Kiedy jednak spojrzałam na chłopaka tak drogiego
memu sercu, zamarłam. Kagetora zaczął się trząść i wić. Wyrosły mu rogi. To co
działo się później przeraziło mnie bardziej niż wszystko wcześniej. Kagetora
zaczął rzucać wszystkim co stanęło mu na drodze.
Zaczęłam śpiewać. Głośno, hipnotyzującą pieśń. Starałam się zawrzeć w niej spokój, choć drżałam na całym ciele. Kagetora jednak zaczął się uspokajać. Nie tylko on z resztą. Ludzie wokół zaczęli chwiać się i upadać, a ja, ja nie mogłam przestać śpiewać. Takie właśnie są syreny. Wszystko ma swoją cenę. Kiedy rozpoczniemy swoją pieśń karmimy się nią, przelewamy w nią uczucia i zabieramy uczucia innym.
Znów spojrzałam na chłopaka, którego kochałam. Tak, kochałam, choć niewiele syren poznaje co to miłość. Widziałam jego zdezorientowany wzrok i zmusiłam się by umilknąć.
- Zapomnicie – wyszeptałam. – Zapomnicie twarz moją i to co się tu zdarzyło.
Podeszłam do Kagetory i pomogłam mu wstać. Chłopak wciąż był oszołomiony i chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje. Z całych sił starałam się nie potknąć, być dla niego oparciem.
Nie wiem jak udało nam się dojść na teren akademii. W końcu jednak posadziłam Kagetorę pod sporym drzewem. Spojrzałam w jego umęczone oczy. Jak bardzo mój śpiew na niego zadziałał? Czy on także mnie zapomniał?
Usiadłam kawałek dalej i ukryłam twarz w dłoniach. Rozpłakałam się. Kwiliłam żałośnie jak małe dziecko.
<Kagetora?>
Zaczęłam śpiewać. Głośno, hipnotyzującą pieśń. Starałam się zawrzeć w niej spokój, choć drżałam na całym ciele. Kagetora jednak zaczął się uspokajać. Nie tylko on z resztą. Ludzie wokół zaczęli chwiać się i upadać, a ja, ja nie mogłam przestać śpiewać. Takie właśnie są syreny. Wszystko ma swoją cenę. Kiedy rozpoczniemy swoją pieśń karmimy się nią, przelewamy w nią uczucia i zabieramy uczucia innym.
Znów spojrzałam na chłopaka, którego kochałam. Tak, kochałam, choć niewiele syren poznaje co to miłość. Widziałam jego zdezorientowany wzrok i zmusiłam się by umilknąć.
- Zapomnicie – wyszeptałam. – Zapomnicie twarz moją i to co się tu zdarzyło.
Podeszłam do Kagetory i pomogłam mu wstać. Chłopak wciąż był oszołomiony i chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje. Z całych sił starałam się nie potknąć, być dla niego oparciem.
Nie wiem jak udało nam się dojść na teren akademii. W końcu jednak posadziłam Kagetorę pod sporym drzewem. Spojrzałam w jego umęczone oczy. Jak bardzo mój śpiew na niego zadziałał? Czy on także mnie zapomniał?
Usiadłam kawałek dalej i ukryłam twarz w dłoniach. Rozpłakałam się. Kwiliłam żałośnie jak małe dziecko.
<Kagetora?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz