Wskoczyłam do wody z głośnym pluskiem. Kage zaśmiał się, a ja podpłynęłam do niego i zamknęłam mu usta swoimi. Kochałam go, bardzo, bardzo, bardzo! Jego dotyk i woda łaskocząca moje ciało sprawiły, że płonęłam cała od środka. Kagetora chyba też, bo oddychał ciężko.
Długo pływaliśmy razem po prostu ciesząc swoją obecnością. Później pognaliśmy do pokoju Kagetory. Chłopak puścił jakiś film, ale jakoś tak pamiętałam tylko początek, mieliśmy ciekawsze rzeczy do roboty. Wystarczyło, że dłoń mojego tygryska prześliznęła się przez moją talię i wylądowała na pośladkach, a ja już cała drżałam. Tę noc spędziliśmy razem.
Obudziłam się wczesnym rankiem i pożegnawszy z Kagetorą pognałam do swojego pokoju. Wszystko skrzętnie posprzątałam. Z każdą minutą byłam coraz bardziej zdenerwowana. Kage przychodził zaglądać do mnie, pytał czy mi w czymś pomóc, ale ja odprawiałam go z uśmiechem, licząc na to, że moje zdenerwowanie mu się nie udzieli, bo dwoje histeryków to byłaby już przesada.
Koło szesnastej poczułam znajome mrowienie na skórze. Byli blisko. Najstarsze i najpotężniejsze istoty z głębin oceanów. Po kilku minutach usłyszałam pukanie, zerwałam się by otworzyć. Pierwsza weszła moja matka, a raczej wpłynęła, bo jej długa suknia wyglądała jak tafla wody. Jej ruchy były tak samo płynne i pewne jak w wodzie. Uśmiechnęła się na mój widok i uściskała mnie.
- Hej mamo - wyszeptałam.
Zaraz za nią szedł mój ojciec. Wydawało mi się, że mój pokój nagle skurczył się, bo potężna sylwetka mojego ojca wypełniła całą niemal wolną przestrzeń.
- Witaj, tato - przywitałam go.
- Jak radzisz sobie na powierzchni? - zapytał.
- Dobrze - wydukałam. - Myliłam się co do tego miejsca. Bardzo je polubiłam.
Moja mama uśmiechnęła się moje słowa jakby mówiąc "wiedziałam, że tak będzie", ale ojciec nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Nieufni spoglądał na wszystko co go otaczało.
- Naciesz się tym światem, jeśli tak ci się podoba, bo niedługo wracasz do Atlantydy - powiedział.
- Jak to? Dlaczego? - zapytałam. Coś nieprzyjemnego ścisnęło mi serce.
- Usul pragnie twojej ręki, a ja się zgodziłem - powiedział.
Poczułam jakby ktoś wycelował do mnie z broni i pociągnął za spust. Jak to? Ojciec zgodził się na moje małżeństwo?
- Nie! - wrzasnęłam.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Kage.
- Nigdy za niego nie wyjdę! Nie ma mowy! - darłam się, łzy ciekły mi po policzkach.
Co zrobi Kagetora jak usłyszy, że mam niby wyjść za innego? Zobaczyłam złość w oczach mojego ojca. Nie mógł zdzierżyć tego, że ktoś mógł mu się sprzeciwiać. Uniósł dłoń, żeby mnie uderzyć, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, Kage skoczył między mnie, a mojego ojca.
- Jak śmiesz nam przeszkadzać?! - ryknął mój ojciec.
- Pan wybaczy, ale nie pozwolę panu uderzyć Mojmiry - powiedział.
- Co to ma znaczyć? - to pytanie ojciec skierował do mnie.
- To jest Kagetora. On i ja... jesteśmy razem, kochamy się - powiedziałam i ujęłam dłoń chłopaka.
Moja matka przyglądała się temu z zaciekawieniem, ale mój ojciec wpadł w furię. Chwycił mojego ukochanego za gardło mi potrząsnął nim.
- Tato! Nie, błagam, nie krzywdź go! - krzyczałam
- Żaden cholerny dwunóg nie będzie kładł łap na mojej córce! - wydarł się ojciec i uniósł Kage wyżej zaciskając uścisk.
Kagerora pobladł i zaczął drżeć. Jego ciało zaczęło się zmieniać gdy jego świadomość odchodziła. Właśnie chciałam zacząć śpiewać licząc na to, że dam radę choć odrobinę osłabić ojca, na tyle tylko by Kage dał radę się uwolnić, gdy usłyszałam głos mojej matki:
- Dość - powiedziała stanowczo, a wszystko w zasięgu jej głosu zamarło.
- Puść chłopca - poprosiła łagodnie, a mimo to ciało mojego ojca zaczęło drżeć. Wiedziałam, że walczy z nakazem mojej matki, ale to ona okazała się silniejsza. Kage opadł bezwładnie na podłogę, a ja nie mogłam nawet do niego podbiec, sprawdzić czy nic mu nie jest.
- Zabiję tego cholerne gnojka! - warczał mój ojciec wciąż wpatrzony w próbującego złapać oddech człowieka.
- Nie zabijesz - powiedziała mama. - Przestań płakać, Słowiczku - zwróciła się do mnie, a moje łzy momentalnie wyschły.
- A ty mała bestio? - powiedziała stając nad Kagetorą. - Co czujesz do mojej córki?
- Kocham ją. Najbardziej na świecie, kocham - wyszeptał wciąż się krztusząc.
- Mam nadzieję, że tak właśnie jest, bo jeżeli moja córka zapłacze przez ciebie, to zaśpiewam twej duszy pieśń żałobną.
- Jak możesz na to pozwolić?! - mój tata dalej szalał walcząc z nakazem mojej matki.
- Ile razy mam ci powtarzać, że moje córki, to nie twoi poddani i mają prawo decydować? A teraz wrócimy do domu - powiedziała i wyszła. Mój ojciec powlókł się za nią, a ja wreszcie mogłam się ruszyć. Podbiegłam do Kagetory i przytuliłam go.
<Kage? Możesz się spodziewać, że twój nowy rywal się kiedyś zjawi, żeby ci krwi napsuć ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz