Po śniadaniu poszedłem do sali treningowej trochę potrenować, pomagał mi Tora więc było śmiesznie, zwłaszcza, że nie raz któreś z nas lądowało na podłodze. Potem nucąc pod nosem jakąś wymyślną przed chwilą melodyjkę poszedłem do swojego pokoju i zacząłem czytać księgę czarnej magii. Nawet taki ktoś jak ja musi sobie przypominać i utrwalać zaklęcia nie?
Chciałem też nauczyć się zaklęcia gnicia.
Wziąłem kwiatek i nakreśliłem w powietrzy krzyż wypowiadając zaklęcie. Przez chwilę nic się nie działo, już myślałem, że nie wyszło, gdy nagle kwiatek wybuchł i wszędzie rozsypały się płatki, a z łysej łodyżki unosił się delikatny dymek.
Westchnąłem i zsunąłem się z wyrka, skoczyły mi się organiczne rzeczy (ucierpiało parę kwiatków i jabłko (wszystko wybuchło)) i musiałem znaleźć coś nowego. Nie wiem dlaczego ale poszedłem do Craven'a, ale chyba dla tego, że zacząłem go postrzegać jako przyjaciela. Zapukałem w jego drzwi i usłyszałem stłumione "wejdź". Oczywiście wszedłem, demon siedział na łóżku i był upaprany krwią, nawet nie chce mi się zastanawiać co robił.
Oparłem się o framugę drzwi i uśmiechnąłem.
- Masz może coś organicznego? Jakieś kwiatki, owoce, warzywa? Albo gryzonie?
[Craven?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz