To było jak zwykle cudowne, ale oprócz tego, że byłem zmęczony (dupa mnie bolała jak diabli) i brudny, to byłem też głodny. Craven się najadł, a ja od śniadania nie miałem nic w ustach.
- Carv, tyłek mnie przez ciebie boli jak nie wiem i muszę się wykąpać...
- Mogę ci wymasować, chcesz? Albo później, zbieramy się!
- Nie chce masażu.- wyplątałem się z objęć demona i podniosłem się chwiejnie.- Idziemy coś zjeść i potem jedziemy, może być?- zacząłem szukać swoich bokserek.
- Ty będziesz jadł skarbie, ja mogę popatrzeć jak to robisz, albo cię nakarmię.- uśmiechnął się i też wstał.- Już się nie mogę doczekać jak tam pojedziemy, będę cię pieprzył w dzień i w nocy.- mruknął mi do ucha i ścisnął moje pośladki.
- Nie będę mógł chodzić.- skrzywiłem się.- I będę kwiczał z bólu. Tak jak teraz.- jęknąłem.
- To będę cię nosił i masował, mordko.
Wsunąłem na siebie znalezione bokserki i czarne spodnie rurki. Potem założyłem swój T-shirt który demon wrzucił pod łóżko. To wszystko nie było takie proste, ledwo się ruszałem.
- Brzmi zachęcająco, ale wole nie czuć tego bólu. Ubieraj się i idziemy na obiad.- cmoknąłem go w nos.
Chłopak uśmiechnął się i szybko ubrał. Potem złapał mnie za rękę i powoli poszliśmy do kuchni. Siedział tam Kagetora i Yuki. No i chyba gadali o mnie bo usłyszałem swoje imię. Oczywiście od razu zaciekawiłem się tą sprawą, więc chłopak mi wszystko wyjaśnił. I to nie było o mnie, no, ja miałem brać w tym udział.
- I co myślisz? Dasz radę coś zrobić?- zapytał kończąc gadać.
- Mogę po nią iść, to nie jest takie trudne, gdy byłem mały to też kiedyś się przeniosłem do krainy koszmarów, szybko wróciłem.-zaśmiałem się na tamto wspomnienie, chociaż wtedy cholernie się bałem.- Lecz jeśli jest w krainie marzeń, to może być ciężko by ją przekonać by wróciła...
- Wierzę w ciebie.- czarnowłosy spojrzał na mnie prosząco.
Westchnąłem. Przecież mieliśmy jechać z Craven'em na małe wakacje, ale cóż, muszę uratować Chitose. Demon pewnie będzie zły ale ja chce jej pomóc.
- Mam nadzieję, że został po niej jakiś trop. To idziemy na dziedziniec, nie?
- Hej!- warknął mój ukochany.- Ja tutaj też mam coś do powiedzenia. Sam nie możesz tam iść, tylko jego wysyłasz? A jak mu się coś stanie?!- krzyknął do Kage.
- Craven, nic mi się nie stanie, jestem dość potężnym czarnoksiężnikiem, wiesz?
- Nie obchodzi mnie to, nie będziesz się narażał. A do tego ledwo chodzisz!
- Uspokój się, poradzę sobie.- wyrwałem swoją rękę z jego uścisku.- Jak wrócę z Chitose to pojedziemy na te wakacje.
- Kiedy wrócisz?- Yuki wyprzedziła pytanie demona.
- Postaram się jak najszybciej, z powrotem nie będę miał problemu.
- O nie! Spóźnimy się na samolot!- Crav zaczął się denerwować.- Albo idę z tobą, albo nie idziesz wcale!
Przewróciłem oczami i ruszyłem w stronę dziedzińca, słyszałem, że wszyscy ruszyli za mną. Wkurzało mnie to, że Craven we mnie nie wierzy, martwi się o mnie jak o jakiegoś bachora, którym nie jestem. To znaczy w jego mniemaniu pewnie jestem, bo on jest ode mnie o wiele starszy, no ale co zrobić? Nikt jeszcze nie widział co naprawdę potrafię, to co zwykle wszystkim pokazuje to proste sztuczki których nauczyłem się będąc dzieckiem. Jakbym chciał, to mógłbym jednym zaklęciem zniszczyć całą akademię, a z uczniów zrobić moich zombie podwładnych.
Wyszliśmy na dziedziniec i od razu uderzyła we mnie magia której użyła Chitose, trop był bardzo silny, nie powinienem mieć problemów ze znalezieniem jej świata.
- Niestety Crav, ale nie znasz odpowiednich zaklęć i zaburzyłbyś całą krainę. Muszę iść tam sam.- moje oczy zaczęły błyszczeć na czerwono.- Niedługo z nią wrócę.- uśmiechnąłem się i przytuliłem się do demona, czułem całą jego złość i znów poczułem duże ukłucie bólu w okolicach dolnych partii ciała.
Blondyn się nie odzywał, pocałował mnie w czubek głowy i puścił. Odsunąłem się od niego by nic mu się nie stało i zacząłem wymawiać zaklęcia. Zaczął wiać silny wiatr, naokoło mnie pojawiła się czarna smuga jakby dymu, takiej ciemnej energii. Otoczyła mnie całego i zniknąłem z dziedzińca.
Gdy otworzyłem oczy, znalazłem się w dość dziwnym miejscu, wyglądało mi to na krainę koszmarów, jednak mogło być odwrotnie. Każda kraina jest inna. Przeszedłem się chwilę, w tempie który nie sprawiał mi dużego bólu (nie czułem się najlepiej). Jak wrócę to od razu pewnie pojedziemy na lotnisko, a jak tam dotrzemy to od razu muszę się umyć. Trochę jednak dziwiło mnie to, że nic mnie nie atakuje. Moja magia powinna przyciągać róże stworzenia, czy to dobre, czy złe. Z tego co wiem jestem dobrym kąskiem. W końcu człowiek parający się tak wielką magią i umiejący tak wiele jest rzadkością. Gdy tak rozmyślałem to ujrzałem Chitose, stała przy jakiejś zakrwawionej dziewczynie. Na początku pomyślałem, że to jakiś potwór, bo od razu poczułem jej magię, jednak dziewczyny rozmawiały więc, to musi być jakiś mag czy ktoś... Ale po co tutaj jest? Dobra... Jakby co to jej coś zrobię. Muszę się spieszyć by zdążyć na samolot i na wakacje z Craven'em.
- Chitose!- krzyknąłem i pomachałem do księżniczki która się odwróciła.
[Chitose?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz