Po wyjściu tego gostka, starałem się uspokoić. Nie mogę tracić nad sobą kontroli. Przy nikim, bo może się skończyć o wiele gorzej.
Potem szybko poszedłem do Craven'a spał słodko, słyszałem jak jego serce nierówno pracuje. Pewnie się czegoś naćpał z tą laską, żeby im weselej było. Może i byłem na niego wściekły, ale nadal się o niego martwiłem i przejmowałem się nim.
Cicho do niego podszedłem, by się nie obudził i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Fajnie było gdy byliśmy razem, gnido.- uśmiechnąłem się lekko i wziąłem szklankę wody.- A żyj sobie dalej i wyrywaj panienki.- stuknąłem szklankę i woda w niej najpierw zaświeciła na niebiesko, a potem znów przybrała swój naturalny kolor.
To powinno polepszyć jego stan, na pewno będzie się po ty lepiej czuł.
Odstawiłem szklankę na miejsce i wyszedłem z pokoju. Ruszyłem w stronę wyjścia z akademii.
Na dziedzińcu spotkałem Chitose i zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy o jakiś błahostkach. Poprawiło mi to humor i rozluźniłem się, a moja ręka wróciła do normy. Pośmialiśmy się chwilę i ruszyłem dalej. Dziewczyna była na prawdę bardzo fajna i miła, traktowałem ją jak przyjaciółkę, której mogę się wygadać i która mi powie, że po prostu niedługo będzie lepiej.
Poszedłem do stajni i wyprowadziłem z boksu czarnego ogiera. Piękny, koń, a ja miałem ochotę pojeździć, do późnej nocy.
Osiodłałem go, wsiadłem i od razu ruszyłem kłusem do lasu.
Cały czas miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
[Jery? Crav, śpisz tam?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz