Czekałam dość długo. Przez myśl przeszło mi, że stało się coś złego. Nakreśliłam znak zaklęcia na nadgarstku i wyszłam z wanny. Wypiłam jeszcze trzy szklanki wody i ubrałam się. Właśnie chciałam wyjść, gdy drzwi otworzyły się. Wszedł przez nie Kage, oczy miał dziwnie rozbiegane, dłonie mu drżały i był blady.
- Co się stało? - zapytałam ujmując jego dłoń w swoje.
- Nie nic... to znaczy, już nic. Był mały problem z Chitose, ale wszystko już w porządku.
Nie wyglądało mi to na "mały problem".
- Wszystko z nią w porządku? - zapytałam.
Polubiłam dziewczynę i nie chciałam, żeby stało jej się coś złego.
- Tak, wszystko już ok... - powiedział.
Czułam, że coś jeszcze leży mu na sercu, ale nie miałam zamiaru naciskać. Tak czy inaczej wieść, że z Chitose wszystko w porządku sprawiła mi sporą ulgę.
- No to jak z tym jedzeniem? - zapytałam zmieniając temat.
- Wybacz... - wymamrotał Kagetora ze skruszoną miną.
- Da się nadrobić - powiedziałam, cmoknęłam go w usta i pociągnęła za sobą na dół, do kuchni. - I uśmiechnij się do mnie, proszę - powiedziałam i gdy zrównał się ze mną szturchnęłam go szybkim ruchem bioder. Mój tygrysek zaśmiała się i chwyciła mnie w talii. Takiego go wolałam, z uśmiechem na twarzy, spokojnego.
- Teraz moja kolej gotować - powiedziałam i nieco chwiejnym krokiem podbiegłam do lodówki, tak ta czynność dalej wychodziła mi dość pokracznie. Jeszcze niedawno bałabym się, że Kage wybuchnie śmiechem widząc moje drżące nogi w akcji, ale widział mnie już w tak zawstydzających sytuacjach, że byłam pewna, że moja niezgrabność nie robi na nim wrażenia.
Z lodówki wyjęłam najróżniejsze warzywa, brokuły i kalafior, które mogłabym jeść tonami, pomidory, marchewkę i fasolkę i co tylko wpadło mi w dłonie, zalałam je beszamelem, zasypałam żółtym serem i wstawiłam do piekarnika.
- No to teraz mamy pół godziny oczekiwania - powiedziałam i usiadłam na kolanach chłopaka, były o wiele wygodniejsze od krzesła.
<Kage? To co robimy przez te pół godziny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz