Zaśmiałem się.
- Niedawno też w tym uczestniczyłem, ale dżem mi się dostał tam gdzie nie powinno go być.- zaciągnąłem się dymem.- W ogóle to sam to zacząłem.
Chłopak spojrzał na mnie podejrzanie i wybuchnęliśmy śmiechem, na prawdę polubiłem tego gościa, przynajmniej będę miał z kim na bijatyki iść. Poszliśmy sobie do sali treningowej i usiedliśmy na podłodze pod ścianą.
- A ty przez kogo tu trafiłeś?- zapytał.
- Sam się tu dostałem, uciekałem przed nadopiekuńczą siostrunią, skończyło się na tym, że wypolerowałem swoim tyłkiem cały korytarz.- Craven zaczął się śmiać i dałem mu prztyczka w nos.- Zaraz sam przejedziesz po korytarzu.
- Chyba śnisz.
Rzucił się na mnie i zaczęliśmy się turlać po podłodze, raz po raz dając sobie kuksańca w brzuch, a raz śmiejąc się... Chociaż o wiele więcej było tych ciosów. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy na środku sali leżąc na plecach i dysząc ze zmęczenia.
- Musimy się kiedyś pobić naprawdę.- zapalił papierosa.
- Ehe, mi pasuje, tylko muszę cię powiadomić, że wygram.
[Craven?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz