Wyszedłem na korytarz w tej kiece, nie rozumiałem
jak można w czymś takim paradować. Wyglądałem jak mnich pod celibatem. Boże
horror, celibat zero wolności i modlenie się bez sensu. Ci ludzie marnują sobie
życie. Szybko znalazłem się w kuchni.
-On jest śmiertelnikiem, i musi się zdrowo
odżywiać żeby mi nie zdechł za szybko.- otworzyłem parę szafek. Zrobiłem mu
ryż, gotowaną pierś z kurczaka i do tego warzywa na patelni. Gdy wracałem z
talerzem jedzenia doszła do mnie okrutna prawda.
-Kur*a ja umiem gotować. Co ja jestem kura domowa
że wysyła mnie po żarcie. No dobra należy mu się.- ruszyłem dalej. Wszedłem do
jego pokoju i położyłem talerz na stoliku.
-Żryj to! Napracowałem się więc szybko ma
zniknąć.- on się jedynie głupio uśmiechał.
-He? Co cię śmieszy? Jedz to albo ja cię nakarmię.
<Eizo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz