.
- Hej ślicznotko – usłyszałam.
Odwróciłam się, nieopodal stał jakiś chłopak i mierzył mnie wzrokiem. W pewnym sensie patrzył na mnie podobnie, jak Kagetora, ale w jego oczach była jakaś groźba. Przestraszyło mnie to.
Nie odpowiedziałam i odwróciłam wzrok, próbując go ignorować.
- To niegrzecznie tak nie odpowiadać na powitanie. – powiedział nieznajomy siadając obok mnie. - Ale może to i dobrze, lubię takie ciche piękności.
- Daj mi spokój – poradziłam mu.
Bałam się go, tym bardziej, że wokół było zbyt wielu ludzi bym mogła użyć swojego głosu. Nie chciałam skrzywdzić kogoś niewinnego.
<Kagetora?>
- Nie martw się, to nic złego – cmoknęłam go w policzek.
Chyba nie był przekonany i sądziłam, że będzie jeszcze próbowała to ze mnie wyciągnąć. Na razie jednak odpuścił.
Zaburczało mi w brzuchu i to tak porządnie.
- Ups... – powiedziałam zakłopotana.
- No to musimy iść coś zjeść – stwierdził Kagetora.
- Tylko poczekaj chwilkę.
Podeszłam do lustra, rozczesałam włosy i sięgnęłam po swój krem.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się do niewielkiego baru. Ja zamówiłam sałatkę, Kagetora spory stek z frytkami.
- Wystarczy ci królicze jedzenie? – zapytał, spoglądając na skropioną cytryną zieleninę.
- Tak, w zupełności. Bo widzisz ja nie jadam zwierząt.
- Ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że ja owszem...
- Pewnie, że nie – uśmiechnęłam się do niego. – To, że ja czegoś nie lubię nie oznacza, że inni mają być tacy jak ja.
- Chyba pierwszy raz spotykam kogoś z takim podejściem, komu nie przeszkadza chyba zupełni nic w innych – stwierdził.
- Opowiedz mi o sobie. Skąd jesteś? – poprosił po chwili.
- Cóż urodziłam się w Atlantydzie, mój ojciec zaczął kontrolować ją gdy zatonęła, to z resztą mój ojciec ją zatopił, ale to stare dzieje. W każdym bądź razie mieszkałam tam z matką, ojcem i siostrami. I... – zawahałam się.
Zaczęłam miętosić widelec w palcach.
- Co się stało? – zapytał z troską.
- Chodzi o to, że byłam wściekła na mamę, że kazała mi się tu uczyć. Tak strasznie chciałam wracać do domu, ale.. już nie chcę.
- Dlaczego?
- Bo ty tu jesteś.
Chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie w odpowiedzi.
Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Kagetora przeprosił mnie i poszedł do toalety.
- Hej ślicznotko – usłyszałam.
Odwróciłam się, nieopodal stał jakiś chłopak i mierzył mnie wzrokiem. W pewnym sensie patrzył na mnie podobnie, jak Kagetora, ale w jego oczach była jakaś groźba. Przestraszyło mnie to.
Nie odpowiedziałam i odwróciłam wzrok, próbując go ignorować.
- To niegrzecznie tak nie odpowiadać na powitanie. – powiedział nieznajomy siadając obok mnie. - Ale może to i dobrze, lubię takie ciche piękności.
- Daj mi spokój – poradziłam mu.
Bałam się go, tym bardziej, że wokół było zbyt wielu ludzi bym mogła użyć swojego głosu. Nie chciałam skrzywdzić kogoś niewinnego.
<Kagetora?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz