środa, 20 listopada 2013

Od Eizo C.D

Spojrzałem na niego poważnym wzrokiem, czy on… Czy on się o mnie martwił? Może to tylko taka gra? Demony stać na wszystko, więc muszę analizować każde jego nawet najmniejsze mrugnięcie.
- Może jednak coś znajdę…- przeniosłem wzrok z powrotem na książkę.
- Nie trudź się.- pocałował mnie w skroń.
- Ale ja chce, nie dość, że pomogę tobie to jeszcze poszerzę swoje horyzonty umysłowe.
Podniosłem się, lecz Craven złapał mnie za pasek od spodni i ponownie pociągnął na łóżko.
- Powiedziałem nie teraz, mordko.- zaczął całować moją szyję i lizać ranę po jego kłach.
- Craven, nie mam dzisiaj ochoty na to co siedzi w twojej głowie, jesteś jak niewyżyta maszyna…
- Ale Eizooo…- mruknął i mi do uch i zrobiło mi się bardzo ciepło.
- Nie dziś, jutro jak już.- pocałowałem go dosyć dużą namiętnością.
- Jakoś może wytrwam, albo dorwę cię tak nagle, na przykład wtedy gdy będziesz spał, nie zdążysz nawet zareagować.
- No to teraz będę bał się zasnąć.
Demon uśmiechnął się czuło i pogłaskał mnie po głowie.
- Musisz spać, zwłaszcza teraz bo straciłeś trochę krwi.
Wywróciłem oczami i wsunąłem rękę do jego kieszeni, wyciągnąłem paczę papierosów i włożyłem sobie jednego do buzi. Moje oczy zaświeciły mocniej na czerwono i papieros sam się zapalił.
Blondyn uśmiechnął się i włożył mi rękę za koszulkę smyrając i głaszcząc moje plecy i kark.
- Ostrzegam, mam łaskotki.- uśmiechnąłem się i dmuchnąłem mu dymem w twarz.
- Dobrze wiedzieć, kiedyś przyda mi się ta informacja. Pokaż lepiej po co ci była moja rosiczka.
Pstryknąłem palcami i do mojej ręki wleciała rosiczka w doniczce, która przed chwilą stała na biurku.
- Uczyłem się zaklęcia gnicia, gdybym je umiał, wtedy bym nad nim popracował i mógłbym zmieniać ludzi w zombie, wystarczyłoby połączyć to zaklęcie z jakimś innym.
- A umiesz już to?
- Nie za bardzo…
Wypowiedziałem na głos zaklęcie i nakreśliłem w powietrzu krzyż, roślince zgniły liście, stały się brązowe, zapleśniałe, obślizgłe i śmierdzące, za to jej „głowa” wybuchła, opryskując nas jakimś kwiatowym sokiem, no tak.. Rosiczka ma więcej płynów w sobie, bo jest mięsożerna, to prawdopodobnie były soki trawienne. Z zielonej i nadpalonej łodyżki leciał mały dymek, a ziemia do której była wsadzona kompletnie wyschła.
- Zawsze tak wychodzi, zamiast gnić całe, to gniją do jakiegoś stopnia i wybuchają.- wytarłem sobie śluz z twarzy i wyrzuciłem roślinkę przez okno.
Spojrzałem na Craven'a i wybuchnąłem śmiechem, był dosłownie ujebany sokiem z rosiczki.
- Chyba musimy się umyć.- wydukałem i ponownie zacząłem się śmiać.

[Craven? XD]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz