Gdy wreszcie z łaski swojej Eizo wrócił chwyciłem go i zawlokłem na
lotnisko. Pewnie myślał że mam focha, jednak jakoś musiałem ochłonąć
bardzo się o niego martwiłem. A on jak zawsze ma z wszystkiego radochę.
Jakie to niedojrzałe, wreszcie po odprawie siedzieliśmy na swoich
miejscach. Ja zasnąłem i dopiero się obudziłem gdy wylądowaliśmy. Eizo
wziął nasze bagaże a ja wynająłem samochód.
-Wskakuj.- powiedziałem a on mnie posłuchał. Tylko chwile jechaliśmy,
jak ja kocham Karaiby. Zatrzymałem się przed chatą na plaży.
-Tutaj będziemy mieszkać.- oprowadziłem go po naszym obecnym domu. Wróciliśmy i rozpakowaliśmy się.
-Nadal jesteś na mnie zły?- spytał się Eizo. Nie byłem tylko byłem ciekawy co robi.
-Tak, musisz mnie jakoś udobruchać- uśmiechnąłem się do niego.
<Eizo>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz