niedziela, 3 listopada 2013

Od Eizo

Biegłem przez jakąś wielką polanę, goniła mnie cała obstawa mojej siostry, ta nadopiekuńcza baba zbyt wcześnie się dowiedziała, że uciekłem i jej świta mnie już dogania. Do tego jeszcze padało, a ja byłem w szacie maga, kto wymyślił dla magów w ogóle takie ciuchy? Przecież w tym zabić się można… 
Strzała przeleciała mi tuż przy twarzy, wzbiłem się w powietrze za pomocą bardzo prostego zaklęcia, odwróciłem się wlocie i rzuciłem w nich patykami, które zmieniły się w stalowe, płonące strzały. Znów się odwróciłem, wylądowałem na ziemi i zacząłem biec. Goście jednak nie dawali mi spokoju. Zobaczyłem w oddali jakiś zamek i obrałem go sobie na cel. Jeśli ci wojowie mnie złapią to zaniosą do siostry, a ta z kolei wycałuje mnie na śmierć. Ja nie jestem przecież dzieckiem! 
Po piętnastu minutach dobiegłem w końcu do budynku, nie miałem czasu zapukać czy zadzwonić dzwonkiem z wiadomych przyczyn, wyważyłem więc drzwi zaklęciem. Wpadłem tam jak poparzony, jednak na moje nieszczęście podłoga była wypolerowana, a ja cały mokry i brudny, wynikiem było to, że zaplątałem się tą przeklętą szatę i poślizgnąłem się, sunąłem przez całą długość korytarza, usłyszałem krzyki tamtych kolesi, czarami zatrzasnąłem drzwi i zaryglowałem. 
Ja nie wiedziałem, że się tak rozpędziłem, przejechałem na brzuchu cały korytarz i zatrzymałem się dopiero na kimś, ten ktoś, prawdopodobnie dziewczyna, bo poznałem po piskach, wywaliła się na tyłek.
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się szeroko.
- No siema laluniu, ładną macie tu podłogę. 

[Yuki?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz