- Craven nie mam ochoty na twoje zachcianki, nie jestem twoją zabawką.
On uśmiechnął się jak idiota i polizał mnie po policzku.
- Craven...- warknąłem.- Jestem zajęty.
- Nie lubisz mnie już?- zrobił zbolałą minę.
Westchnąłem i cmoknąłem go w usta.
- Lubię, ale tyłek mnie boli po wczorajszym i nie dam dzisiaj rady.
- Dasz, dasz.- jego ręka znalazła się pod moją koszulką.
- Nie dam, jestem tylko człowiekiem, a ty jesteś demonem. Jest jakaś różnica ras, prawda?
On jednak nadal nie chciał mnie puścić, użyłem więc zaklęcia. Chłopak od razu poleciał na łóżko, potem wypowiedziałem następne zaklęcie i miałem roślinkę w dłoni.
- Masz mi to jakoś wynagrodzić.- mruknął demon i naburmuszył się.
- Niby jak? Nie myśl o tym!- krzyknąłem gdy rozszerzyły mu się źrenice z podniecenia.
- Dasz mi dzisiaj swojej krwi.- uśmiechnął się.
Westchnąłem ciężko, chyba mnie nie zabije, nie?
- Pomyśle o tym, przyjdź wieczorem do mnie to pogadamy.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pokoju, kierując się do swojego. Usiadłem na łóżku i wróciłem do ćwiczenia zaklęć, próbując by roślinka zgniła, jeśli się tego nauczę to będę mógł robić z ludzi zgniłki.
Byłem tak pochłonięty nauką, że nie zauważyłem kiedy zrobiło się na dworze ciemno i do mojego pokoju wszedł uśmiechnięty Craven.
[Craven?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz