Chciałem uciec. Chciałem uciec, uznając, że wcale nie jest tak wspaniała jak sobie myślałem... ale mi się nie udało. Wystarczyło, że Mojmira musnęła moje usta, a ja nie potrafiłem się opanować. Była niesamowita. Jej usta zdawały się być tylko moje, tylko moje. Jakby nikt, nigdy ich nie dotykał. To uczucie było niesamowite, ale musiałem przestać. Mój rozum mówił mi, że jest za wcześnie... za wcześnie nawet na zwykły pocałunek.
- Przepraszam, nie powinienem... - Nie mogłem spojrzeć jej w oczy. Nie chciałem wiedzieć, co teraz sobie o mnie myśli.
- Ale nie musisz przepraszać i nie chcę, żebyś sobie poszedł. Chcę wiedzieć co lubisz, co cię smuci. Chcę zobaczyć jak wyrastają ci te rogi, o których mówiłeś, chcę pomóc ci kontrolować to i chcę, żebyś znowu obudził we mnie ten ogień. - To były jej słowa. Jej słowa kierowane do mnie. Ostatnie słowa były najważniejsze... reszta nie miała znaczenia. Długo myślałem, a ona czekała. Czekała cierpliwie, a ja nadal trzymałem ją w swoich ramionach. Nie chciałem jej puszczać, już nigdy. Może to i głupie, ale zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i z każdą chwilą... z każdą chwilą, w której poznawałem ją bliżej, zakochiwałem się jeszcze bardziej. Od małego uczono mnie, że miłość jest nic, nie warta, a ta syrena zmieniła wszystkie moje zasady i przekonania w jedną sekundę.
- Dlaczego musisz być taka idealna... - wymamrotałem, bardziej do siebie. Popatrzyłem jej w oczy, ciemne burzliwe oczy, zabierające we wspaniałą podróż, w każdym momencie.
- Nie jestem... - Zaczęła, ale ja jej przerwałem. Wziąłem jej delikatne policzki w swoje dłonie. Oboje byliśmy rozpaleni, jak w najwyższym stadium gorączki.
- Jesteś. - szepnąłem i pocałowałem ją znowu... i znowu... i znowu. Nie potrafiłem przestać... a najgorsze było to, że wcale nie chciałem.
<Mojmira?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz