sobota, 9 listopada 2013

Od Tory C.D


Minęło kilka tygodni od opuszczenia pałacu. Od miejscowych ludzi zdobyłam informacje o znajdującej się w pobliżu Akademii. Z opisu wynikało, że mogłabym tam pasować, postanowiłam więc odnaleźć to miejsce. Udało się. Zakołatałam do drzwi. Wpuścił mnie chyba-lokaj, oprowadził po budynku, a następnie wskazał pokój na drugim piętrze, w którym od teraz będę mieszkać. Rozpakowałam się dosyć szybko, zmieniłam tunikę, a potem nie miałam co robić. Nie lubię siedzieć bezczynnie, więc postanowiłam znaleźć sobie zajęcie. Zauważyłam, że gruby konar znajduje się tuż koło mojego okna, gdy go ujrzałam, ciekawe pomysły same zaczęły przychodzić mi do głowy. Wystarczył jeden sus abym znalazła się poza budynkiem. Zaczęłam łazić między gałęziami, od czasu do czasu przeskakując na inne drzewo. Wysunęłam się poza koronę, chcąc popodziwiać widoki, ale zaraz się cofnęłam, gdyż przed nosem ktoś machnął mi grabiami. Weszłam trochę wyżej aby przyjrzeć się, kto jest taki denerwujący. Okazało się, że to dwaj ogrodnicy, jeden uzbrojony w grabie, drugi w łopatę, obaj uparcie próbowali zrobić mi krzywdę.
- Dobrze, schodzę, po co ta agresja? - powiedziałam spokojnie, zeskoczyłam na ziemię i, jak gdyby nigdy nic poszłam sobie dalej. Uhh, ci ludzie byli strasznie nieuprzejmi, trzeba poszukać innego miejsca do hasania... W tym celu jeszcze raz zwiedziłam cały budynek Akademii. Zatrzymałam się w sali treningowej. Pod sufitem zawieszone były liny. Postanowiłam spróbować swoich umiejętności akrobatycznych i przejść się po nich, utrzymując równowagę. Przez połowę drogi szło mi całkiem nieźle, już prawie dotarłam do końca, lecz nagle ktoś wszedł do środka. Przeciąg sprawił, że liny zaczęły się bujać, a ja leciałam w dół. Zdążyłam się odruchowo przemienić w tygrysa i spaść na cztery łapy, tuż przed dziewczyną. Zaczęła coś krzyczeć niezrozumiale, chyba kogoś wołała, bo po kilku sekundach do środka wpadł jakiś chłopak z mieczem w dłoni. Zanim do nas dobiegł, zdążyłam wrócić do ludzkiej postaci. Wtedy rozpoczęły się wyjaśnienia. Pewnie trwałyby jeszcze bardzo długo, lecz przyszła Yuki < lokaj o niej wspominał > i przedstawiła nam nowego ucznia. Wszyscy troszkę porozmawialiśmy, gdy nagle na środku pojawił się całkiem spory, świetlisty krąg. Najpierw wyleciały z niego liczne walizki, a za nimi elfka. Wszyscy przez chwilę gapiliśmy się na nią, w końcu nie codziennie ktoś pojawia się tak po prostu, znikąd...

< Szanowni Zgromadzeni? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz