Pisk
alarmu był niesamowicie drażniący. Dodatkowo zdenerwowałem się bardziej niż
sądziłem, bo skóra, naturalnie już zresztą, zaczęła piec. Kiedy tylko dotknąłem
klamki całe drzwi zapłonęły. No szlag mnie za chwilę trafi. Miałem nadzieję, że
obejdzie się chociaż bez drzwi wyrwanych z zawiasów. Na całe szczęście udało mi
się normalnie wyjść z pokoju. Spojrzałem na alarm umieszczony przy drzwiach
hollu. Jedną z moich ulubionych umiejętności były kule energii. Szybko jedna
pojawiła się w moich dłoniach, więc rzuciłem nią prosto w alarm, który umilkł.
Ale o dziwo się nie zniszczył. Holl był jednym wielkim polem bitwy i miałem
nadzieję, że obejdzie się beze mnie. Ale skoro się już pofatygowałem zniszczyć
piskliwe urządzenie, to czemu by nie powalczyć? W mojej dłoni zmaterializowała
się czarna katana. Przyłożyłem ją porządnie łucznikowi, który celował w
kierunku elfki. Inny żołnierz rzucił się na mnie od tyłu, co skutkowało jedynie
poparzeniem i odskoczeniem prosto na ścianę z krzykiem. Dziewczyna przyglądała
mi się osłupiona. Wróciłem pomóc reszcie w walce. Kiedy już wszyscy leżeli
martwi, nieliczni jedynie ogłuszeni na ziemi, wróciłem do elfki.
- Nic
Ci nie jest? – zapytałem.
(Nanami, ktoś inny?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz