Znaleźliśmy miejsce na nocleg na trawiastej polanie… Może
nie był to hotel, ale lepsze to niż nic. Trawa była zimna i trochę mokra, bo
jeszcze dwie godziny temu padał deszcz. Zrobiłem coś na kształt szałasu, żeby
nas nie zmoczył nocny deszcz. W tym czasie Hime-sama pilnowała mięsa, żeby się
nie spaliło. Dzisiaj mieliśmy jedynie małego pstrąga. Niedaleko stąd płynęła
rzeka, w której udało mi się go złowić. Wiedziałem, że było to wyjątkowo mało,
ale nie mogłem nic na to poradzić. Zaczęło robić, się ciemno, a chodzenie po lesie nocą, mogło się źle dla nas skończyć. Trud podróży dawał mi się już we znaki.
Starałem się tylko, żeby Chitose tego nie odczuła. Nie byłem zadowolony z
faktu, że uciekła ze mną. W końcu była jedyną następczynią tronu, więc pewnie
już puścili za nami pościg. Nie chciałem, żeby z mojego powodu coś się stało
Hime-sama. Przysięgałem, że będę ją bronił kosztem własnego życia... Dotychczas mi się to udawało, ale zważywszy na teraźniejsze warunki, może to być dużo trudniejsze.
- Zaczęła się już przypiekać. Myślę, że możemy jeść. - Skinąłem jej głową i powiedziałem, że zaraz przyjdę. Skończyłem budować szałas i poszedłem na "kolacje". Ryba była łykowata i niesmaczna, ale dało się ją zjeść. Chciałem oddać Hime-sama część swojej połówki, pod pretekstem, że nie jestem głodny, ale nie dała się na to nabrać. Skończyła swoją część i poszła do szałasu. Dziewczyna przykryła się jednym z koców, które udało mi się zabrać z królestwa. Mimo wszystko i tak drżała, więc przykryłem ją też swoim kocem. Położyłem się do niej plecami tak był czuł jej dotyk. Przez całą noc starałem się czuwać, żeby żadne zwierzęta nas nie zaskoczyły. Niestety około północy zasnąłem mocnym snem.
Obudziłem się jak zaczęło się rozjaśniać. Zrobiło mi się cieplej. Okazało się, że to Chitose przykryła mnie w noc kocami i przytuliła się do mnie. Nie żeby mi się to nie podobało, ale było to bardzo nie stosowne... po pierwsze byłem jej sługą, a po drugie była moją siostrą. Delikatnie wyszedłem z szałasu, tak aby jej nie obudzić. Słońce pojawiło się na horyzoncie, a razem z nim cały las zaczął budzić się do życia. Ptaki zaczęły śpiewać, małe stworzenia dreptały wśród zarośli... Przeszedłem się na skraj lasu i złapałem małego króliczka. Był bardzo słodki i w ogóle, ale miał też bardzo pożywne mięso... Musiałem go obedrzeć ze skóry i wypatroszyć, zanim obudzi się Księżniczka, bo jeszcze by miała mi to za złe. Chitose obudziła się gdy już zaczynałem piec mięso na śniadanie. Jak już zjedliśmy to spakowaliśmy wszystkie koce i poszliśmy dalej.
***
Wyruszyliśmy w dalszą drogę. Było mi
trochę ciężko, ale nie narzekałam... w końcu Kagetora musiał znieść dużo więcej
ode mnie. Szliśmy przez las, więc co jakiś czas zahaczałam o coś
sukienką. Nie byłam przygotowana na taką wyprawę. Wybiegłam z pałacu
bez niczego, więc teraz musiałam się męczyć w długiej królewskiej sukni. Gdybym
choć trochę pomyślała, to był założył strój do jazdy konno. Był wygodny i dużo
cieplejszy od tego co miałam na sobie. Po godzinie wędrówki przez drzewa wyszliśmy na coś w rodzaju pola. Dalej pole zmieniało się w coraz większe pagórki. Wydawało mi się, że widzę coś daleko na horyzoncie.
- Yymm... Kagetora? - Chłopak odwrócił się w moją stronę. - Widzisz coś tam? - Ręką wskazałam odległe miejsce.
- Można tak powiedzieć. Chodźmy. - Zaczęliśmy wchodzić na pierwszy pagórek. Nie dawałam sobie rady, więc Kagetora wziął mnie na barana. Protestowała, ale nic na niego nie działało. Szliśmy tak na samą górę i następny pagórek weszliśmy tak samo. Z tego miejsca było już wyraźnie widać dokąd zmierzamy. Był to jakiś zamek, ale byłam pewna, że nie należał do żadnego pobliskiego królestwa. Zeszłam z ramion Kagetory i resztę drogi przeszłam sama. Nie było to łatwe, bo mieliśmy jeszcze dwa pagórki do przejścia... przy czym każdy kolejny był większy od poprzedniego. W końcu dotarliśmy do pałacu i zapukaliśmy wielką kołatką do drzwi. Otworzył nam starszy mężczyzna w garniturze. Wyglądał na służącego.
<Yuki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz