Było tak zabawnie, ale z tą dziewczyną też może być niezły ubaw. Kiedy zaczerwieniła się spoglądając na mój dekolt miałam już mały, szatański plan w głowie.
- Wiesz maleńka, to nie ja mam za mało ubrań tylko ty zdecydowanie za dużo - powiedziałam i nachyliłam się sięgając przez stolik i szybkim ruchem rozsuwając suwak jej bluzki.
Dziewczyna krzyknęła zasłaniając się, a ja poczułam silny zapach podniecających się mężczyzn. Nic tak nie działało na wyobraźnię facetów jak dwie laski razem, nagie, w niedwuznacznej sytuacji. Chitose podniosła się i chciała uciec, ale jakiś koleś ją złapał. Oglądać, spoko, dotykać... NIE! Facecik zarobił w szczękę i przefrunął ładny kawałek uderzając w dwóch innych i przewracając ich.
- Nie uczyła mamusia, że cudzego się nie tyka? - zapytałam.
Wszyscy, z dziewczyną włącznie spoglądali na mnie zdezorientowani. Czyli czas się ulatniać.
- Widzieliście kiedyś dwie znikające dziewczyny? - zapytałam z milusim uśmieszkiem.
Chwyciłam dziewczynę za rękę i przeniosłam nas do akademii....? Rozejrzałam się dla pewności... no tak, stałyśmy na dziedzińcu akademii.
- Jesteś jakaś zboczona i chora! - wydarła się dziewczyna.
- Taaa... Cała ja. A ty nie bądź taka nietykalska, bo ktoś jeszcze pomyśli, że... - spojrzałam na rumieniec na twarzy dziewczyny i to jak zasłaniała biust. - No bez jaj, jesteś dziewicą? I chcesz się brać za zabaweczkę demona? - myślałam, że zdechnę ze śmiechu. - Ty sobie zdajesz sprawę jakie "potrzeby" musi mieć ten koleś, że wytrzymuje z demonem? Spooore, naprawdę spooore.
Chitose stała zawstydzona i miętoliła w dłoniach swoją koszulkę.
- To.... to mnie naucz - wymamrotała.
- Że słucham? - zapytałam, bo miałam wrażenie, że się przesłyszałam.
- Naucz mnie jak te jego "potrzeby" zaspokoić...
Wybuchnęłam śmiechem. Ta dziewuszka myślała, że się za nią wezmę czy jak? Chociaż z jednej strony to mogłoby być ciekawe, taki eksperyment.
Dziewczyna czekała cierpliwie, aż minie mi napad śmiechu. To znaczyło, że miała niezłe samozaparcie. Ktoś inny poszedłby sobie i poszukał innego wyjścia. Desperatka, co?
- Dobra... - wymamrotałam przez łzy, bo popłakałam się ze śmiechu.
<Chitose?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz