No ładnie. Nie dość, że dziwna, rozhisteryzowana dziewuszka
to jeszcze równie dziwny chłopak. Na dodatek gapił się na mnie jakbym mu ojca
gitarą zajebała.
- Vivi. Ukłoniłabym się, ale jakoś mi się nie chce –
powiedziałam i oparłam się o swoją kosę.
- A jesteś tu bo... – zaczął.
- Zwiedzam, siekę potworki i ratuję księżniczki z opresji
jak widać – mruknęłam. – Jeszcze tylko zakutego łba mi brakuje...
Oboje spojrzeli na mnie dziwnie jakby wiedzieli coś czego ja
już nie bardzo, albo jakby mnie o coś podejrzewali.
- No co? – zapytałam zdezorientowana.
- Nie, nic – mruknął chłopak. – Wracajmy do domu –
powiedział do dziewczyny.
- To się spieszcie, bo idzie do nas coś nieładnego –
powiedziałam.
- Jak to?! – pisnęła Chito... jak jej tam.
- Tak to – mruknęłam.
Chwyciłam kosę i z uśmieszkiem na ustach przywitałam
biegnącego w naszą stronę potwora. To był Terrentak, istota żywiąca się magią.
Czyli cierpki zapaszek od tej dwójki to jednak była magia.
Poskoczyłam i przefrunęłam nad potworem dalej szarżującym na
dwójkę magów. Chłopak machał łapkami chyba rzucał zaklęcie, ale ubiegłam go.
Wbiłam ostrze kosy tuż poniżej czaszki stwora i rozplatałam go praktycznie na
dwoje.
- No to dokąd się wybieracie? – zapytałam podchodząc do
nich.
Dziewczyna spoglądała na mnie szeroko otwartymi oczyma i
chyba myślała gdzie by się tu przede mną schować.
- Do Akademii Excal w świecie ludzi – powiedział chłopak,
choć bacznie mnie obserwował.
- No to hop – powiedziałam i wbiłam kosę w ziemię.
Cała trójką staliśmy na jakimś dachu.
- To dach tek waszej akademii czy znowu się zgubiłam? –
zapytałam. Na dziedzińcu stali jacyś ludzie, pomachałam im radośnie.
<Chitose? Eizo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz