środa, 27 listopada 2013

Od Eizo C.D

A jednak nie przestawałem się martwić, chętnie od razu przeniósłbym nas do zamku, poszedł po księgi i buteleczki i wrócił do Akademii, ale wtedy prawdopodobnie zostalibyśmy złapani, to znaczy ja... Bo postarałbym się u siostry by ich puściła wolno.
Szliśmy jakiś czas rozmawiając i śmiejąc się, Chitose to bardzo miła i zabawna dziewczyna. Odniosłem wrażenie, że jest tak nieśmiała przez Kagetorę. A właśnie, a propos Kagetory, pewnie będę przez niego zabity, ewentualnie mocno zraniony.
Po dwóch godzinach wędrówki pełnej rozmowy i narzekań Cravena, zacząłem widzieć wieże zamku.
- Dzisiaj chyba nie będzie spania, doszliśmy szybciej niż myślałem..- mruknąłem.
Wleźliśmy na jakiś wyższy pagórek, miałem tą świadomość, że się wychyliliśmy, założyłem więc kaptur, mając nadzieję, że mnie nikt nie pozna.
- Fajna chałupa.- demon przytulił mnie.
- Taa... Piździ tam jak nie wiem co.- parsknąłem.
- Sądzę, że przesadzasz.- księżniczka się uśmiechnęła.- Idziemy?
Przytaknąłem i ruszyliśmy szybkim krokiem pod bramę zamku, o dziwo nikogo tu nie było, zwykle siostra ustawiała tutaj masę swoich podwładnych, a teraz wszystko świeciło pustkami. Czyżby już wiedziała, że tu jesteśmy?
Otworzyłem bramę która skrzypnęła przeraźliwie, tutaj było zbyt cicho...
Crav złapał mnie za rękę, a Chitose jak to zobaczyła to słodko się uśmiechnęła. Podeszliśmy do wrót.
- Jakoś chyba za łatwo nam poszło...- mruknął demon.
- Też tak uważam.- przyłożyłem ucho do drzwi jednak nic nie słyszałem.
- To co robimy?- spytała księżniczka przylegając do drzwi.
Wzruszyłem ramionami.
- Ja wejdę pierwszy, jakby co to spieprzajcie, nic mi nie zrobią... Chyba....
- Jakie chyba?!- Craven się zbulwersował.
Nie zwróciłem na niego uwagi i pchnąłem drwi, odruchowo zamknąłem oczy. Było cicho, niczym nie pachniało, ani nic nie słyszałem oprócz oddechów towarzyszy.
Powoli otworzyłem oczy i ujrzałem....

.... Lśniący, pusty korytarz.
- Co to, wywiało ich kurwa?- mruknąłem.
- To chyba lepiej, nie?
Weszliśmy do środka, jak zwykle atmosfera tutaj była wręcz lodowata, chyba tylko komnata mojej siostry miała namiastkę ogniska domowego. Wsłuchałem się w otoczenie, próbując wyodrębnić jakieś szczególne dźwięki, ale oprócz kroków nic nie słyszałem. Czyżby ich nie było? To dlaczego mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy obserwowani i zaraz się coś stanie?!
Weszliśmy na piętro i siecią korytarzy dotarliśmy do mojej komnaty, Craven od razu uwalił się na łóżku, księżniczka zaczęła oglądać różne rzeczy, a ja przeszukiwałem papiery i zabierałem najpotrzebniejsze rzeczy, nie miałem zamiaru bowiem tutaj wracać.
Wedy usłyszałem trzask i znieruchomiałem.
- Crav to ty? Powiedz, że to łóżko pęka...- spojrzałem na niego, a on na mnie.
- Nie, to nie ja, a ty laleczko?
Chitose zaprzeczyła ruchem głowy. Znów usłyszałem trzask, coś się zaraz stanie, ja to wiem...
- Możecie coś dla mnie zrobić?- zacząłem spokojnie.
- Co?
- Crav nie ubrudź mi papierów krwią, a ty Chitose trzymaj się z boku, wolałbym nie mieć jeszcze bardziej przerąbane u Kagetory.
Nikt nie zdążył zareagować gdy do pokoju wparowali straż mojej siostry.

[Crav? Chitose?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz