Siedziałem przy barze cały wkurwiony, co ta wredna baba sobie wyobraża.
Znam Eizo, pewnie sobie to wziął do serca i wymyśla coś, że jednak jest
tylko tymczasową zabawką. Nagle poczułem, że coś jest nie tak. Wstałem i
ruszyłem do łazienki, moja demoniczna aura powoli stawała się
straszniejsza, odkąd jestem dowódcą armii Lucyfera posiadam większą
siłę. Drzwi były zastawione. Mój wkurw przekraczał skale. Więc tak chcesz
się bawić debilu? Proszę bardzo!
- Debilu jeszcze mnie unikasz!- krzyknąłem i wyważyłem drzwi, które
poleciały na drugą stronę pomieszczenia. Stał tam mój kumpel, który
próbował się dobrać do ledwo żywego Eizo.
- Eryk! Kurwa ty debilu, on jest mój!- wydarłem się i chwyciłem go za szmaty.
- Ej? Przecież to tylko zabawka, nie podzielisz się?- próbował mnie uspokoić.
- Co kurwa? Ja się z nikim nie będę dzielić Eizo! Jest mój koniec kropka, a
teraz oberwiesz w mordę, że próbowałeś mi go zabrać.- aż oczy mi
zaświeciły intensywnym szkarłatem. Moja demoniczna aura powiększyła
się, widać że się przestraszył. Puściłem go i poraniłem sobie rękę, moja
krew uniosła się w powietrze i obtoczyła ręce Eryka.
- Od teraz nie będziesz go macać.- moja krew powoli odcinała mu dłonie.
- Kurwa! Co ty robisz? Crav!- próbował powstrzymać ból.
- To jest kara, nie zapomnij, że jestem dowódcą wojsk Lucyfera!- machnąłem
ręką a jego odcięte dłonie opadły na ziemię. I tak za parę miesięcy się
zregeneruje. Podszedłem do Eizo i wziąłem go na ręce. Wyszedłem z tego
miejsca i kierowałem się do naszego domku.
- Głupi jesteś! Było trzeba mu skręcić kark.- warknąłem i spojrzałem na
jego pół przytomną twarz. W domu go umyłem i przebrałem a potem
położyłem do łóżka.
- Jesteś mój i nie zapominaj o tym!- delikatnie go pocałowałem i też się
położyłem. Był tak zmęczony, że nawet nie miał siły mówić. Przytuliłem
się do niego jak do pluszowego misia i zasnąłem wsłuchując się w jego
bicie serca.
<Eizo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz