Poprosiłam Yuki, żeby trochę ze mną poćwiczyła. Byłam strasznie zmęczona po ostatniej nocy, ale chciałam w końcu poczynić jakieś postępy. A dlaczego byłam zmęczona? Co noc śnią mi się koszmary. Nie żebym się bała, czy coś, ale dręczyło mnie to. Budziłam się w środku nocy, a potem nie mogłam zasnąć. Mam już tak od tygodnia, więc moje zasoby energii dziennej, trochę się zmniejszyły. Robiłam coraz więcej błędów na treningach, przez co Kage na mnie krzyczał. Nie lubię jak krzyczy... jest wtedy... nie jak on. Przez to, że tak intensywnie myślałam o koszmarach, nie mogłam się skupić na bieżącym zadaniu. Miałam spróbować stworzyć małego kwiatka. Kucałam przed trawą, w miejscy gdzie wyczułam małe nasionko utknięte w ziemi. Powinno być to proste. W końcu zarodek już jest. Wystarczy tylko obudzić roślinkę do życia. Pomimo łatwości zaklęcia, i tak nie mogłam sobie z nim poradzić. Moje myśli były za bardzo rozbiegane, bym mogła cokolwiek zdziałać. Yuki na początku bacznie się wszystkiemu przyglądała, ale potem odeszła parę kroków i wystawiła twarz do wczesnego słońca. Potem wszystko potoczyło się niezwykle szybko. Wokół mnie zaczęły się zbierać kłęby ciemnych chmur. Próbowałam krzyczeć do Yuki, ale ona mnie nie słyszała. Ciemne warstwy skutecznie niwelowały wszystkie odgłosy. Przez chwilę nie widziałam zupełnie nic, ale jak chmury zaczęły się powoli rozjaśniać, zdałam sobie sprawę, że nie jestem już na dziedzińcu akademii. Znalazłam się... nie wiem gdzie. Najgorsze było to, że dziwnie się czułam. Patrzyłam na potwory i miejsce jak wyjęte prosto z piekła. Zdałam sobie sprawę, że to samo widziałam w swoich snach. A może zasnęłam? Byłam tak zmęczona, że po prostu położyłam się na trawie i zamknęłam oczy? Nie... teraz wszystko było dziwnie realne i zdawało się być bliżej niż wcześniej. /czułam dziwne uczucie rozrywające mnie od środka. Kazało mi uciekać jak najdalej i zamknąć oczy by nie wiedzieć przerażającego świata. Strach? Nigdy go nie odczuwałam... ale tu było inaczej. O ile w czasie snu wszystko mogłam zakończyć w jednej chwili, to tutaj nie byłam w stanie. Nie wiedziałam jak mam wrócić do akademii. W końcu moje nogi uległy sparaliżowanemu mózgowi i ruszyły się do ucieczki. Biegłam z zamkniętymi oczami, by nie widzieć zupełnie nic z tego dziwnego miejsca. W pewnej chwili jednak poczułam, że coś mnie podnosi do góry. Usłyszałam pełen pogardy, kobiecy głos.
- Nie uczyła cię mama, że takim dziewuszkom nie wolno bawić się w takich miejscach? - Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jakieś stworzenie. Może nie była tym, co chciałam zobaczyć, ale była moją jedyną deską ratunku. Wyciągnęłam ręce i przytuliłam się do dziewczyny. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam... na pewno było to dawno, bo moje oczy miały w zanadrzu dużo słonej cieczy do wypuszczenia.
- Zabierz mnie stąd! - Krzyknęłam szlochając. Stworzenie na początku nie zareagowało. Jej ciało stało jak wryte i się nie ruszało. Dopiero po chwili poczułam jak siłą odrywa mnie od siebie i stawia na ziemi.
- Nie dotykaj mnie! - Wrzasnęła, a ja skuliłam się lekko.
- Chitose! - usłyszałam i odwróciłam głowę do źródła głosu. Otworzyłam szeroko oczy w zdumieniu, a potem pobiegłam do Eizo. Rzuciłam się mu niespodziewanie na szyję i zaczęłam mu dziękować. Przyszedł po mnie... przyszedł po mnie...
- Dobra, dobra! Puść mnie już! - zaśmiał się. Niechętnie, ale zsunęłam się z jego ramion na ziemie. Chłopak spojrzał na dziwna kobietę, która podeszła do nas.
- Kim jesteś? - zapytał.
<Eizo? Vivi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz