- Może jednak coś znajdę…- przeniosłem wzrok z powrotem na książkę.
- Nie trudź się.- pocałował mnie w skroń.
- Ale ja chce, nie dość, że pomogę tobie to jeszcze poszerzę
swoje horyzonty umysłowe.
Podniosłem się, lecz Craven złapał mnie za pasek od spodni i
ponownie pociągnął na łóżko.
- Powiedziałem nie teraz, mordko.- zaczął całować moją szyję
i lizać ranę po jego kłach.
- Craven, nie mam dzisiaj ochoty na to co siedzi w twojej
głowie, jesteś jak niewyżyta maszyna…
- Ale Eizooo…- mruknął i mi do uch i zrobiło mi się bardzo
ciepło.
- Nie dziś, jutro jak już.- pocałowałem go dosyć dużą
namiętnością.
- Jakoś może wytrwam, albo dorwę cię tak nagle, na przykład
wtedy gdy będziesz spał, nie zdążysz nawet zareagować.
- No to teraz będę bał się zasnąć.
Demon uśmiechnął się czuło i pogłaskał mnie po głowie.
- Musisz spać, zwłaszcza teraz bo straciłeś trochę krwi.
Wywróciłem oczami i wsunąłem rękę do jego kieszeni,
wyciągnąłem paczę papierosów i włożyłem sobie jednego do buzi. Moje oczy
zaświeciły mocniej na czerwono i papieros sam się zapalił.
Blondyn uśmiechnął się i włożył mi rękę za koszulkę smyrając
i głaszcząc moje plecy i kark.
- Ostrzegam, mam łaskotki.- uśmiechnąłem się i dmuchnąłem mu
dymem w twarz.
- Dobrze wiedzieć, kiedyś przyda mi się ta informacja. Pokaż
lepiej po co ci była moja rosiczka.
Pstryknąłem palcami i do mojej ręki wleciała rosiczka w doniczce, która przed chwilą stała na biurku.
- Uczyłem się zaklęcia gnicia, gdybym je umiał, wtedy bym
nad nim popracował i mógłbym zmieniać ludzi w zombie, wystarczyłoby połączyć to
zaklęcie z jakimś innym.
- A umiesz już to?
- Nie za bardzo…
Wypowiedziałem na głos zaklęcie i nakreśliłem w powietrzu
krzyż, roślince zgniły liście, stały się brązowe, zapleśniałe, obślizgłe i
śmierdzące, za to jej „głowa” wybuchła, opryskując nas jakimś kwiatowym sokiem,
no tak.. Rosiczka ma więcej płynów w sobie, bo jest mięsożerna, to
prawdopodobnie były soki trawienne. Z zielonej i nadpalonej łodyżki leciał mały
dymek, a ziemia do której była wsadzona kompletnie wyschła.
- Zawsze tak wychodzi, zamiast gnić całe, to gniją do jakiegoś
stopnia i wybuchają.- wytarłem sobie śluz z twarzy i wyrzuciłem roślinkę przez
okno.
Spojrzałem na Craven'a i wybuchnąłem śmiechem, był dosłownie
ujebany sokiem z rosiczki.
- Chyba musimy się umyć.- wydukałem i ponownie zacząłem się
śmiać.
[Craven? XD]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz